12.02.2016 13:20

„Mechaniczna pomarańcza” zza kulis

Jedno z kultowych dzieł Stanleya Kubricka z 1971 roku. Szokujące, brutalne, potępione w Wielkiej Brytanii, gdzie zostało wycofane z dystrybucji przez samego reżysera. Jak powstawała ekranowa „ultraprzemoc”?

„Mechaniczna pomarańcza” zza kulis
foto: kadr z filmu

Po zakończeniu prac nad „2001: Odyseją kosmiczną” Kubrick miał w planach nakręcenie filmu o Napoleonie. Ubiegł go jednak Siergiej Bondarczuk, twórca ekranizacji „Wojny i Pokoju”. I tak powstaje „Waterloo”, gdzie w rolę francuskiego wodza wcielił się Rod Steiger. Obraz okazał się być klapą finansową. Z tego powodu wytwórnia postanowiła odrzucić projekt Kubricka, w którym chciał zrealizować wielkie sceny batalistyczne i obsadzić Jacka Nicholsona.

Reżyser w swoim domu w Wielkiej Brytanii chwyta pierwszą lepszą pozycję z jednej ze stert książek. W jego ręce trafia „Mechaniczna pomarańcza”, powieść Anthony’ego Burgessa, którą otrzymał od Terry’ego Southerna, producenta filmu „Dr Strangelove”. Kubrick pochłania pozycję w jeden wieczór, później wraca kilkukrotnie do lektury, a w głowie układa już pomysł na film.

Obraz ląduje w kinach pod koniec 1971 roku, by następnie zdobyć 4 nominacje do Oscarów (w tym za Najlepszy film) i 3 do Złotych Globów. Nagród nie udało się zdobyć, ale dzieło zapisało się na kartach historii kinematografii. Zobaczcie zdjęcia z planu „Mechanicznej pomarańczy”:

Literackie dzieło Burgessa mogła jednak spotkać zupełnie inna historia. Początkowo autor sprzedał prawa do ekranizacji książki Mickowi Jaggerowi i to za symboliczną kwotę 500 dolarów. Reżyserem miał być John Schlessinger, ale uznał, że powieść jest zbyt brutalna i nie jest zainteresowany tym projektem.

Język powieści – slang oparty na języku rosyjskim, który sam autor nazwał Nadsat - oczarował Kubricka. Objawia się on już w samym tytule dzieła, który odnosi się do mowy ludzi z Malezji, gdzie Burgess spędził kilka lat. W tamtejszym języku „orang” znaczyło tyle co „człowiek” (oryginalny tytuł dzieła to „Clockwork Orange”).

„2001: Odyseja kosmiczna” bazuje na opowiadaniu Arthura Clarke’a. Przy jej przeniesieniu na ekran reżyser ściśle współpracował z autorem. Inaczej było przy „Mechanicznej pomarańczy”. Pisarz później otwarcie mówił o tym, że film Kubricka zupełnie mu się nie podoba.

Kubrick przyznawał, że jego zdaniem przemoc w przyszłości stanie się dużym problemem. Uważano niegdyś, że ostrze satyry „Mechanicznej pomarańczy” odnosi się tylko do brytyjskiego społeczeństwa. W świetle rosnącej od lat brutalności człowieka wobec człowieka, dzieło Stanleya Kubricka jest dziś być może nawet aktualniejsze.

Robert Skowronski
Tagi: Mechaniczna pomarańcza