15.01.2019
Aktualizacja: 18.04.2019 11:21

"Glass" reż. M. Night Shyamalan [RECENZJA]

"Glass" to kontynuacja wątków podjętych przez M. Nighta Shyamalana w filmach "Niezniszczalny" i "Split". Czy realistyczna opowieść o superbohaterach ma rację bytu w erze cukierkowych produkcji Marvela?

Samuel L. Jackson, James McAvoy, Bruce Willis (Glass)
foto: kadr z filmu Glass

M. Night Shyamalan to reżyser, który wzbudza bardzo zróżnicowane emocje. Jedni uważają go za geniusza, inni za filmowego grafomana, ale trzeba przyznać, że większość jego filmów budzi zainteresowanie i nie przechodzi bez echa. Czy podobnie jest w przypadku "Glass" - najnowszej produkcji Shyamalana, która jest bezpośrednią kontynuacją "Niezniszczalnego" i "Split"

Akcja filmu rozpoczyna się jakiś czas po wydarzeniach ukazanych w "Split". Film z 2017 roku opowiadał o mężczyźnie imieniem Kevin (James McAvoy). Bohater o 24 różnych osobowościach nie panuje w pełni nad żadną z nich. Po dokonaniu wielu zbrodni na porwanych nastolatkach prasa zaczyna nazywać go Hordą. Za niezrównoważonym mężczyzną w pogoń wyrusza główny bohater filmu "Niezniszczalny" - David Dunn (Bruce Willis). Samozwańczy stróż sprawiedliwości poszedł drogą, którą pod koniec produkcji z 2000 roku zasugerował mu Elijah Price (Samuel L. Jackson). Dunn nazywany przez media Strażnikiem posiada moce komiksowego herosa - jest supersilny, niesamowicie odporny na ciosy, a za pomocą dotyku potrafi wykryć osoby, które dokonały przestępstwa. Prywatne śledztwo kończy się potyczką z dominującą osobowością Hordy - Bestią. Obaj bohaterowie trafiają do ośrodka dla psychicznie chorych, gdzie od lat zamknięty jest Price zwany również Mister Glassem. Pseudonim nawiązuje do przypadłości złowieszczego geniusza. Price cierpi na wrodzoną łamliwość kości. Bohaterowie będą musieli stawić czoła zupełnie nowej sytuacji i odpowiedzieć sobie na pytanie, kim tak naprawdę są. 

Bruce Willis (Glass)

Reżyser postanowił w sprytny sposób połączyć produkcje, które powstały przed laty. Fanów "Niezniszczalnego" szczególnie interesował powrót na kinowy ekran Dunna i Mister Glassa. Zastanawiająca była również ich relacja z Hordą. Shyamalan stworzył własne superbohaterskie uniwersum, które nijak ma się do kinowych wersji światów znanych z kart papierowych opowieści DC i Marvela, Chociaż odniesienia do klasycznego komiksu superbohaterskiego pojawiają się na każdym kroku, reżyser ponownie postawił na realizm ukazania głównych bohaterów. Znaczna część filmu skupia się na ich przeżyciach oraz prywatnych dramatach, rzutujących na całe otoczenie, w którym się poruszają.

Chociaż Dunn i Kevin mają nadprzyrodzone moce, twórca filmu stara się w racjonalny sposób wyjaśnić ich pochodzenie i na każdym kroku wpędza widza w wątpliwość. Nawet sceny walk zrealizowano w taki sposób, że nie przypominają podniosłych pojedynków rodem z "Avengers" czy "Ligi Sprawiedliwości". Są całkiem zwyczajne, mimo że Bestia potrafi chodzić po ścianach, skakać jak dzikie zwierzę i podnosić samochody, a dla Dunna stalowe zabezpieczenia nie stanowią żadnej przeszkody. Mimo wszystko Shyamalan nie byłby sobą, gdyby na końcu wszelkie wątpliwości nie zostały zastąpione absolutną dosłownością. Nie jest to jednak zarzut, bo zarówno w przypadku "Niezniszczalnego", "Split" oraz "Glass", wprowadzenie tego elementu, buduje nowe znaczenia i pod koniec tworzy zupełnie inne spojrzenie na cały film.

James McAvoy (Glass)

Oczywiście w całej produkcji pojawiają się inne rozwiązania typowe dla reżysera. Powracają również elementy znane z "Niezniszczalnego" i "Split". Shyamalan ponownie bawi się konwencją gatunków. Widz ma jednocześnie do czynienia z filmem superbohaterskim, dramatem psychologicznym, thrillerem z elementami horroru, kinem komercyjnym i autorskim. "Glass" jest więc zróżnicowany tak samo, jak jego bohaterowie. Nie zabrakło kilku zwrotów akcji, które może nie są tak dosadne jak w "Szóstym zmyśle", ale mimo wszystko zmieniają perspektywę widza. Powraca również motyw przewijający się przez "Niezniszczalnego" - nawiązanie do komiksologii. Produkcja całymi garściami czerpie z klasyki komiksu superbohaterskiego. Główne elementy fabularne wręcz bazują na rozwiązaniach najbardziej typowych dla tego rodzaju komiksu. Co ciekawe tytułowy bohater jest tego świadomy i wielokrotnie odnosi się do terminów dobrze znanych wszystkim czytelnikom historii o superbohaterach. 

Z tego powodu film powinien spodobać się osobom dobrze zorientowanym w komiksach o obrońcach uciśnionych. Niestety istnieje szansa, że przeciętny widz, szczególnie w Polsce, uzna "Glass" za film naciągany, miejscami głupi i niepozbawiony dziur fabularnych. Jeśli jednak rozumie się konwencję opowieści o superherosach, te pozorne wady przeradzają się w atut, ponieważ często takie właśnie są komiksy superbohaterskie. "Glass" staje się więc w pewnym sensie metaopowieścią - jednoczesnym hołdem złożonym herosom w rajtuzach oraz dekonstrukcją wizerunku superbohatera i jego arcywroga.

Osobny akapit należy poświęcić doborowej obsadzie. Po prawie dwudziestu latach do roli Dunna powrócił Bruce Willis, ale nie należy zapominać o jeszcze jednej twarzy, którą rozpoznają widzowie "Niezniszczalnego". Mowa o Spencerze Treacie Clarku, który ponownie wcielił się w syna Davida o imieniu Joseph. W roli tytułowej nie mogło zabraknąć Samuela L. Jacksona, który po raz kolejny powołał do życia genialnego złoczyńcę. No i oczywiście gwiazda "Split", czyli James McAvoy jako Horda, który tym razem zagrał ponad dziesięć różnych osobowości Kevina. Willis ponownie wciela się w małomównego twardziela i wywiązuje się z tej roli znakomicie. Jednak całe show  niezaprzeczalnie skradli Jackson i McAvoy. W pozostałych rolach zobaczymy między innymi Anyę Taylor-Joy, która ponownie zagrałą Casey Cooke oraz Sarah Paulson w roli lekarki psychiatrii, starającej się wyleczyć głównych bohaterów. Te postacie są jednak trochę zepchnięte na dalszy plan przez odtwórców Mister Glassa i Hordy. 

Samuel L. Jackson (Glass)

Fani "Niezniszczalnego" uważający, że "Glass" to niepotrzebne odgrzewanie 20-letniego kotleta grubo się mylą. Film nie tylko doskonale uzupełnia historię z 2000 roku (między innymi umiejętnie wpasowując w fabułę oryginalne fragmenty produkcji), ale też poszerza świat powołany do życia przez Shyamalana. I nie robi tego w naciągany i żenujący sposób. Nie jest to jednak kino przeznaczone dla każdego widza, szczególnie osób, które nie widziały poprzednich części trylogii. Tym bardziej że wpisuje się w coraz rzadszy rodzaj filmu komercyjnego, który jednocześnie potrafi być wartościowym dziełem, stojącym w opozycji do blockbusterów skierowanych do mas. Stanowi ciekawą alternatywę dla fanów komiksu superbohaterskiego, którzy mają już dosyć typowo rozrywkowych, bezrefleksyjnych superprodukcji nastawionych wyłącznie na zysk. 

Ocena: 8/10

Tagi: Recenzje Bruce Willis Samuel L. Jackson James McAvoy