Sypiając z rockmanem

06.02.2016 13:13
|north Fot. materiały prasowe

Jak to naprawdę jest być kobietą muzyka?

- Na początku najbardziej wkurzało mnie, że on tak długo śpi rano, a potem kładzie się strasznie późno, na przykład o 5. Chciałam brać udział w tych nocnych harcach, ale długo nie mogłam się przestawić. W domu wbili mi do głowy, że trzeba zrywać się wcześnie, bo inaczej marnuje się dzień. A noce to nie tylko koncerty. Wieczorem także komponował, ćwiczył i tak dalej. Swoją drogą, taki prywatny koncert, kiedy słyszysz muzykę na żywo, gotując w kuchni albo siedząc w wannie – to jest niesamowite uczucie, bardzo mi tego brakuje – mówi Dorota, która była ze znanym muzykiem przez 7 lat.

Gra o tron

- Tak naprawdę nigdy nie wiesz, co on robi po tych koncertach. Tam są fanki, które przychodzą z planem zaliczenia kolesia z zespołu. Zostają po koncercie. Niektóre naprawdę pchają się chłopakom do rozporka, sama to widziałam. Najbardziej dziwią mnie dziewczyny, które na ochotnika robią laskę facetowi, który nawet nie zna ich imienia. Nic z tego nie mają, a już na pewno odpada szacunek zespołu. Za to mogą się pochwalić koleżankom, może o to chodzi – śmieje Olga. - Kiedy po koncercie na Facebooku pojawiają się zdjęcia jakichś wydekoltowanych lasek i na każdym otagowany jest twój mężczyzna - a on mówi ci tylko, że to taka praca i musisz to zrozumieć - czujesz się dziwnie.

Yoko Ono

- Wiadomo, każdy związek powinien być oparty na zaufaniu. Ale taki z muzykiem to już w ogóle. Bez zaufania nie dasz sobie rady, gdy chłop na drugim końcu Polski koncertuje w najlepsze, nocuje u cholera wie kogo, a o 5 rano zbiera mu się na bełkotliwe rozmowy z kim popadnie. Inną sprawą jest oczywiście cały świat zewnętrzny – jeśli nie zostałaś oficjalnie okrzyknięta zespołową Yoko Ono, to na pewno usłyszysz za plecami od zazdrosnych panienek wiązankę o „rudej kurwie” albo „dziwce perkusisty”. Wiadomo, każda taka plotkara chciałaby mieć muzyka, ale jej nie wychodzi – uśmiecha się Łucja, w wieloletnim związku z artystą. - Laski nie przestaną próbować dostać się na backstage i do zespołowego busa tylko dlatego, że muzyk jest w związku. Pytanie, co facet z tym zrobi. Za to powitania po powrotach z trasy wynagrodzą każde zdenerwowanie. Poza tym nie ukrywajmy, dziewczyny muzyków rzadko są zmanierowanymi płaczliwymi mimozami – w końcu to rock’n’roll w sercu nas do nich przyciąga. Więc dajemy radę.

- Z drugiej strony, oglądasz na przykład sesję zdjęciową albo fotki z planu teledysku. I widzisz obok swojego faceta jakąś prężącą tyłek dziewczynę w samej bieliźnie i pończochach. Na następnym ujęciu on trzyma już obie łapy na jej tyłku, z miną zdobywcy. Jest ci po prostu cholernie przykro. Ciekawe, co by powiedział, gdybym to ja masowała biodra jakiegoś gołego muskularnego faceta i pochwaliła się tym na Facebooku? - zastanawia się Olga, dziewczyna rockmana. - Dystans, bez niego kobieta chłopaka z kapeli nie przeżyje tygodnia.

Wolność i swoboda

- Pamiętam, że kiedy moja ciocia dowiedziała się, że jestem z muzykiem, była przerażona. Przez ten schemat, że muzycy dymają wszystko jak leci i absolutnie nie są wierni. A to nieprawda. Oczywiście, zdarzają się ruchacze i o nich się najwięcej mówi. Ale ci, których ja znam, mają romantyczne wyobrażenie o kobiecie. Oni są honorowi, nie zdradzą właśnie dlatego, że mają to na wyciągnięcie ręki. Nie muszą uciekać się do pobocznych akcji, żeby przeżyć coś mocniejszego. Zresztą, kiedy jesteś z muzykiem, i tak musisz mieć swoje życie. Facet co chwila wyjeżdża na kilka dni. Nie każdej lasce to odpowiada. Swoją drogą, to mnie najbardziej zaskoczyło w życiu z artystą: wolność, zaufanie i brak zawłaszczenia z jego strony. Często sami chodziliśmy na imprezy. A jeśli razem – to każdy gadał z inną grupą ludzi. Wyjeżdżaliśmy osobno. On nie miał problemu z tym, że miałam swój świat, do którego go nie wpuszczałam. Wygodne, bo generalnie, kiedy nie wychodziło mu z kobietą, miał odskocznię: szedł w muzykę. Jednych twórców zerwanie paraliżuje, innych przeciwnie, inspiruje do nowych utworów. Trochę to wkurzające, ale oni tak mają – śmieje się Dorota.

Koniec imprezy

- Nie dziwię się dziewczynom, że lecą na muzyków. Zresztą fanki zespołu mojego faceta to były bardziej koleżanki niż to, co pokazują w amerykańskich filmach. Po prostu lubiły ich muzykę, jeździły za nimi. A fakt, że są kobiety, które jadą za twoim facetem przez pół Polski, a on należy do ciebie – bardziej mi pochlebiał, niż mnie martwił. Kiedy byłam z chłopakami na koncercie, balowałam z nimi i widziałam, że dziewczyny patrzą na mnie z respektem, co było miłym uczuciem – dodaje Dorota. - Nigdy nie postrzegałam wielbicielek jako rywalek. Zero zazdrości. Nie rozumiem fenomenu groupies, nigdy go nie kumałam. Te laski myślą pewnie, że widzą na scenie bogów. A to są zupełnie zwyczajni ludzie, tak samo jak inni robią zakupy w sklepie pod domem, wychodzą z psem i tak dalej. Nikt im nie bije pokłonów. Ale sama bywałam przecież wcześniej na koncertach i postrzegałam muzyków właśnie jako osoby z lepszego świata. Myślałam, że ktoś taki jest dla mnie kompletnie nieosiągany. A potem poznałam swojego mena i okazało się, że przy okazji jest muzykiem znanego zespołu. I tyle. Wrota niebieskie się nie rozstąpiły.

Selfie z gitarzystą

- Zawsze było dużo alkoholu, tego nie lubiłam. Po koncercie ktoś zespołowi stawia. Nawet, kiedy bar jest już zamknięty, znajduje się kolejna flaszka, i następna. Bo to przecież lans wypić z gwiazdą i cyknąć sobie z nią pijacką słitfocię. W takich warunkach łatwo zostać alkoholikiem. Ale umówmy się, biorąc sobie na kark pięć kredytów też szuka się odskoczni – mówi dalej. - Nam akurat to raczej nie groziło. Wiesz, jesteś z człowiekiem, który ma pasję. Dla mnie to było wspaniałe. Byłam częścią środowiska inspirujących ludzi, którzy prędzej podpalą miasto, niż zrobią coś wbrew sobie. Są poza systemem, nie znoszą kompromisów. Pomyśl, ile z nas robi w życiu to, o czym kiedyś marzyło? A tu nie można ściemniać, bo nie stworzy się dobrej muzyki. Wyobrażam sobie taką sytuację: na zewnątrz jest wojna, a mój facet siedzi sobie w studiu i gra, w ogóle tego nie zauważając. Nie musi niczego nikomu udowadniać. Ale ma to swoją cenę, nawet dosłownie. Muzycy raz mają kasę, raz są spłukani. I siłą rzeczy ty też. Jednego dnia zabiera cię na wycieczkę, bo dostał jakieś tantiemy, drugiego zajadacie chińskie zupki z najtańszymi bułami. Znajomi się dorabiają, remontują mieszkania, wy nie. Na stałe wpływy z muzyki pracuje się długimi latami. Chyba, że jesteś z gwiazdą popu, ale to temat na zupełnie inną opowieść.

Aleksandra Różdżyńska Redaktor antyradia
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.