06.03.2019 14:45

"Kapitan Marvel" reż. Anna Boden, Ryan Fleck [RECENZJA]

"Kapitan Marvel" to 21. film Marvel Studios. Tym razem główną bohaterką jest w końcu kobieta. Czy nowa produkcja zadowoli wymagających fanów Marvela i odpowiednio przygotuje ich przed "Avengers: Endgame"?

Brie Larson (Kapitan Marvel)
foto: kadr z filmu Kapitan Marvel

Kiedy Marvel Studios ogłosiło prace nad pierwszym filmem w historii MCU poświęconym kobiecej postaci, reakcje były różne - od euforii po złośliwe komentarze na temat rzekomego wykorzystania przez twórców "mody" na ruch #MeToo. Co do tego pierwszego zjawiska, nie ma się co dziwić, w końcu "Kapitan Marvel" jest przełomem w produkcjach Marvel Studios. Co prawda superbohaterki pojawiały się w zasadzie od samego początku, ale miały raczej rolę dopełnienia męskiego bohatera, nigdy nie wysuwając się na pierwszy plan. Złośliwość pod adresem "Kapitan Marvel" są nie zasadne, bo bohaterka miała początkowo zadebiutować w roku 2015 w "Avengers: Age of Ultron". Film w reżyserii Anny Boden i Ryana Flecka wpisuje się jednak w feministyczne podejście do życia i próbuje walczyć ze stereotypami wobec kobiet. Bez względu na przyczyny powstania filmu widzowie na całym świecie zastanawiają się, przede wszystkim, czy "Kapitan Marvel" spełni oczekiwania fanów filmów o superbohaterach.

Kapitan Marvel

Historia skupia się na losach granej przez Brie Larson tytułowej bohaterki. Wojowniczka Kree imieniem Verse nie pamięta swojej przeszłości. Podczas potyczki ze zmiennokształtnymi Skrullami dochodzi do wypadku, w wyniku którego kobieta trafia na Ziemię. Tam natyka się na początkującego agenta S.H.I.E.L.D. Nicka Fury'ego (Samuel L. Jackson) i wspólnie próbują rozwikłać nie tylko zagadkę infiltracji planety przez Skrulli, ale również poznać tajemniczą przeszłość kobiety, która okazuje się być zaginioną pilotką nazwiskiem Carol Danvers. Po piętach depcze im jednak przywódca grupy Skrulli - Talos (Ben Mendelsohn). Co wyniknie ze spotkania tej trójki?

Kapitan Marvel

"Kapitan Marvel" jest w pewnym sensie prequelem poprzednich produkcji MCU, ponieważ akcja filmu rozgrywa się w latach 90. a dokładnie w 1995 roku. Na każdym kroku pojawiają się więc smaczki czytelne dla osób, które pamiętają tamte czasy. Nawiązania popkulturowe to jedno, ale nie zabrakło również komiksowych Easter-eggów. Twórcy filmu w bardzo sprytny sposób łączą komiksowe wątki prawie wszystkich superherosów posługujących się pseudonimem Kapitan Marvel. Często dochodzi do poważnych modyfikacji oryginału, ale wszystko ma swoje sensowne uzasadnienie wynikające z historii ukazanej w filmie. Nie brakuje też cameo Stana Lee i dwóch scen po napisach.

Sama fabuła nie jest może zbyt skomplikowana, a dla wiernych czytelników komiksów Marvela w wielu momentach bardzo przewidywalna, ale nie oznacza to, że zabrakło zwrotów akcji. Jest ich kilka i wpleciono je w fabułę w naprawdę przyzwoity sposób. Scenariusz autorstwa Anny Boden, Ryana Flecka, Genevy Robertson-Dworet i Jaca Schaeffera jest solidny, pozbawiony większych luk logicznych i co najważniejsze spójny od początku do końca. Bardzo dobrze wpisuje się też w większą całość, jaką jest kinowe uniwersum Marvela, tworzone od ponad 10 lat. Scenarzyści świetnie powołali do życia bohaterów filmu. Każdy jest inny, ma swoją wyjątkową osobowość i spełnia ważną rolę dla całej fabuły.

Oczywiście nie obyło się bez różnego rodzaju truizmów, klisz i bardzo prostych rozwiązań, ale należy pamiętać, że nadal mamy do czynienia z kinem superbohaterskim, skierowanym do jak najszerszej widowni. Całość jest solidnie przygotowanym filmem science fiction. Nie brakuje oczywiście zabawnych wątków humorystycznych i robiących wrażenie scen akcji. Efekty specjalne stoją na wysokim poziomie i z przyjemnością patrzy się na kosmiczne moce Kapitan Marvel.

Chociaż Brie Larson bardzo dobrze wypadła jako tytułowa bohaterka, która poszukuje własnej tożsamości, królem ekranu jest Samuel L. Jackson. Młody Nick Fury praktycznie przez cały film towarzyszy Carol, wzbudzając na ustach widzów szeroki uśmiech. Na uwagę zasługuje też kreacja Bena Mendelsohna, który stworzył z Talosa bardzo intrygującą postać. Nie należy również zapominać o rolach Jude Law (Yon-Rogg), Lashany Lynch (Maria Rambeau), Annette Bening (Supreme Intelligence) oraz Clarka Gregga, który ponownie wcielił się w agenta Phila Coulsona.

Kapitan Marvel

Ważnym elementem "Kapitan Marvel" jest aspekt feministyczny. Z czasem dowiadujemy się, że Carol od najmłodszych lat podcinano skrzydła ze względu na płeć. Los sprawił, że została obdarzona bardzo potężną mocą, która wykracza poza to, co do tej pory widzieliśmy w filmach Marvel Studios. Pod koniec bohaterka zdaje sobie jednak sprawę z faktu, że niczego nikomu nie musi udowadniać, ponieważ zna swoją wartość, w czym pomogły jej upór, odwaga i wola walki. Chociaż "Kapitan Marvel" podchodzi do feminizmu bardzo powierzchownie, to ważny głos dla wszystkich kobiet na całym świecie, które wciąż muszą walczyć o swoje prawa. Film walczy nie tylko z krzywdzącymi stereotypami na temat płci, ale również innych powodów nienawiści ludzkiej. Z filmu wyłania się więc może trochę wyświechtany, ale wciąż aktualny morał. 

Czy "Kapitan Marvel" uda się uniknąć hejtu? Zapewne nie, ale najnowszy film Marvel Studios broni się sam i podobnie jak tytułowa bohaterka, nie musi nikomu niczego udowadniać. To bardzo dobrze zrealizowane kino komercyjne, przeznaczone nie tylko dla fanów komiksów superbohaterskich. Miejmy nadzieję, że Carol Danvers stanie się wzorem do naśladowania dla tysięcy fanek Marvela na całym świecie i wychowa kolejne pokolenie widzów MCU, jak przed laty zrobił to Iron Man

Ocena: 8/10

Tagi: #Avengers 4 #Avengers: Infinity War #Black Panther #Brie Larson #Captain Marvel #Jude Law #Marvel #Marvel Comics #Nick Fury #Recenzje #Samuel L. Jackson #Stan Lee