18.05.2018 12:22

Najokrutniejsi seryjni mordercy: Karl Denke - sprzedawca wyrobów z ludzkiego mięsa z Ziębic

Miał przydomek Ojczulek Denke, pomagał żebrakom i prostytutkom, na procesji nosił krzyż, uchodził za pobożnego ewangelika. Z osobistej listy ofiar kanibala wynikało, że pozbawił życia 21 osób. Policja oszacowała jednak, że zabitych, poćwiartowanych i przerobionych na peklowane mięso ofiar, mogło być nawet 40.

Najokrutniejsi seryjni mordercy: Karl Denke - sprzedawca wyrobów z ludzkiego mięsa z Ziębic
foto: domena publiczna

Uznawany za lokalnego filantropa, seryjny morderca urodził, się w 1860 roku w Kalinowicach Górnych. Od dziecka był lekko upośledzony umysłowo. Był słabym uczniem, stwarzał problemy wychowawcze. Rodzinne gospodarstwo zostało więc oddane w ręce brata Karla, zaś późniejszy oprawca, za odziedziczoną po ojcu gotówkę, kupił dom w Ziębicach (ok 60. km od Wrocławia), przy ulicy Stawowej. Co ważne, dom stoi do dziś w tym samym miejscu. Zmienił tylko numer, a od 1972 roku mieszka w nim rodzina Janiny Szczepańskiej.

Jedyny ocalony przed kanibalem z Ziębic

Prawdopodobnie zbrodnie kanibala z Ziębic nigdy nie ujrzałyby by światła dziennego, gdyby nie fakt, że jednej z ofiar udało się uciec i powiadomić ówczesnych stróżów prawa. Niedoszła ofiarą był żebrak Vincent Olivier, który 20 grudnia 1924 roku, przyjechał do Ziębic w poszukiwaniu zajęcia.

Trafił na ulicę Stawową, gdzie o mało nie zginął z rąk oprawcy. Na szczęście cios motyką w głowę był nieco chybiony, a niedoszłej ofierze, pomimo ran, udało się ujść z życiem. W pierwszej chwili policja absolutnie nie dała wiary opowieściom Oliviera. Jednak kierując się procedurami, dwóch funkcjonariuszy udało się na Stawową 10. To, co zobaczyli na miejscu, przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Starszy funkcjonariusz był blady jak ściana, młodszy podczas oględzin miejsca zbrodni trzykrotnie wybiegał na dwór, aby zwymiotować.

shutterstock_669481309

Manufaktura śmierci Karla Denke

W całym domu walały się ludzkie szczątki - kości, odcięte stopy i płaty ludzkiej skóry. Szafy i szafki były wypełnione zakrwawionymi ubraniami, zaś na parapecie kuchennego okna piętrzył się stos dowodów osobistych ofiar. W mieszkaniu natrafiono też na sznurówki zrobione z włosów oraz rzemienie, które morderca wytwarzał z ludzkiej skóry. Znaleziono także maszynkę do produkcji mydła. Jednak najgorsze miało dopiero nastąpić.

W domu i w szopie znajdowało się kilkanaście naczyń z peklowanym mięsem. Analiza wykazała, że było to ludzkie mięso. Jak udowodniło późniejsze śledztwo, Karl Denke, sprzedawał swoje wyroby w handlu obnośnym, na co miał zezwolenie odpowiednich władz. Mięsem, za zgodą wrocławskich rzeźników, handlował we wrocławskiej hali targowej i na targowisku w Ziębicach. Sprzedawał je jako wieprzowinę i cielęcinę dla dzieci. Sznurowadła, paski i kapcie z ludzkich włosów i skóry, sprzedawał na lokalnym targowisku. Cieszyły się dużym zainteresowaniem. Nikomu nie przyszło do głowy, że szanowany Ojczulek Denke w rzeczywistości jest wielokrotnym mordercą.

Chusteczka do nosa

Aresztowany natychmiast przez obecne na miejscu władze przestępca trafił za kraty, jednak spędził tam tylko kilka godzin. Gdy w dniu aresztowania, późnym wieczorem, strażnik zajrzał do jego celi, Karl Denke już nie żył. Powiesił się na... chusteczce do nosa. Ciało pochowano w nieoznakowanej mogile ziębickiego cmentarza 31 grudnia 1924 roku, o godzinie 6:00 rano w asyście policji. Wiele osób krytykowało głośno tą decyzję, ponieważ uważali za świętokradztwo pochowanie mordercy w poświęconej ziemi. W ogrodzie dawnego domu mordercy jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku znajdowano ludzkie szczątki.

Co ciekawe - choć wciąż mrożąca krew w żyłach - historia mordercy zainspirowała także artystów i muzyków. Do sprawy nawiązał m.in. niemiecki zespół OST+FRONT w utworze „Denkelied”, z kolei w 2012 roku wrocławski zespół O.D.R.A nagrał utwór „Karl Denke Blües”, a w 2016 trójmiejski zespół Super Potwór nagrał utwór „Karl Denke”.  

Romana Makówka
Tagi: #Archiwum Tajemnic