22.05.2019 15:00

"Aladyn", reż. Guy Ritchie [RECENZJA]

Disney kontynuuje swoje plany tworzenia aktorskich wersji swoich najpopularniejszych bajek. W 2019 roku pokazali już "Dumbo", a teraz przyszedł czas na "Aladyna". Czy film Guya Ritchie'ego jest udany?

"Aladyn", reż. Guy Ritchie [RECENZJA]
foto: materiały prasowe

Już 24 maja 2019 roku do kin trafi film "Aladyn" w reżyserii Guya Ritchie'ego. Produkcja jest oczywiście adaptacją klasycznej bajki Disneya z lat 90., w którym w roli Dżina mogliśmy usłyszeć Robina Williamsa. W wersji aktorskiej wciela się w niego Will Smith, co samo z siebie nie było nigdy żadnym problemem. Te pojawiły się dopiero, gdy twórcy pokazali pierwsze zdjęcia aktora w roli magicznego stworzenia. Przyznam szczerze, że ja również należałem do grupy osób, którym zwyczajnie nie podobał się design tej postaci i uważałem, że Dżin nigdy nie będzie wyglądał dobrze w wersji aktorskiej.

Jakże się cieszę, że byłem w błędzie. Znaczy oczywiście - na pewno znajdą się osoby (zwłaszcza bardziej związane emocjonalnie z bajkowym pierwowzorem), które nigdy nie zaakceptują "rzeczywistej" wersji Dżina. Ale kiedy oglądamy go w ruchu w "Aladynie", to większość wcześniejszych zarzutów po prostu nie ma racji bytu. Film jest wizualnie tak bajkowy i nierzeczywisty, że obecność wielkiego, niebieskiego Willa Smitha w ogóle nie wpływa na odbiór seansu, ponieważ cały czas na ekranie widzimy komputerowo generowane widoki i zwierzęta. Oprócz tego jego wygląd został znacząco poprawiony w stosunku do tego, co widzieliśmy w zwiastunach, dzięki czemu nie odczuwamy efektu tzw. "uncanny valley" - Dżin to po prostu niebieski Will Smith z całą swoją charyzmą i urokiem.

W ogóle aspekt wizualny filmu jest jedną z najmocniejszych cech pozytywnych w "Aladynie". Styl reżyserii Guya Ritchie'ego jest widoczny w wielu ujęciach, szybkich cięciach i nieoczywistej pracy kamery. Dodajmy do tego wspomniane efekty komputerowe (które są naprawdę na wysokim poziomie) i użycie pełnych, soczystych barw w praktycznie każdej scenie i powoduje to, że "Aladyn" jest jedną z najładniejszych filmowych adaptacji bajek Disneya. 

Kolejną rzeczą, którą należy pochwalić jest ścieżka dźwiękowa - zarówno utwory śpiewane przez głównych bohaterów, jak i muzyka towarzysząca nam w scenach dramatycznych jest wspaniała. Kompozytor Alan Menken nieco odświeżył kompozycje przygotowane na potrzeby oryginalnej bajki, dzięki czemu ma ona nadal nutkę tajemniczości i orientalizmu, a jednocześnie jest tak chwytliwa, że definitywnie po seansie złapiecie się na nuceniu "Nie ma takich dwóch jak jeden ja" (w oryginale "Friend Like Me"), czy "Wspaniałego świata" ("A Whole New World").

Jeśli chodzi zaś o grę aktorską wspomnianego Willa Smitha, a także Naomi Scott (Jasmina), Meny Massouda (Aladyn) i resztę obsady, to nie mogę w pełni ich pochwalić lub zganić. A to dlatego, że Disney pokazał dziennikarzom wersję z polskim dubbingiem. I ten jest... akceptowalny - aktorzy wykonują całkiem dobrą pracę (zwłaszcza Aladyn), a utwory po polsku zachowują w większości swój pierwotny sens i brzmią naprawdę nieźle. Niestety, gorzej jest technicznie, ponieważ przez kilkanaście minut musimy się przyzwyczaić do tego, że ruch ust aktorów nie zgadza się z tym, co słyszymy (co jest akurat całkiem normalne), ale w niektórych momentach ten brak synchronizacji jest bardzo widoczny i wręcz boli. Niechęć do dubbingu jest oczywiście bardzo osobistym zarzutem, ale i tak polecam wybrać się na wersję z napisami.

Will Smith jako Dżin
Will Smith jako Dżin
Przeczytaj także Will Smith tłumaczy problemy z życzeniami Dżina w 1. fragmencie "Aladyna"

"Aladyn" nie zaskoczy też fabularnie nikogo, kto oglądał lub czytał jakąkolwiek inną bajkę. Nie chodzi mi nawet o sam pierwowzór (przyznam się, że nigdy go nie oglądałem) - jeżeli kiedykolwiek przeczytaliście jakąś baśń Andersena, to wiecie jak film się skończy. Oprócz tego jest on niepotrzebnie przedłużony (trwa 2 godziny i 8 minut) i w pewnym momencie zaczyna już męczyć, a złoczyńca Dżafar jest tak nudnie napisaną i zagraną postacią, że film skutecznie obniża loty za każdym razem, gdy pojawia się on na ekranie.

Nie mniej, cała opowieść jest przyjemna, a  jeżeli oglądanie bajek z elementami musicalowymi sprawia wam wielką frajdę, to na "Aladynie" będzie się bawili naprawdę dobrze. Zwłaszcza, że fragmenty śpiewane i tańczone są definitywnie najlepszymi momentami filmu i nadają "Aladynowi" prawdziwie magicznej i bajkowej aury. Guy Ritchie przygotował udaną aktorską adaptację animacji Disneya, którą warto obejrzeć w kinie, by zachwycić się wizualnymi i dźwiękowymi warstwami tej produkcji. 

Ocena: 7/10

Kamil Kacperski
Tagi: #Aladyn #Disney #Recenzje