23.08.2018 17:29

Dom Józefa - czy właściciel nawiedzonej posiadłości w Topolinku był masonem?

Lokatorzy domu w Topolinku doświadczali naprawdę dziwnych zdarzeń. Przedmioty, które same się poruszały i nagłe wahania temperatur to tylko niektóre z nich. Jaką tajemnicę skrywa posiadłość i jego pierwszy właściciel - Józef Wojciechowski?

Dom Józefa
foto: shuttterstock.com

Nawiedzone dom od lat są najczęstszymi tematami horrorów i strasznych historii. Posiadłości żywcem wyjęte z filmów grozy znajdziecie jednak nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Okazuje się, że w Polsce również istnieje wiele miejsc, budzących grozę. Poznaliście już historię nawiedzonego domu na Podlasiu oraz tajemnice budynku w Izbicy. Teraz pora na sprawę upiornego lokatora. Co straszy w Topolinku?

Tajemniczy właściciel domu w Topolinku

Pierwotnym właścicielem posiadłości w Topolinkach był niejaki Józef Wojciechowski. Mężczyzna od lat pozostawał obiektem plotek mieszkańców wsi - wielu uważało, że był zbyt pewny siebie i zaradny. Ponoć w trakcie budowy ukrył wewnątrz domu elementy instalacji elektrycznej, która w okolicy powszechne stały się dopiero kilkanaście lat później. Dom oddano do użytku w 1950 roku, niedługo później pan Józef zmarł w wyniku wypadku. Jego pogrzeb jedynie przysporzył ludziom zmartwień - podobno trumny nie mogły przetransportować aż cztery konie, a podczas pochówku nagle rozpętała się burza.

Ponoć mężczyzna już za życia był nadzwyczaj zapobiegliwy. Niektórzy jego sąsiedzi uważali nawet, że miał dwie dusze. Wszystko przez historię, która niegdyś miała miejsce na polu należącym do Wojciechowskiego. Gdy ten wybrał się na bazar po to, by handlować swymi plonami, dwie kobiety zakradły się na jego uprawy truskawek. I chociaż sąsiadki na własne oczy widziały jego odjazd, okazało się, że Pan Józef był na miejscu i pilnował swego pola.

Nawiedzony dom Józefa w Topolinku

Kolejnymi właścicielami budynku została rodzina Tomzów. Nowi lokatorzy szybko odkryli, że poprzedni właściciel nie był specjalnie chętny do opuszczenia swojej posesji. Ponoć już wtedy, gdy Tomzowie postanowili się wprowadzić wydarzyła się dziwna i niepokojąca rzecz. Gdy domownicy weszli do domu dostrzegli stojącą na stole fotografię. Podczas jej oglądania zaczęli się zastanawiać, czy na zdjęciu widnieje również Józef Wojciechowski. Właśnie w tym momencie zdjęcie nagle się poruszyło.

Z czasem rodzina zaczęła odczuwać dziwny niepokój za każdym razem, gdy wchodziła do środka. Mało tego, kolejne przedmioty w domu zaczęły samoczynnie wykonywały ruchy, a temperatura w części pomieszczeń niepokojąco się obniżała. Duch stał się coraz bardziej agresywny. Często budził śpiących domowników, którzy odczuwali wtedy piekący ból na plecach lub mieli wrażenie, jakby ktoś na nich siedział. Zjawa zrzucała odzież z wieszaków, zapalała światło czy nawet kładła się w łóżku obok członków rodziny Tomzów. Mało tego, pan Józef po śmierci czasem wychodził z domu i ... demontował maszyny rolnicze.

Przerażeni mieszkańcy domu postanowili zwrócić się o pomoc do lokalnego proboszcza. Kiedy duchowny stwierdził, że w domu nie wyczuwa żadnego nieproszonego gościa miało dojść do dziwnego zdarzenia. Ponoć ksiądz przez długi czas nie mógł zdjąć swego okrycia z wieszaka. Czyżby ktoś mocno trzymał jego kurtkę?

Dom Józefa w Topolinku - teorie

Dlaczego wszystkie te niewyjaśnione zdarzenia dotknęły akurat domostwo w Topolinku? Istnieje na ten temat wiele teorii. Jedna zakładają, że pan Józef za życia był masonem, inni uważają, że cała jego rodzina była przeklęta. Ponoć miało to wynikać z kradzieży, jakiej dopuścił się Wojciechowski. W pobliskim Grucznie swego czasu znajdował się kościół ewangelicki. W czasie wojny budynek doszczętnie spłonął, zaś jego pozostałości - głównie cegły - zostały wykradzione przez okolicznych mieszkańców. Legenda mówi, że każda osoba, która w wyniku grabieży weszła w posiadanie elementów kościoła została przeklęta.

I faktycznie poza tragiczną śmiercią pana Józefa, którego przejechał tramwaj, tragiczny los spotkał również jego wnuczkę i żonę - ta z kolei została przygnieciona przez przyczepę z ziemniakami. Niektórzy są również przekonani, że w domu pana Józefa został ukryty skarb. Według przypuszczeń miejscowych mógł on zostać ukryty w ogrodzie lub nawet zamurowany w jednej ze ścian.

A co wy sądzicie o nawiedzonym domu w Topolinkach? Czy tajemniczy pan Józef faktycznie był masonem i skrywał niewyobrażalne bogactwa? Napiszcie w komentarzach.

Olga Konarzycka
Tagi: Archiwum Tajemnic