19.01.2017 09:09

Francuska ulica ma nosić imię 1. śmiertelnej ofiary w F1 od czasów Ayrtona Senny

Ulica w Nicei już wkrótce będzie nosić nazwę Julesa Bianchiego, który zmarł 17 lipca 2015, co było następstwem wypadku na torze w 2014 podczas Grand Prix w Japonii.

Francuska ulica ma nosić imię 1. śmiertelnej ofiary w F1 od czasów Ayrtona Senny
foto: kadr z wideo

Francuz urodził się w Nicei w 1989 roku. Żeby uczcić jego pamięć, władze miasta postanowiły zmienić nazwę ulicy „rue du Sapin”, która wkrótce będzie nosić imię zmarłego kierowcy Formuły 1. O decyzji poinformowali burmistrz miejscowości (Philippe Pradal) oraz dyrektor zarządzający obszarem miejskim (Christian Estrosi).

Jules w swojej karierze startował w 34 wyścigach, reprezentując zespół Marussia F1 Team. Ostatni jego udział w rywalizacji miał miejsce podczas w Japonii w październiku 2014 roku. Wtedy też wypadł z toru pokrytego taflą wody, uderzając w pojazd porządkowy. Najprawdopodobniej gdyby wjechał w bariery energochłonne, wyszedłby z tej kolizji bez większego szwanku.

Los chciał inaczej – 24-latek w krytycznym stanie trafił do jednego ze szpitali generalnych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Ze względu na rozległe obrażenia mózgu zapadł w śpiączkę. Nie minęły dwa miesiące nim został przetransportowany do kliniki w Nicei. 18 lipca 2015 roku rodzina Julesa poinformowała o śmierci członka rodziny:

"

Z głębokim smutkiem podajemy do wiadomości, że rodzice Julesa Bianchiego, Philippe i Christine, jego brat Tom i siostra Melanie, że Jules zmarł ostatniej nocy (z piątku na sobotę) w Uniwersyteckim Centrum Hospitalizacji (CHU) w Nicei. Jules jak zawsze walczył do samego końca. Chcemy podziękować personelowi medycznemu za pełną miłości i oddania opiekę. Doceniamy również starania pracowników Generalnego Centrum Medycznego w Japonii. "

Komisja FIA (Międzynarodowej Federacji Samochodowej) po przeprowadzeniu dochodzenia dotyczącego wypadku, na początku grudnia 2014 roku uznała, że odpowiedzialność za kolizję ponosi sam kierowca, który jechał się zbyt szybko.

Tym samym Bianchi stał się pierwszą ofiarą śmiertelną w Formule 1 od 21 lat. Właśnie taki odstęp czasu dzielił jego wypadek oraz zdarzenie z udziałem Ayrtona Senny, który zginął 1 maja 1994 roku na torze w San Marino. Dzień wcześniej podczas treningu doszło do śmierci Ronalda Ratzenberga. Po tym najtragiczniejszym weekendzie w historii Formuły 1, bardzo mocno podniesiono poziom bezpieczeństwa zarówno torów, jak i bolidów.

Tagi: News