27.10.2016 09:40

Najgorszy reżyser świata kończy karierę

Uwe Boll, jeżeli cieszy się uznaniem, to tylko dzięki swojej artystycznej nieudolności. Reżyser sprawił teraz wielką krzywdę fanom „kina tak złego, że aż dobrego” zapowiadając swoje odejście na emeryturę.

Najgorszy reżyser świata kończy karierę
foto: East News

Kiedyś mieliśmy Eda Wooda, któremu filmowy hołd oddał Tim Burton, zaś od lat 90. najgorsze obrazy świata dostarczał nam niemiecki reżyser, Uwe Boll. Zasłynął m.in. takimi koszmarkami, jak „Postal”, „BloodRayne” czy „Alone in the Dark: Wyspa cienia”, ale jego filmografia jest dużo dłuższa i obejmuje inne dzieła, które nadają się do oglądania po kilku głębszych lub jeżeli jest się kinowym masochistą.

Na Uwego Bolla można wylewać wiadra pomyj, ale nie ulega wątpliwości, że w pewnych kręgach jego osoba objęta jest kultem. Niestety wąskie grono fanów, to dla reżysera zbyt mało, aby móc kontynuować karierę:

"

Rynek jest martwy. Na filmach nie da się już zarobić, gdyż obroty rynku DVD i Blu-ray spadły o jakieś 80% w przeciągu trzech ostatnich lat. To jest prawdziwy powód mojej decyzji. Nie stać mnie na dalsze kręcenie. Nigdy nie miałem ludzi, którzy dawaliby mi pieniądze. Od 2005 roku bazowałem wyłącznie na własnych funduszach i gdybym nie robił filmów opartych na głupich grach komputerowych, to nigdy nie zgromadziłbym kapitału. Nie zależy mi na tym, żeby posiadać Ferrari czy jacht. Zainwestowałem we własne filmy i straciłem te pieniądze. "

Uwe Boll nigdy nie był zbyt krytyczny wobec siebie. W jednym z wywiadów wyznał, że nie zgadza się z tym jakoby miał być najgorszym reżyserem na świecie:

"

Mam inne zdanie na swój temat. Sądzę, że jestem bardzo dobrym filmowcem z wielkim doświadczeniem. Wszystkie filmy ukończyłem na czas, mieszcząc się w budżecie. W tym biznesie to rzadkość. "

Jednym z jego ostatnich osiągnięć jest „Mściciel z Wall Street” z 2013 roku. Reżyser wyznał, że jego zdaniem jest to obraz lepszy od tego co proponuje Hollywood:

"

Jest dużo bardziej udany niż „Wall Street: Pieniądz nie śpi” Olivera Stone'a. Przeprowadziłem lepszy research, mam lepszy scenariusz, po prostu jest to lepszy film, ale nie ma w nim Michaela Douglasa. To nie jest kolejna odsłona przygód Jasona Bourne'a, gdzie wszystko jest zmyślone. Moje filmy są prawdziwe. "

W końcu padły słowa przypieczętowujące dalsze losy Uwego Bolla:

"

Zrobiłem w życiu tyle filmów, nie mogę nagle kręcić jak za studenckich czasów. Nadal chciałbym to robić, ale - niestety - jest to już niedochodowe zajęcie. "

Ostatnim dziełem reżysera będzie „Rampage: President Down”, ostatnia część serii „Rampage”. Były mechanik, Bill Williamson, zabija prezydenta Stanów Zjednoczonych. Staje się głównym celem państwowych władz, ale nie ma zamiaru łatwo się poddać.

Będziecie tęsknić za filmami Uwe Bolla?

Robert Skowronski
Tagi: News