25.10.2018
Aktualizacja: 18.04.2019 11:27

"Halloween", reż. David Gordon Green [RECENZJA]

Z okazji 40. rocznicy premiery "Halloween" powstał bezpośredni sequel upamiętniający serię Johna Carpentera. Czy nowa historia o Laurie Strode i Michaelu Myersie za 40 lat stanie się ikoną horroru?

foto: kadr z filmu Halloween

Film Johna Carpentera z 1978 roku zrewolucjonizował kino grozy. Wielu znawców uznaje "Halloween" za pierwszy w pełni ukształtowany podgatunek horroru, który w latach 80. podbił amerykański przemysł filmowy i serca widzów. Mowa o slasherze. Produkcja wyróżniała się swoją oryginalnością, brutalnością, mrokiem i tajemnicą owiewającą zamaskowanego, niemego zabójcę z nożem kuchennym w dłoni. Popularność "Halloween" spowodowała, że wkrótce powstały następne części filmu. Jednak każdy kolejny sequel coraz bardziej zubażał dzieło Carpentera. Po ośmiu częściach filmu przyszedł czas na sequele, które nie przypadły do gustu wszystkim fanom oryginału. Kiedy pojawiły się informacje, że powstanie następne "Halloween" miłośnicy slasherów mieli mieszane uczucia. Ale wraz z ujawniniem informacji, że nowy film będzie bezpośrednią kontynuacją oryginału, która ignoruje idiotyzmy kolejnych sequeli, serca zabiły im szybciej, jakby za ich plecami stanął sam Michael Myers. Czy film w reżyserii Davida Gordona Greena spełnił pokładane w nim nadzieje?

Nowe "Halloween" dzieje się dokładnie 40 lat po wydarzeniach ukazanych w części pierwszej. Michael Myers od czterech dekad jest trzymany w zakładzie dla obłąkanych przestępców, a mieszkańcy Haddonfield powoli zaczynają traktować tragedię sprzed lat jako legendę miejską. Nie wszyscy. Na Laurie Strode, ponownie granej przez Jaime Lee Curtis, spotkanie z psychopatą wyraźnie zaznaczyło swoje piętno. Kobieta postanowiła przygotować się na ponowny atak Myersa i zamieszkała w prywatnej twierdzy śpiąc z bronią pod poduszką. Przestała się jednak bać. Pozostało jej jedynie czekać, aż Michael wyjdzie na wolność i zemścić się za wyrządzoną krzywdę. 

Halloween

Tak z grubsza rysuje się fabuła horroru. Pomysł wydaje się całkiem sensowny, co tylko wzbudziło oczekiwania na sequel. Jak jednak prezentuje się film? Do pewnego momentu wydaje się, że nowe "Halloween" jest całkiem dobrą produkcją, która zręcznie rozprawia się z niedorzecznościami wcześniejszych sequeli. Czasami robi to dosłownie, wyśmiewając pewne pomysły poprzednich twórców serii. Ale w momencie pierwszego morderstwa dokonanego przez Myersa, (który oczywiście zbiegł z zakładu psychiatrycznego), klimat zaczyna siadać, a film z produkcji aspirującej na miano nieoczywistego horroru, wskakuje na tory klasycznego slashera. 

Co z tego, że twórcy naprawili błędy poprzedników, jeśli za chwilę sami atakują widza serią idiotyzmów fabularnych, a dziury logiczne zieją, jak rany po nożu zadane przez Michaela. Jakie znaczenie ma wytłumaczenie jednej zagadki z oryginału, kiedy inne pozostawia się okryte milczeniem? Początkowy pomysł na dekonstrukcję klasycznego horroru Carpentera zanika na tle krwawej masakry, bezsensownych ucieczek i niekończącej się zabawy w kotka i myszkę. Oczywiście konwencja horroru, a w szczególności slashera wymaga pewnych przerysowanych elementów, ale widzowie, którzy widzieli w swoim życiu wiele filmów tego typu, mogą poczuć się znudzeni przewidywalnością fabuły. No chyba że lubią oglądać po raz kolejny ten sam film, wtedy nowe "Halloween" bardzo przypadnie im do gustu. 

Halloween

No właśnie. "Halloween" Greena jest przeznaczone przede wszystkim dla szczególnej grupy odbiorców, ponieważ ta produkcja została w zasadzie zbudowana na bazie scen z oryginału. Jeśli znasz "Halloween" Carpentera na pamięć, będziesz się świetnie bawić na horrorze Greena, odnajdując kolejne odniesienia do filmu sprzed 40 lat. Tego typu nawiązań jest naprawdę bardzo dużo. Z drugiej strony taki pomysł na film w pewnym momencie zaczyna nużyć, szczególnie że wiele odniesień jest tak jaskrawo zaznaczonych, że nawet osoba, która nie oglądała pierwszego "Halloween", może zdać sobie sprawę, że dana scena wygląda tak, a nie inaczej nie bez powodu. Film opiera się więc nie tylko na znanej marce, ale przede wszystkim na sentymentalizmie fanatyków serii. Jednak naszpikowanie produkcji cytatami z oryginału to za mało, żeby stworzyć bardzo dobrą kontynuację dzieła Carpentera, na jaką czekali fani "Halloween".

Oczywiście te wszystkie słowa krytyki nie oznaczają, że nowe "Halloween" to gniot. Są zdecydowanie gorsze filmy na rynku, a twórcy zawiesili sobie poprzeczką naprawdę bardzo wysoko. Po prostu rozczarowuje brak powiewu świeżości, który można było tchnąć w serię. Reset uniwersum pozwalał twórcom na naprawdę duże możliwości, a w tym przypadku można odnieść wrażenie, że szansa została zmarnowana. Szkoda, bo wiele osób pokładało w filmie duże nadzieje. Tymczasem "Halloween" Greena to przeciętny slasher, niewyróżniający się niczym na tle konkurencji. Na plus są przede wszystkim odniesienia do oryginału, wiele znajomych twarzy z części pierwszej oraz klimatyczna muzyka. Największym minusem jest to, że nie oddano ducha oryginału. Brakuje napięcia, klarowności i tajemniczości z filmu Carpentera. Z drugiej strony, nowe "Halloween" mogą spokojnie oglądać widzowie niezaznajomieni z oryginałem. Nie trzeba znać pierwszej części, żeby zrozumieć nową kontynuację, chociaż wtedy zabawa jest jeszcze mniejsza. 

Halloween

Podsumowując, jeśli nie jesteś fanatykiem serii "Halloween", albo masz już dość oklepanych patentów ze slasherów, odpuść sobie nowy sequel, albo poczekaj aż poleci w telewizji/trafi na platformę streamingową. Lepiej w nadchodzące święto Halloween, po raz kolejny obejrzeć pierwszą część słynnego horroru Johna Carpentera. 

Ocena: 6/10

Tagi: #Filmy na Halloween #Halloween #Horror #John Carpenter #Recenzje