12.02.2018 20:08

10 dowodów na to, że DC jest lepsze od Marvela

Wiele osób oskarża redakcję Antyradio.pl w komentarzach o hejtowanie DC i nadmierne wspieranie Marvela, dlatego postanowiliśmy zaskoczyć wszystkich i wybrać kilka dowodów na to, że DC jest lepszym wydawcą od Marvela.

10 dowodów na to, że DC jest lepsze od Marvela
foto: materiały prasowe

Wszelkie uszczypliwości kierowane wobec ostatnich filmów DC są spowodowane tylko i wyłącznie tym, że niestety nie są to dobre filmy. Nie są też może wybitnie złe, ale prawdę mówiąc - produkcje Marvel Studios ogląda się po prostu lepiej niż te od Warner Bros i Detective Comics. Niemniej, jeśli cofniemy się o zaledwie kilka lat, DC królowało ze swoimi filmami Christophera Nolana, reżysera, który zwyczajnie zrewolucjonizował współczesne kino akcji, nie tylko to superbohaterskie.

Dlatego postanowiliśmy wrócić do tamtych czasów świetności i przyjrzeć się takim dziedzinom, w których DC po prostu zostawia Marvel daleko za sobą w kurzu. Owszem, może i ich filmy aktorskie pozostawiają sporo do życzenia, ale nie zniechęca to ich do dalszego próbowania - wraz z premierami takich produkcji jak „Aquaman” czy „Shazam!” możemy mieć do czynienia z rewolucją jakościową w DC. Ale to wszystko dopiero w przyszłości, na razie skupmy się na tu i teraz. W jakich dziedzinach DC góruje nad Marvelem?

1. Muzyka w filmach

Ścieżki dźwiękowe z pierwszego „Supermana”, „Batmana” czy nawet te z „Batman v Superman” i „Man Of Steel” są świetnie skomponowane, pozostają w pamięci, a te pierwsze są wręcz standardem, jeśli chodzi o pisanie muzyki do filmów superbohaterskich. Marvel nie ma do DC podjazdu, jeśli chodzi o muzykę filmową, chociaż nadrabiają motywami z animowanych X-Menów czy Spider-Mana z lat 90. Jednak i na to DC ma odpowiedź - theme song Batmana z lat 90., czy Ligi Sprawiedliwości z początków lat 2000. też są górą nad marvelowskimi produkcjami.

2. Lepsze komiksy

DC ma bardziej rozpoznawalne i zwyczajnie jakościowo lepsze komiksy niż Marvel. Nowele „Mroczny Rycerz powraca”, „Śmierć Supermana”, czy te bardziej oderwane od kanonu jak „Watchmen” oraz „Sandman” to absolutne klasyki gatunku, uznawane za jedne z najlepszych komiksów wszech czasów. Nie jest gorzej również na polu zwykłych comiesięcznych zeszytów - serie takie jak „Hard-Travelling Heroes” Green Lanterna i Green Arrowa wywołały duże zamieszanie swoim socjopolitycznym komentarzem dotyczącym rasizmu oraz narkomanii w USA w latach 70. Marvel postanowił pójść raczej w ilość niż jakość i nawet ich najbardziej znane serie, nie są wybitnymi dziełami, ale zwyczajnie dobrymi zeszytami.

3. Lepsze czarne charaktery

Joker jest powszechnie uważany za jednego z najlepiej wykreowanych złoczyńców w historii - maniakalny śmiech, burza zielonych włosów i kompletnie nieznana historia pochodzenia i nazwisko postaci powodują, że książę zbrodni na zawsze zapisał się w popkulturze. Zaś inny wytwór DC, Kryptonit, wszedł do mowy potocznej, jako definicja naszego słabego punktu, czy rzeczy, która na nas bardzo negatywnie wpływa. Kryptonitem Batmana jest Joker, większości ludzi jest wczesne wstawanie, a kryptonitem Supermana jest... cóż, kryptonit. 

4. Efekty wizualne

Można wiele rzeczy zarzucić Zackowi Snyderowi, ale nie to, że nie potrafi robić spektaklu. Sceny otwierające „Man of Steel”, ukazujące destrukcję Kryptonu, śmierć rodziców Bruce'a Wayne'a na początku „Batman v Superman” czy pierwszy lot Supermana nadal robią ogromne wrażenie i chociaż ilość efektów specjalnych w ostatecznych walkach w jego filmach może być przytłaczająca, to mimo wszystko przytoczone sceny nadal są świetne.

5. Wielka Trójca DC

Marvel nie może pochwalić się trzema tak bardzo wyrazistymi i rozpoznawalnymi postaciami jak DC. Z całym szacunkiem do Spider-Mana, Iron Mana czy Kapitana Ameryki, ale Batman, Superman i Wonder Woman (zwłaszcza po swoim dobrze przyjętym solowym filmie) to ikony popkultury. W badaniach przeprowadzanych kilka lat temu, tarcza Supermana była drugim najbardziej rozpoznawalnym symbolem na świecie, zaraz po chrześcijańskim krzyżu. Nietoperz Batmana również znalazł się w pierwszej dziesiątce. To testament tego, jak ogromny wpływ kreacje DC miały na kulturę masową.

6. Bardzo wyraziste postaci kobiece

Wspomniana Wonder Woman, Kobieta-Kot, Batgirl, Poison Ivy, czy Harley Quinn. Te panie są jednymi z głównych graczek w komiksach DC. Każda z nich różni się również całkowicie wyglądem, charakterem, mocami i relacjami jakie zawiązują z postaciami - łączy je natomiast jedno: żadna z nich nie jest damą w opałach. Wszystkie doskonale radzą sobie w tym zamieszkanym głównie przez mężczyzn, superbohaterskim uniwersum. Marvel musi uznać wyższość Dam DC - wystarczy tylko spojrzeć na bale kostiumowe ostatnich lat i zobaczyć, ile nastolatek i dorosłych kobiet wybrało kostiumy właśnie tych postaci jako swoje przebrania. 

7. Lepsze filmy animowane

DC od 2008 roku wydaje corocznie około trzy filmy animowane, zawierające przekłady ich najpopularniejszych serii lub też zupełnie nowe przygody znanych bohaterów. I tak dzięki temu otrzymaliśmy świetne, dwuczęściowe wydawnictwo „Mroczny Rycerz powraca”, opisujące ostatnie dni życia Supermana „All Star Superman”, czy opowiadające o alternatywnej historii „Gotham by Gaslight”, w którym Batman ściera się z Kubą Rozpruwaczem. Marvel próbował swoich sił w animacji, tworząc także specjalną serię Marvel Anime, zatrudniając japońskie studia do tworzenia charakterystycznej animacji, jednak ich próby nie osiągnęły takich sukcesów artystycznych i komercyjnych, jak te wydawane przez ich największych rywali.

8. Seriale animowane

A konkretnie jeden: „Batman: The Animated Series”. Oglądając go dwadzieścia kilka lat po premierze nadal jest się czym zachwycać. Stylistyka powoduje, że animacja nie zestarzała się źle, sposób napisania dialogów, a także fabuła odcinków są nadal fantastyczne, a dubbing postaci jest klasą samą w sobie - to właśnie w tej bajce zadebiutował Mark Hamill jako Joker (uznawany przez wielu za najlepszego aktora wcielającego się w szalonego klauna) oraz Kevin Conroy, głos Batmana. Głos, który powodował, że nawet najwięksi złoczyńcy w Gotham nagle zaczynali się pocić i nerwowo oglądać za siebie. Aktorzy wcielający się w „żywego” Batmana musieli jeszcze przedstawiać fizyczność postaci, ale to właśnie w tym serialu charakter, sposób działania i zachowania Batmana i Bruce'a Wayne'a zostały przedstawione najlepiej. Plus: to w tej produkcji zadebiutowała Harley Quinn. Prawdopodobnie najlepszy serial animowany jaki kiedykolwiek powstał.

9. Wpływ na popkulturę

Aby omówić tę kwestię należy cofnąć się aż do lat 60., kiedy triumfy święcił serial „Batman” z Adamem Westem w roli głównej. Już wtedy zaczęła się dominacja DC na ekranach telewizorów, a kilkanaście lat później, wraz z premierą pierwszego filmu o Supermanie z Christopherem Reevesem, Detective Comics rozpoczęło supremacje również na srebrnych ekranach. Przez lata to właśnie oni rządzili i dzielili jeśli chodzi o mainstream, aż w końcu gigant sam upadł pod swoim ciężarem, wydając potworka zwanego „Batmanem i Robinem”, który spowodował, że Wayne i spółka na 8 lat zapadli w sen zimowy, którego przebudzenie nastąpiło dopiero w 2005 roku...

10. Mroczna trylogia Christophera Nolana

Bo właśnie wtedy nastąpiła premiera nowego filmu z Batmanem w roli głównej - „Batman: początek”. Dzieło Nolana zapoczątkowało nową erę filmów superbohaterskich. Nastąpił oficjalny koniec kostiumów ze spandexu, wykręconych pomyleńców w rolach złoczyńców, czy obciachowych powiedzonek. Było mrocznie, było poważnie, było realistycznie. Przede wszystkim było dobrze technicznie. Pierwsza część trylogii była świetnie zrealizowanym blockbusterem, w którym wszystko stało na wysokim poziomie - świetna muzyka, wspaniała gra aktorska, dobry scenariusz, ciekawa filozofia stojąca za motywacjami postaci. Oprócz tego oddano również należyty szacunek materiałowi źródłowemu i tak oto zostaliśmy obdarzeni pierwszym superbohaterskim filmem nowej generacji. Najlepsze miało jednak jeszcze nadejść pod postacią „Mrocznego Rycerza” z 2008 roku. Nolanowska formuła została dopracowana do perfekcji, a to co wyprawiał przed obiektywem Heath Ledger jako Joker zostało nagrodzone pośmiertnym Oscarem za rolę drugoplanową. Do tej pory to największe wyróżnienie przyznane przez Akademię filmowi superbohaterskiemu. W 2012 roku Nolan wydał zwieńczenie swojej trylogii, „Mroczny Rycerz powstaje”, który może nie był aż tak dobrym filmem jak poprzednie, ale to tak jak powiedzenie, że „Dwie Wieże” to najgorsza część „Władcy Pierścieni” - i tak jest bardzo dobrze. 

Dlatego po takich sukcesach artystycznych i komercyjnych jako odnosiło jeszcze całkiem niedawno DC, przykro patrzy się na to jak traktowane są te ikoniczne postaci w nowych filmach. Każda z nich zasługuje na swojego „Mrocznego Rycerza” - i nie chodzi oczywiście o skopiowanie filmu Nolana, ale raczej o zrobienie dobrej produkcji, która jednocześnie oddaje należyty szacunek artystom, którzy wcześniej tworzyli całą mitologię danego bohatera. Dlatego należy mieć nadzieję, że może twórcy nowych filmów DC popatrzą na gotową formułę na sukces, która jest dla nich dostępna i stworzą nową generację dobrych filmów superbohaterskich. Wtedy wszyscy będziemy mogli zgodnie sparafrazować słowa Jor-Ela„Man Of Steel”: „Mroczny Rycerz” był ideałem do którego dążyli. Upadali i walczyli między sobą, ale gdy nadszedł odpowiedni czas, stanęli z nim w słońcu”.

Kamil Kacperski
Tagi: #DC Comics #Marvel