18.05.2016 15:50

„Gwiezdne wojny” w świecie Alfreda Hitchcocka

Dwa klasyczne obrazy, choć z zupełnie odmiennych gatunków, czyli „Północ - północny zachód” oraz „Gwiezdne wojny”. A co by było, gdyby połączyło się je w jeden film?

„Gwiezdne wojny” w świecie Alfreda Hitchcocka
foto: kadr z wideo

Thriller szpiegowski i science fiction - dwa nurty, które z pozoru do siebie nie przystają. Ktoś jednak zaproponował koncepcję ukazującą scalenie tych odrębnych światów.

W zaproponowanym scenariuszu zostajemy wrzuceni w środek sekwencji rozgrywającej się w szczerym polu. Thornhill czeka na Kaplana (tak przynajmniej było w oryginale Alfreda Hitchcocka) i zostaje bezpardonowo zaatakowany przez pilota samolotu. Słynna scena rozpoczyna się kilkoma minutami oczekiwania, w trakcie których właściwie nic się nie dzieje. Obserwujemy po prostu Cary'ego Granta, który stoi przy szosie i rozgląda się wkoło.

Bohatera otaczają puste, jałowe ziemie. Niemal identyczne, jak te znane z planety Tatooine ukazanej w dziele George'a Lucasa. Czemu by nie wykorzystać tego podobieństwa i umieścić galaktyczne osady w samym środku amerykańskich bezdroży? Kolejnym rozwiązaniem było zamienienie zwykłego samolotu na myśliwiec typu TIE. Tak powstało „Darth By Dartwest” (oryginalny tytuł dzieła Hitchcocka to „North by Northwest”):

Lata 50. XX wieku były w filmografii Hitchcocka czasem powstania jednych z jego największych osiągnięć. Wówczas miały swoje premiery takie dzieła, jak „Nieznajomi z pociągu” (1951), „M jak morderstwo” (1954), „Okno na podwórze” (1954), „Złodziej w hotelu” (1955) czy „Zawrót głowy” (1958).

Tę dekadę reżyser zakończył obrazem „Północ - północny zachód” (1959). Film wyróżniała nieoczekiwana dawka humoru i dowcipu, które ubarwiły scenariusz (był to tekst oryginalny; rzecz rzadka wśród literackich adaptacji scenariuszy zdecydowanej większości dzieł Hitcha). Reżyser zaproponował tu swoją ulubioną historię zwykłego człowieka, wplątanego w niezwykłą i pozornie przekraczającą go sytuację.

 „Gwiezdne wojny” doczekały się już kilku podobnych interpretacji. Mogliśmy zobaczyć „Przebudzenie mocy” opowiedziane za pomocą emotikonek, wersję dla ubogich oraz tę na froncie II wojny światowej.

Co sądzicie o połączeniu „Gwiezdnych wojen” z „Północ - północny zachód”?

Robert Skowronski
Tagi: Duperele Gwiezdne wojny