27.09.2019 14:17

"Joker" reż. Todd Philips [RECENZJA]

"Joker" Todda Philipsa wejdzie na ekrany kin 4 października 2019 roku. Wokół filmu narosło wiele kontrowersji. 

Joker recenzja
fot. kadr z wideo JOKER - Teaser Trailer/YouTube

Już 4 października 2019 roku na ekrany kin wejdzie długo wyczekiwana produkcja. O "Jokerze" Todda Philipsa jest ostatnio bardzo głośno. Niektórzy twierdzą, że film "gloryfikuje" przemoc i daje przyzwolenie na popełnianie przestępstw. Na twórców obrazu i studio Warner Bros. Pictures spadła fala krytyki i oburzenia. Czy film faktycznie jest tak brutalny, jak mówią? Cóż, w najnowszej produkcji Todda Philipsa nie brakuje krwi - to prawda. Jednak stwierdzenie, że film daje przyzwolenie na przemoc, jest lekką przesadą. 

Zapewne większość z was przyzna, że kreacja Heatha Ledgera w "Mrocznym Rycerzu" należy do tych niezapomnianych i wyjątkowych. Ciężko się z taką opinią nie zgodzić. Zielone włosy, krwawy uśmiech i kolorowy frak. Oczywiście pamiętajmy o Jacku Nicholsonie, który także ma na swoim koncie rolę Jokera. Był też Jared Leto, ale tę kreację można przemilczeć. Teraz do grona Jokerów dochodzi Joaquin Phoenix i czuję, że Heath Ledger ma teraz naprawdę sporą konkurencję. Jednak nie wszystko na raz, zacznijmy od początku. 

Już na starcie dostajemy sygnały, że w Gotham dzieją się niepokojące rzeczy. Bezprawie i nierówność społeczna jest na porządku dziennym. Ci biedniejsi żyją w obskurnych mieszkaniach, zmagają się z plagą szczurów i ledwo wiążą koniec z końcem. Miasto, które dla bogatszych jest idyllą, dla niższej warstwy społecznej jest tylko i wyłącznie powodem do frustracji i rozpaczy. Ulice są przepełnione smutkiem i nawet klaun, który wymachuje tablicą i energicznie podskakuje, nie jest w stanie rozchmurzyć tego miejsca. Tak właśnie rozpoczyna się "Joker". Już od pierwszych sekund wiemy, że w filmie będzie się  działo naprawdę sporo.

Wielkie brawa dla Joaquina Phoenixa, który wykonał kawał dobrej roboty. Aktor zagrał psychicznie chorego Arthura Flecka, który marzy o zostaniu komikiem. Bohater nigdy nie miał czasu dla siebie, bo odkąd pamięta, opiekuje się swoją chorą mamą i pracuje na kilka zmian. Arthur nie zaznał w życiu szczęścia i nigdy też nie miał czasu na złapanie oddechu. Postać, w którą wcielił się Joaquin, jest zagubiona. Mimo że bohater chce uzyskać pomoc, nikt nie chce mu jej dać, nikt go nie słucha, wszyscy go ignorują. W końcu jego frustracja narasta i Fleck przyjmuje postać Jokera - ona daje mu wytchnienie, jest dla niego odskocznią od rzeczywistości. 

Kamera jest z Arthurem przez cały film. Dzięki temu widz ma uczucie ciągłego towarzyszenia głównemu bohaterowi, dostrzegamy jego przemianę i widzimy tortury psychiczne, którym jest poddawany. Odbiorca wchodzi w umysł postaci i zaczyna rozumieć, skąd bierze się frustracja, złość i zagubienie.

Dużą rolę w filmie odegrała muzyka, która była świetnym wsparciem dla obrazu. W produkcji, oprócz kompozycji stworzonych przez Hildura Guðnadóttira, pojawiały się również popularne piosenki z lat 70. i 80. XX wieku. W końcowej scenie można było usłyszeć utwór Cream "White Room". Ścieżka dźwiękowa idealnie wpasowała się w akcje, która działa się na ekranie. 

Od strony technicznej nie mam do filmu żadnych zarzutów. Kostiumy, scenografia i zdjęcia są dopięte na ostatni guzik. Nie miałam żadnego "ale". Ujęcia nie są ani za krótkie ani za długie. W filmie żaden fragment się nie dłuży i wszystko jest dobrze wyjaśnione. 

Produkcja miała być o wcześniejszym życiu Jokera, dualność postaci została świetnie przedstawiona. Czy warto iść na ten film do kina? Zdecydowanie. W "Jokerze" nie chodzi bowiem o przemoc czy brutalność - krwawe sceny pojawiają się w większości filmów akcji i horrorach typu "Piła". W dziele Todda Philipsa chodzi przede wszystkim o to, co inni mogą zrobić drugiemu człowiekowi. Mowa tu o braku empatii i obojętności społeczeństwa. Oczywiście, główny bohater był chory psychicznie, ale wołał o pomoc. Otwarcie przyznał, że nikt go nie słucha, a on ma coś do powiedzenia. Ci, którzy uważają, że film "gloryfikuje przemoc" są w błędzie. Film odpowiada na pytanie, co może się stać z człowiekiem, który od dziecka był krzywdzony, poniżany, wyśmiewany i maltretowany. Arthur w końcu został wysłuchany, ale było już zdecydowanie za późno. 

Wysoka ocena należy się nie tylko za charakteryzacje, zdjęcia czy muzykę. Film zasługuje na najwyższą notę dlatego, że w sposób doskonały porusza temat, który przez większość ludzi jest ignorowany. Mowa tu o odrzuceniu, ignorancji i braku empatii. Jaki jest wniosek? Nie bądź obojętny na cierpienie innych...

Ocena: 10/10

Tagi: Recenzje Joker