24.04.2019
Aktualizacja: 26.04.2019 10:04

"Avengers: Endgame" reż. Anthony i Joe Russo [RECENZJA]

Do kin wszedł film "Avengers: Endgame" - długo wyczekiwana produkcja Marvel Studios, która jest zwieńczeniem ponad 10 lat pracy wielu filmowców nad kinowym uniwersum. Czy tytuł w reżyserii braci Russo sprosta oczekiwaniom wiernych fanów?

Avengers: Endgame
foto: kadr z filmu Avengers: Endgame

Filmy Marvel Studios miały swoje wzloty i upadki, ale przez ostatnie 10 lat zdominowały kino komercyjne i nadały mu zupełnie nowy kierunek. Produkcja pod tytułem "Avengers: Infinity War" wzniosła ten podgatunek na nowy poziom. Nie chodzi jedynie o zaskakujące zakończenie, najciekawszego jak dotąd przeciwnika tytułowych bohaterów czy crossover z prawdziwego zdarzenia, ale przede wszystkim poczucie, że poprzednich kilkanaście produkcji tworzy większą, może nie zawsze do końca przemyślaną, ale jednak całość. Oczekiwanie na "Avengers: Endgame" było tym większe. Przez rok fani na całym świecie głowili się, jak bracia Russo zakończą historię o Kamieniach Nieskończoności oraz obawiali się, czy zakończenie ich nie rozczaruje. 

Avengers: Endgame

W końcu przyszedł dzień, w którym film "Avengers: Endgame" trafił na kinowe ekrany. Twórcom udało się bardzo dużo zachować w tajemnicy. Z materiałów promocyjnych widz dowiaduje się jedynie, że po porażce z Thanosem Avengers muszą ponownie połączyć siły, by spróbować odwrócić straszliwy czyn, którego dokonał pod koniec "Infinity War" - wymazał z istnienia połowę populacji wszechświata. Czy bracia Russo prześcignęli swoje poprzednie osiągnięcie?

Twórcy postanowili rzucić widzów na głęboką wodę i zacząć jak przykazał Alfred Hitchcock - od trzęsienia ziemi. Potem napięcie stopniowo rozluźnia się, by w odpowiednio wybranych przez reżyserów momentach znowu złapać widza za serce. Te akcenty zostały przez braci Russo idealnie wyważone, zupełnie tak jak chciałby tego sam Thanos. Podobnie jest z emocjami płynącymi z ekranu. Poważne sceny są przeplatane naprawdę zabawnymi żartami, dzięki czemu film gwarantuje widzowi przejażdżkę emocjonalnym rollercoasterem. Balans to motyw przewodni historii o Thanosie i reżyserzy postanowili odwzorować to w konstrukcji filmu, która momentami przypomina lustrzane odbicie "Infinity War". 

Avengers 4

Bracia Russo w "Endgame" nie tylko odnoszą się bezpośrednio do 3. części "Avengers", ale również do własnych filmów stworzonych dla Marvel Studios. Warto jednak przed seansem 22. produkcji MCU odświeżyć sobie pozostałe tytuły opowiadające o superbohaterach. "Endgame" jest wielkim hołdem złożonym wszystkim filmom Marvel Studios, które ujrzały światło dzienne. Objawia się to nie tylko w Easter eggach, aluzjach, cytatach czy wydarzeniach, ale również odrębnym klimacie przypisanym odpowiednim bohaterom. Swoje palce w filmie na pewno maczali James GunnTaika Waititi

Oznacza to, że ponownie na ekranie zobaczymy wszystkich najważniejszych bohaterów kinowego uniwersum. Nie tylko superherosów, ale również dawno niewidziane postacie drugoplanowe. Obsada "Avengers: Endgame" jest naprawdę gwiazdorska. Oczywiście w głównej mierze opiera się na gwiazdach wykreowanych w ciągu ostatniej dekady przez Marvel Studios, ale nie zabraknie też aktorów naprawdę dużego kalibru, którzy pojawią się w gościnnych występach. Z niektórymi postaciami, przyjdzie się nam niestety pożegnać (prawdopodobnie) na zawsze. 

Efekty specjalne jak zwykle stoją na najwyższym poziomie. Można je podziwiać nie tylko w widowiskowych walkach, ale również w z pozoru zwyczajnych scenach dialogowych, w których pojawiają się wygenerowane komputerowo postacie, znajdujące się na tle fantastycznych światów. Fani kina akcji i science fiction będą usatysfakcjonowani. Nie oznacza to jednak, że w "Endgame" brakuje elementów innych gatunków filmowych. Bracia Russo z łatwością pomiędzy nimi lawirują, tak samo, jak robią to z mnogością wątków, tworząc produkcję spójną, trzymającą do końca w napięciu i dającą fanom Marvela swego rodzaju katharis. Miłośnicy komiksów też powinni być zadowoleni. Nie tylko z powodu mniejszych i całkiem dużych nawiązań do komiksów, ale głównie dlatego, że "Endgame" spełnia wiele marzeń geeków z całego świata. Jest to jednocześnie najbardziej komiksowy film suprebohaterski MCU w pozytywnym tego słowa znaczeniu. 

Nie mogło zabraknąć jednak kilku wad. Po pierwsze na pewno na gorsze wypadła postać Thanosa, która w poprzedniej części odgrywała kluczową rolę. Tym razem Szalony Tytan jawi się jako złoczyńca o wiele mniej skomplikowany i niejednoznaczny. Po drugie jest to jedna z produkcji, która daje największą satysfakcję przy pierwszym seansie. Z każdym kolejnym emocje opadają, przez co efekt finalny jest o wiele słabszy. Niektórzy widzowie mogą też mieć zastrzeżenia, co do sposobu Avengers na cofnięcie czynu Thanosa.

Avengers 4

Czy "Endgame" sprosta oczekiwaniom widzów? Na pewno tak. Nie wszystkim pewnie spodoba się zakończenie filmu, ale malkontentów powinien pocieszyć fakt satysfakcjonującego podsumowania poprzedniej dekady MCU i zakończenia wielu niedopowiedzianych wątków. Jednocześnie 4. część "Avengers" zarysowuje przyszłość nie tylko serii, ale także całego kinowego świata. Produkcję braci Russo należy więc uznać za film przełomowy na kilku płaszczyznach. Bez wątpienia przejdzie do historii kina i dla przyszłych pokoleń może być kolejnymi "Gwiezdnymi Wojnami". 

Ocena 8/10

Tagi: #Avengers #Avengers 4 #Marvel #Recenzje