07.05.2018 16:06

Najokrutniejsi seryjni mordercy: Karol Kot - wampir z Krakowa

Marzył o masowym zabijaniu. Był najbardziej znanym seryjnym mordercą w Polsce. Oficjalnie został oskarżony o zamordowanie 2 osób, 10 prób zabójstwa oraz 4 podpalenia.

Najokrutniejsi seryjni mordercy: Karol Kot - wampir z Krakowa
foto: kadr z wideo

Karol Kot był członkiem Związku Młodzieży Socjalistycznej, Ligi Obrony Kraju, a od czwartej klasy technikum także Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej przy Komendzie Dzielnicowej Kraków-Stare Miasto. W latach 60. wywołał swoimi występkami masową psychozę w Krakowie i okolicach. Wszystkich zbrodni dokonał przed swoją maturą. 

Miał opinię przeciętnego ucznia. Od dziecka lubił kopać psy i dręczyć koty. Obmyślał dla nich coraz to nowe tortury. Zaczął od zabijania żab, później uśmiercał kury. Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa dotyczyło jednak zabijania cieląt. „Z rodzicami jeździłem na wakacje do Pcimia (to taka dziura pod Myślenicami). Było nudno, chodziłem więc do tamtejszej rzeźni i asystowałem przy zabijaniu cieląt. Lubiłem ten widok i w końcu zasmakowałem w ciepłej krwi". Do rzeźni przynosił kubek, z którego pił ciepłą krew.

Lubił też znęcać się nad dużo młodszą siostrą. Ćwiczył się w walce nożem, studiował atlas anatomiczny. Zazdrościł chirurgom, bo bezkarnie cięli ludzkie ciało. Kochał noże. Zwykł mawiać: „Nóż to byłem ja”.

Kolekcjonował wszystko, co mogło służyć do zabijania: miał karabinek, 16 noży, truciznę, łuk, kabel, rzemień, sznur. Nikt z rodziny i najbliższego otoczenia nie widział w tym nic dziwnego. Szczęście w nieszczęściu, że Karol był gamoniem i nie wszystko mu się udawało. Gdyby nie to, ofiary można by liczyć w dziesiątkach. 

Karol Kot - seryjny morderca z Krakowa

Pierwszą swoją ofiarę zaatakował w kościele sióstr sercanek. Dźgnął w plecy staruszkę , na szczęście tak nieudolnie, że kobieta odkryła to dopiero po przyjściu do domu. Dwa dni później na ulicy Skawińskiej zaatakował 78-letnią kobietę. I tym razem nie udało mu się zabić. Pierwszą ofiarą Karola Kota została 77 letnia Maria P., którą zabił ciosem w plecy przy krakowskim kościele św. Jana w tydzień po pierwszej, nieudanej próbie.

Od tej chwili Kraków drży w posadach. Blady strach pada szczególnie na starsze kobiety, które chowają pod ubrania poduszki, kawałki blachy, a nawet pokrywki od garnków. Milicja Obywatelska zwiera szyki i próbuje znaleźć mordercę. Co dziwne, Karol, mierny uczeń technikum przy ulicy Loretańskiej, zamiast się kryć, opowiada na prawo i lewo o swoich zbrodniach, chcąc zaimponować kolegom. Po raz kolejny nikt nie traktuje go poważnie. Koledzy nazywają go „Donosiciel”, „Lolo-Rozpruwacz”, „Krwawy Lolo”, „Karolina Kotówna”, „Kotidiota”. Mimo wszystko trzymają się od niego z daleka - nie wierzą, albo wolą nie wierzyć.

Karol na rok odpuszcza zabawę nożami. Nie, nie boi się, ani nie przestaje marzyć o masowych mordach. Zmienia tylko metody działania. Poznaje Dankę, nieco starszą od siebie studentkę Akademii Sztuk Pięknych. Na jednym ze spacerów w Tyńcu próbuje ją zgwałcić, przystawia jej nóż do gardła, kilka godzin później próbuje udusić i podciąć żyły. Dziewczyna nie widzi powodu, by zgłosić to milicji czy choćby porozmawiać z rodzicami chłopca. 

Następnie nastolatek postanawia zostać trucicielem. Zostawia w bramach pułapki - butelki piwa z arsenianem sodu. Dolewa też trucizny do octu w barze Przy Błoniach. I tym razem górę bierze głupota oprawcy - ocet neutralizuje truciznę. Kot wpada w furię, gdy okazuje się, że nikt nie zginął. Postanawia zabić szkolnego kolegę, dosypując arsenianu do termosu z kawą. Chłopak upija łyk i wylewa wszystko do zlewu. Kończy się na niewielkich perturbacjach żołądkowych.

Zawiedziony Karol wymyśla nowy fortel: będzie podpalał i zabijał masowo ludzi w pożarach. Zaprósza wiec ogień, gdzie się da. Na szczęście nikomu nie dzieje się krzywda. 

Jak widzicie, Karol naprawdę był gamoniem. Dzięki temu upiekło się kolejnej kobiecie - Agacie, koleżance Danki. Oprawca postanowił ją zgwałcić i zamordować. Jak zeznał podczas śledztwa: „Poszedłem do Agatki z tym zamiarem, że rękojeścią noża miałem ją ogłuszyć, a następnie zmusić do stosunku cielesnego. Ponieważ jednak w domu była w tym czasie gospodyni, więc najpierw musiałbym załatwić się z tą gospodynią, a potem dopiero zabrać się do Agatki, a to było za dużo roboty, więc odstąpiłem od tego”. Niczego nieświadoma, niedoszła ofiara poprosiła degenerata o pomoc w ucieraniu kremu do tortu i na odchodnym obdarowała przepisem.

Kot był nie tylko ogarnięty żądzą mordu, ale też stale rozmyślał o seksualnych perwersjach. Po aresztowaniu opowiedział śledczym takie historie, że mało który z doświadczonych stróżów prawa był w stanie wysłuchać ich do końca. Było mu zupełnie obojętne, jakiej płci byłby ofiary: „Poddałem mianowicie myśl, że my we trzech smarowalibyśmy sobie czymś słodkim swoje narządy, a następnie kazalibyśmy tym chłopcom ssać je. Potem mieliśmy chłopcom tym obcinać „ptaszka” albo wieszać ich za niego na drzewie”.

Wobec kobiet miał inne plany: pragnął je obdzierać ze skóry, podpalać, oblewając benzyną tylko jedną stronę, wydłubywać im oczy oraz umieszczać i detonować im w waginach ładunki wybuchowe. Karol marzył również, by wróciła okupacja: „Gdyby była wojna, chciałbym być szefem obozu koncentracyjnego, obcinałbym piersi kobiet i kładł je pod hełmy żołnierzy, aby nie uciskały ich w głowę. Marzyły mi się masowe mordy w komorach gazowych, łapanki, ćwiartowanie ludzi”. 
Tymczasem nadarzyła się kolejna okazja do morderstwa. Był 13 lutego 1966. Bestia przechadzała się w okolicy Kopca Kościuszki. Na swoje nieszczęście pojawił się tam również mały Leszek Całka. Chłopiec chciał wziąć udział w zawodach saneczkowych. 

Ogarnięty żądzą mordu Kot zagadał malca i zadał mu... 11 ciosów nożem. Dziecko zginęło na miejscu, a przypadkowi przechodnie odnaleźli jego zwłoki w śniegu. Kraków pogrążył się w mroku, zaczęła się zbiorowa psychoza. Nagłówki krzyczały, a bestia skupowała gazety, by wytapetować sobie nimi pokój.

Oprawca podczas śledztwa wspominał ten okres, mówiąc: „Chciałem wymordować wszystkie kobiety, może poza dwoma – moją siostrą i kuzynką. Niestety, nie zdążyłem”. Zdążył jednak napaść i poważnie zranić jeszcze jedną ofiarę. 14 kwietnia 1966 uderzył po raz ostatni. Na jego drodze stanęła siedmioletnia Małgosia. Mieszkająca przy ul. Sobieskiego 2 dziewczynka zeszła do skrzynki na listy i dostała kilka ciosów kordelasem. Udało jej się jednak przeżyć, a potem dokładnie opisać sprawcę. Jak się później okazało, Karola zauważył również przejeżdżający taksówkarz. Sprawa rozniosła się po Krakowie lotem błyskawicy. Niedoszła „dziewczyna” nikczemnika nabrała podejrzeń, zaś jej przyjaciółka Agatka (ta od tortu) poszła spotkać się z milicją.

Karol Kot jakby nigdy nic przygotowywał się do matury. Dzień później do kamienicy numer 2 przy ul. Meiselsa zapukała milicja. Psychopata od razu przyznał się do winy. Chełpił się swoimi zbrodniami, snuł barwne opowieści, od których żołądek fika kozła. Dobrze się bawił, przeplatając prawdziwe historie z przerażającymi fantazjami. Sympatycznie się uśmiechał, przez co na milicyjnych zdjęciach wygląda jak miły chłopak z sąsiedztwa. 

Wampir z Krakowa - proces

Proces zaczął się 3 maja 1967. Przesłuchano 64 świadków. Oprawca zapytany, czy żałuje, odpowiedział: „Gdybym mógł, mordowałbym dalej. Kiedy się okazało, że niektórzy wylizali się z moich uderzeń, wściekałem się, że spartaczyłem robotę”.

Kolejni biegli wydawali diagnozy. Ostatecznie stwierdzili, że popełniając zbrodnie, Kot ani na chwilę nie stracił panowania nad sytuacją. 4 lipca 1967 sędzia Adam Olesiński wydał wyrok śmierci, jednak obrona wniosła o rewizję od wyroku. Biorąc pod uwagę wiek oprawcy, Sąd Najwyższy zamienił mu karę śmierci na dożywocie. 

Od wyroku odwołał się jednak prokurator generalny PRL, Kazimierz Kosztirko. 11 marca 1968 Karol Kot został jednak skazany na śmierć i utratę praw obywatelskich. 16 maja 1968 morderca został stracony przez powieszenie. 

Ale to nie koniec historii. Kraków odetchnął z ulgą, lecz zwłoki 22-letniej bestii zostały poddane obowiązkowej sekcji zwłok. Biegli znaleźli w jego głowie olbrzymi guz mózgu - skazano na śmierć chorego człowieka. Informacja na wiele lat została utajniona. 

Opracowano na podstawie: 

  • Janusz Maciej Jastrzębski, „Bestie. Zbrodnie i kary” PROFI, 2007. 
  • Maria Osiadacz, „Sąd orzekł….”, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1971.
  • Bogusław Sygit, „Kto zabija człowieka… Najgłośniejsze procesy w powojennej Polsce”, 1989.
  • Film dokumentalny „Seryjni mordercy: Był sobie chłopiec", Discovery Historia.
Romana Makówka
Tagi: #adrenalina #Archiwum Tajemnic