09.03.2018 17:41

Czy „Pułapka czasu” jest za bardzo poprawna politycznie? Przegląd ocen nowego filmu Disneya

Pierwsze recenzje nowego filmu z Oprą Winfrey w roli głównej sugerują, że twórcy skupili się za bardzo na przekazie i zapomnieli o tym, by zrobić dobry film. Czy mamy do czynienia z przerostem treści nad formą?

Czy „Pułapka czasu” jest za bardzo poprawna politycznie? Przegląd ocen nowego filmu Disneya
foto: materiały prasowe

Coraz częściej w kontekście filmów mówi się (zwłaszcza na zachodzie) o tym, że niektóre z nich są „świadome społecznie”, i że poruszają tematy tabu lub walczą z opresją. Z takimi słowami spotkało się m.in. „Black Panther”, którego premierę w pewnym momencie w USA traktowano jako święto osób czarnoskórych. Podobnie było z resztą z filmem „Uciekaj!”, którego scenarzysta i reżyser, Jordan Peele, został uhonorowany Oscarem za najlepszy scenariusz oryginalny na tegorocznej gali rozdania nagród Akademii. W kontekście jego filmu używano takich sformułowań jak „satyra współczesnego rasizmu”, a sam Peele został pierwszym czarnoskórym scenarzystą w historii, który zdobył ważącą prawie 4 kilogramy statuetkę.

W tych dwóch przypadkach, twórcy byli jednak przede wszystkim zdeterminowani, by ich film był dobry jakościowo. Wysoki poziom wykonania, powiązany z poruszaniem tematów ważnych dla amerykańskiej kultury, poskutkował dobrymi ocenami i świetnymi wynikami kasowymi. I dzięki temu, z tymi produkcjami nikt nie miał większych problemów, bo chęć powiedzenia czegoś ważnego nie przeszkodziła twórcom w wykonaniu ich najważniejszej pracy - zrobieniu dobrego filmu. 

Kiedy film stara się być czymś więcej niż film

Po pierwszych recenzjach „Pułapki czasu” wygląda na to, że reżyserka Ava DuVernay poszła w trakcie kręcenia swojego filmu po prąd - tak bardzo chciała przekazać swoje poglądy, że zapomniała o tym, żeby przy okazji stworzyć coś, co przyjemnie się ogląda. Coś, co pozwoli w koherentny sposób przyswoić widzom informacje, które reżyserka chciała przekazać. Obecny wynik 43% (stan na 9 marca 2018 roku) uzyskany na portalu Rotten Tomatoes sugeruje, że DuVernay niestety nie wykonała dobrze swojego podstawowego zadania.

Znaleźli się tacy krytycy filmowi, czy recenzenci, którzy wybaczyli reżyserce to, że zrobiła zwyczajnie słaby film, tylko i wyłącznie dlatego, że zgadzają się z poglądami głoszonymi przez film DuVernay. Przykładowo dziennikarka Yolanda Machado na łamach portalu MarieClair napisała recenzję „Pułapki czasu”, którą zatytułowała:

"

„Pułapka czasu” nie jest dobrym filmem, ale nie ma to żadnego znaczenia. "

Machado próbuje się potem bronić, pisząc o tym, że „dzięki temu filmowi żadne dziecko nie będzie już ograniczone przez swój kolor skóry, czy płeć. Że będzie mogło osiągnąć, co tylko zechce”. Rysuje nam to piękny, idealistyczny, czy nawet nieprawdopodobny obraz przekazu zawartego w „Pułapce czasu”, ale czy w ogólnym rozrachunku powoduje to, że poziom ocenianego filmu staje się nieważny?

Oprah Winfrey

Tu zaczynamy wchodzić w dyskusje dotyczącą odpowiedzialności idącej z wykonywaniem danego zawodu. Przyjmijmy proste definicje - reżyser jest odpowiedzialny za zrobienie jak najlepszego filmu, a krytyk filmowy/recenzent jest odpowiedzialny za wydanie racjonalnej i (najlepiej) obiektywnej opinii o filmie. Sytuacja „Pułapki czasu” pokazuje, że ani recenzenci, ani filmowcy nie do końca wykonali swoje obowiązki. DuVernay zrobiła (sądząc po ocenach) film, który jest słaby, w porywach do (może) niezłego, a część „świadomych społecznie” krytyków postanowiła podwyższyć swoje oceny przez pryzmat tego, jaką tematykę podejmuje film. Jednak jeśli wierzyć Jamesowi Dawsonowi z portalu The Federalist, nawet dywersyfikacja i otwartość, która były tak ważne dla twórców, są potraktowane po macoszemu:

"

„Pułapka czasu” jest najnowszą ofiarą tego opętanego na punkcie różnorodności trendu, przez który nie oddano szacunku ani rasie, ani płci istniejących już bohaterów literackich. Oczywiście, nie jest to jedyny powód, dla którego to godne pożałowania fiasko jest taką żałosną porażką. "

Dochodzi jeszcze do tego podejście samej reżyserki do swojego filmu. Ava DuVernay przyznaje, że kompletnie jej nie obchodzi opinia ludzi o tym filmie, a 100 milionów dolarów (bo tyle wynosił budżet „Pułapki czasu”) dla Disneya to nic, w porównaniu do tego, jaki przekaz zawiera jej dzieło. Trzeba przyznać, że jest to bardzo samolubne podejście do tworzenia tak dużych projektów. Jeżeli reżyserka wciąż będzie zachowywać się w ten sposób, to szybko może się przekonać, że studia nie wybaczają błędów. Zwłaszcza jeśli chodzi o utratę ich pieniędzy.

Wciąż pozostaje jeszcze kwestia krytyków, którzy wybaczają błędy w warsztacie, tłumacząc, że film mówi dużo o społecznych niesprawiedliwościach i zawiera pozytywny przekaz, zwłaszcza dla dzieci/nastolatków. Jakby to miało go czynić dobrym. Trzeba się więc zastanowić - czy oglądamy filmy dlatego, że chcemy czerpać z tego przyjemność i oglądać zapierające dech w piersiach zdjęcia, słuchać świetnie napisanych dialogów czy powstrzymywać płacz przy emocjonalnych scenach, czy oglądamy je po to, żeby ktoś mógł tak jawnie wpychać nam swoją propagandę? Propagandę, która w gruncie rzeczy pochodzi z dobrego miejsca, ale mimo wszystko, jest propagandą. Ocenianą pozytywnie przez ludzi, którzy się z nią zgadzają. Nie uważacie, że to nieco niesprawiedliwe i kłamliwe wobec widza?

Przypadek „Pułapki czasu” pokazuje nam, że stare powiedzenie „co za dużo, to niezdrowo” ma zastosowanie w każdej dziedzinie życia. Parafrazując „co za dużo przekonań politycznych i społecznych wpychanych na siłę do filmów, po to by nazwać je progresywnymi i czerpać z tego profity, to niezdrowo”.

Kamil Kacperski
Tagi: Duperele