16.08.2019 16:15

"Gdzie jesteś, Bernadette?", reż. Richard Linklater [RECENZJA]

"Gdzie jesteś, Bernadette?" to film, który bawi i wzrusza. Historia zwariowanej i nieprzewidywalnej kobiety, która zrewolucjonizowała architekturę.

Cate Blanchett "Gdzie jesteś, Bernadette?"
fot. Forum Film Poland

Film Richarda Linklatera to adaptacja powieści Marii Semple. Dzieło przedstawia historię wyjątkowej architektki, genialnego pracownika Microsoftu i nastolatki, której marzeniem jest podróż na Antarktydę. Na początku zaznaczę, że jeszcze nie czytałam tej powieści więc skupię się tylko na filmie. 

Richard Linklater zaprosił do współpracy dwukrotną laureatkę Oscara, Cate Blanchett, która wcieliła się w Bernadette Fox. Główna bohaterka to geniusz, a przynajmniej tak twierdzą wszyscy, którzy mieli okazję z nią współpracować. Niestety postać, którą zagrała słynna aktora, ma też swoją ciemną stronę. Kobieta jest neurotyczką, często popada w konflikty, jest aspołeczna i chaotyczna. To prowadzi do spięć z sąsiadami. Jej charakter sprowadza na nią także inne kłopoty. Bernadette ściąga na siebie FBI. W życiu Fox wszystko się sypie. Plany na wycieczkę, którą obiecała córce, legną w gruzach, a na domiar złego jej mąż chce ją wysłać do zakładu psychiatrycznego. Czy może być gorzej? Cóż, w Hollywood wszystko jest możliwe. Bernadette ucieka i nikt nie wie, gdzie jest. Córka razem z ojcem wyruszają w podróż życia. 

Postać Bernadette jest bardzo wyrazista. Cate Blanchett idealnie wpasowała się do tej roli. Na twarzy aktorki było widać każdą emocję. W pewnym momencie widz rozumie, że Bernadette to po prostu niespełniona artystka, która swoją niemoc twórczą zrzuca na przeprowadzkę z Nowego Jorku do Seattle. Kobieta uwielbia narzekać na to miasto. Jednak odnosi się wrażenie, że jest coś jeszcze, co tli się w Bernadette. Okazuje się, że to strach. Wciąż pamięta dzień, w którym poniosła porażkę i teraz kobieta najzwyczajniej boi się wrócić do tworzenia. Jednocześnie główna bohaterka jest bardzo nieprzewidywalna. Nigdy nie wiadomo, jaki będzie jej następny krok. Tego niestety nie można powiedzieć o reszcie postaci. 

Mąż Bernadette, Elgie Branch, to typowy pracoholik. W jego rolę wcielił się Billy Crudup i tu pojawia się problem. Grze aktorskiej nie można nic zarzucić. Mężczyzna świetnie odegrał swoją rolę. Niestety sam bohater jest tak bardzo przewidywalny, że jest to aż zaskakujące. Elgie bardzo kocha Bernadette, ale jednocześnie bardzo się o nią martwi. W końcu postanawia porozmawiać z psychologiem, który stwierdza, że jego żona cierpi na szereg chorób. Bohater nie ma już siły walczyć o swoją drugą połówkę, nie chce również zaniedbywać swojej pracy. Uznaje, że najlepszym sposobem będzie zamknięcie żony w zakładzie psychiatrycznym, żeby "odpoczęła". Czy kogoś zaskoczy fakt, że córka nie do końca jest zadowolona z tego pomysłu? Relacje członków rodziny są szalenie przewidywalne. Widz jest w stanie domyślić się, co wydarzy się w następnej scenie. Czy córka rozpocznie poszukiwania ukochanej mamy? Czy pomoże jej w tym zatroskany ojciec? Cóż, można się tego domyślić...

Nie można zapominać o pozytywach. Ogromnym plusem jest muzyka stworzona przez Grahama Reynoldsa. Idealnie wpasowuje się w każdą scenę i świetnie oddaje klimat filmu. Zdjęcia również są godne pochwały. Shane F. Kelly współpracował już z Richardem Linklaterem przy filmie "Boyhood". Cała strona techniczna zasługuje na ukłony. Mimo że historia ukazana na ekranie była mocno przewidywalna, film ogląda się przyjemnie. Nie odniosło się wrażenia, że film jest za długi czy za krótki. "Gdzie jesteś, Bernadette?" to idealny film na niedzielny wieczór.  

Ocena: 6/10

Tagi: #Recenzje