13.08.2018 09:03

„Ant-Man i Wasp”, reż. Peyton Reed [RECENZJA]

Czy film „Ant-Man i Wasp” wpisuje się w wysoki poziom filmów Marvel Studios wyprodukowanych w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy? 

„Ant-Man i Wasp”, reż. Peyton Reed [RECENZJA]
foto: materiały promocyjne

Ant-Man może nie jest tak popularny, jak Spider-Man, Iron Man czy Kapitan Ameryka, ale pierwsza część jego przygód była powiewem świeżości w kinie superbohaterskim. Peyton Reed umiejętnie połączył komedię kino akcji, film o superbohaterach i elementy produkcji znanych jako heist movies. Dzięki temu zyskał grono sympatyków, którzy z niecierpliwością czekali na sequel. A mieli na co czekać, bo Disney postanowił przesunąć premierę w wielu europejskich krajach o miesiąc. Jak wypadła najnowsza propozycja od Marvel Studios?

Z zapowiedzi wiadomo było, że „Ant-Man i Wasp” nie będzie tak ogromnym sukcesem jak, „Avengers: Infinity War”, czy „Black Panther”. Z założenia twórców wynikało, że druga część przygód najmniejszych herosów świata trafi raczej na półkę z napisem „kino łatwe, lekkie i przyjemne”. I tak właśnie jest. Ale po kolei. 

Ant-Man i Wasp

Akcja filmu dzieje się 2 lata od wydarzeń ukazanych w „Civil War”, gdzie po raz ostatni widzieliśmy Scotta Langa (Paul Rudd). Okazuje się, że cały ten czas bohater spędził w areszcie domowym z powodu naruszenia Porozumienia z Sokovii. Produkcja rozpoczyna się na kilka dni przed zakończeniem kary. Lang stracił kontakt z doktorem Pymem (Michael Douglas) i jego córką Hope (Evangeline Lilly), po tym, jak ukradł kostium Ant-Mana, by walczyć u boku Kapitana Ameryki. Naukowiec i dziewczyna zwracają się jednak po pomoc do Scotta, by odnaleźć Janet - pierwszą żonę Pyma, która kilkadziesiąt lat temu utknęła w wymiarze znanym jako Quantum Realm. W wykonaniu misji przeszkadza jednak tajemnicza Ghost. Wszystko dzieje się, zanim do Nowego Yorku przybyła świta Thanosa

Fabuła jest umiejętnie skomplikowana i poprowadzona, pojawiają się zwroty akcji i elementy filmów z podgatunku heist, jednak w o wiele mniejszym stopniu niż w „Ant-Manie”. Występuje natomiast dużo gagów (również powtórki żartów z 1. części) i zapowiadane przez twórców wątki rodem z komedii romantycznej. Rozczarowuje jednak dość przewidywalne zakończenie. Czarne charaktery zasługują zarówno na pochwałę, jak i krytykę. Z jednej strony posiadają większą dozę głębi niż przeciwnik z 1. części - Yellowjacket. Ich motywacje są uzasadnione i w zasadzie nie są typowymi złoczyńcami. Prawdziwym wrogiem głównych bohaterów są tak naprawdę przeciwności losu i uciekający czas.

Ant-Man i Wasp

Z drugiej strony wprowadzenie wątku Ghost jest trochę na wyrost. Postać ma dość oklepaną historię i tak naprawdę nie wnosi zbyt wiele do całej historii. Gdyby twórcy zdecydowali się na usunięcie jej wątku, film na niczym by nie stracił. Chyba że to część większego planu i Ghost pojawi się w kolejnych produkcjach Marvel Studios. Mimo wszystko aktorsko produkcja stoi na wysokim poziomie, tym bardziej że bierze w niej udział aż trójka aktorów z wyższej półki. Oprócz Douglasa zobaczymy Michelle Pfeiffer w roli Jane van Dyne i Laurence'a Fishburne'a jako dawnego współpracownika Pyma imieniem Bill Foster.

Na uwagę zasługują też postacie kobiece, które zdają się być wstępem do zapowiadanej przez twórców Marvel Studios ery superbohaterek. W końcu przeniesiono ciężar istotności postaci z mężczyzn na kobiety. Pojawiają się więc feministyczne wątki. Są jednak oparte na stereotypach, więc to raczej feminizm rodem z „Wonder Woman”. Mimo wszystko plus za chęci. 

Ant-Man i Wasp

Są też oczywiście stałe elementy każdego filmu dziejącego się w MCU - cameo Stana Lee, odniesienia do komiksów Marvela oraz dwie sceny po napisach, z czego jedna ma tak naprawdę znaczenie dla całego uniwersum. W filmie nie brakuje akcji, ale niektóre sekwencje trochę się dłużą i nużą widza. Jeśli jednak ktoś, kto wybiera się do kina dla efektów specjalnych, nie powinien być rozczarowany. Na uwagę zasługują też odniesienia do rocka. Uważny meloman wyłapie nawiązania do twórczości Morisseya oraz zespołu Adam na the Ants

Podsumowując „Ant-Man i Wasp” nie jest filmem wybitnym, ale nie można nazwać go produkcją złą. Po prostu nie wiele wnosi do historii całego uniwersum i jest raczej zachowawczym następcą 1. części. Dla fanów MCU mimo wszystko pozycja obowiązkowa. Reszta widzów może poczuć w ustach posmak odgrzewanego kotleta. 

Ocena: 6/10

Sergiusz Kurczuk
Tagi: Recenzje Ant-Man Marvel Avengers: Infinity War Ant-Man and the Wasp