25.04.2018 00:01

„Avengers: Infinity War”, reż. Anthony Russo, Joe Russo [RECENZJA]

Na konfrontację Avengers z Thanosem fani Marvel Studios czekali niemal 10 lat. Czy było warto?

Avengers: Infiniry War
foto: materiały promocyjne

Filmy Marvel Studios, które zadebiutowały „Iron Manem” z 2008 roku miały swoje lepsze i gorsze momenty. „Avengers: Infinity War” to początek zwieńczenia trwającej niemal 10 lat rozbudowanej historii, rozgrywającej się na wielu płaszczyznach prawie 20 filmów, które w tym czasie powstały. Fabuła 3. części „Avengers” nie jest zbyt skomplikowana. Zapowiedziany już wiele lat temu potężny kosmita znany jako Thanos, wyruszył na podbój wszechświata w poszukiwaniu Kamieni Nieskończoności. Wszystko po to, by przywrócić równowagę w całym uniwersum. Rozproszeni po kosmosie superbohaterowie, w tym rozdzieleni po „Civil War” Avengers, będą musieli połączyć siły, by pokonać Szalonego Tytana.

Dla miłośników komiksów nie było zaskoczeniem, że „Infinity War” może wiązać się ze śmiercią. W końcu komiksowa wersja Thanosa kocha Śmierć całym swoim sercem i jest dla niej w stanie zrobić wszystko. Fani MCU od dawna obstawiali, kto zginie. Reżyserzy wzięli sobie do serca poradę Alfreda Hitchcocka i zaczęli prawdziwym trzęsieniem ziemi. Potem zabierają widzów na przejażdżkę emocjonalną kolejką górską. Z poważnego, patetycznego wręcz tonu w mgnieniu oka wchodzą w sceny rodem z komedii, rozładowując tym samym atmosferę. I chociaż bazują na podstawowych emocjach, ta formuła sprawdza się znakomicie w przypadku filmowego widowiska skierowanego do szerokiej grupy widzów. 

Thanos

W filmie pojawili się prawie wszyscy herosi, którzy do tej pory występowali w produkcjach MCU. „Avengers: Infinity War” zebrało więc wiele gwiazd Hollywood, wcielających się w superbohaterów. W rolach głównych wystąpili Robert Downey Jr., Chris Hemsworth, Chris Evans, Chris Pratt, Scarlett Johansson, Mark Ruffalo, Tom Hiddleston, Tom Holland, Chadwick Boseman i Benedict Cumberbatch. Na głównego przeciwnika herosów obsadzono Josha Brolina. Aktor wypadł w tej roli znakomicie. Po serii nudnych, byle jakich i mało przekonywających złoczyńców, Thanos zapisze się złotymi zgłoskami w historii kina komercyjnego, obok takich postaci jak Darth Vader, czy Lord Voldemort. Na specjalną uwagę zasługuje mały, lecz niezwykle znaczący występ Petera Dinklage'a, który zaskoczy fanów aktora. 

Mnogość bohaterów może przytłaczać, ale bracia Russo umiejętnie podzielili postacie, przydzielając je do głównych wątków filmu. W ciągu prawie trzech godzin śledzimy losy bohaterów walczących z Thanosem. Herosi muszą bronić kolejnych Kamieni Nieskończoności. Z tego powodu tworzą mniejsze grupy. W wielu wypadkach bohaterowie spotykają się po raz pierwszy, a między nimi wykształcają się ciekawe relacje. Film spodoba się również wszystkim fanom scen akcji. Pojawia się bowiem wiele walk okraszonych zjawiskowymi efektami specjalnymi. Miłośnicy innych produkcji Marvel Studios zapewne odnajdą w „Avengers: Infinity War” ducha Jamesa GunnaJona Favreau, którzy pomagali braciom Russo.

Po raz kolejny film na podstawie komiksów Marvela stara się uderzać w bardziej poważne tony. Nadal jest to czysto rozrywkowe kino, ale twórcy nadali postaciom głębi. Szczególnie widoczne jest to w kreacji Thanosa, którego misja dotyka trudnych etycznie i moralnie problemów odnoszących się również do obecnej sytuacji społeczno-politycznej. Poza tym, wbrew ostatniemu wywiadowi z Jamesem Cameronem,  3. część „Avengers” ponownie udowadnia, że kino superbohaterskie może być historią o rodzinie. 

W filmie braci Russo dzieje się bardzo dużo. W końcu poznajemy Thanosa i widzimy na ekranie większość herosów, których do tej pory oglądaliśmy głównie w solowych produkcjach. Jest to również spory krok naprzód w porównaniu do poprzednich filmów Marvel Studios. „Avengers: Infinity War” tym samym staje się najlepszą częścią historii o największych superbohaterów świata, a także stawia kluczowe pytania dotyczące kolejnej części, która ukaże się dopiero w roku 2019.

Ocena: 8/10

Sergiusz Kurczuk