26.07.2018
Aktualizacja: 18.04.2019 11:32

„Orange Is The New Black” – sezon 6 [RECENZJA]

Nowy sezon „Orange Is The New Black” wprowadza bohaterki w zupełnie nowe okoliczności. Jak dziewczynom z Litchfield udało się w nich odnaleźć? 

Orange is the new black
foto: materiały prasowe Netflix

„Orange Is The New Black” to jeden z najsłynniejszych seriali Netfliksa, który fani śledzą już od 6 lat. Produkcja przeszła długą drogę od serialu o konstrukcji „Zagubionych” w pierwszych 2 sezonach, przez farsę, będącą znaczącym elementem sezonu 3, po przerażający dramat więzienny w sezonie 4 i wreszcie obraz buntu, który zaprezentowano w sezonie 5. Jak na tym tle prezentują się nowe odcinki i w jakim kierunku zdecydowano się podążyć tym razem?

Orange is the new black

Nie taki max straszny jak go malują

6. sezon „Orange Is The New Black” przenosi nas do nowej lokacji, jaką jest więzienie o zaostrzonym rygorze, tzw. max. Po rebelii, która stanowiła temat poprzedniego sezonu, przyszedł czas na konsekwencje wyborów dokonanych w Litchfield przez główne bohaterki.

Początkowo sytuacja naszych ulubienic wydaje się naprawdę poważna i mamy powody, by drżeć o los Piper, Red, Taystee, Dayi  i reszty. Jednak sprawy (a przynajmniej większość z nich) zostają szybko unormowane i bohaterki trafiają do tzw. gen pop (general population), gdzie będą musiały wprawdzie dostosować się do ostrzejszych zasad panujących między więźniarkami, jednak nie będzie aż tak strasznie, jak można się było spodziewać. Klimat nowego sezonu jest bowiem raczej obyczajowy, a nie drastyczny, brutalny czy ukazujący sytuację bez wyjścia.

W tym miejscu warto zaznaczyć, by nie zrażać się sekwencją otwierającą pierwszy odcinek - jest ona dość karykaturalna, ale im dalej w las, tym zdecydowanie lepiej.

„Orange Is The New Black 6” – nowy sezon, nowa historia, nowe postacie

Po drodze z więzienia o złagodzonym rygorze do maksa zgubiono niestety kilka bohaterek, które znaliśmy i lubiliśmy od początku serialu, jednak w ich miejsce wprowadzono cały zastęp nowych więźniarek. Najważniejsze z nich to dwie skłócone siostry, Carol i Barb, które prowadzą ze sobą odwieczną i niebezpieczną wojnę. I właśnie ta wojna, w którą bardziej lub mniej dobrowolnie zostają wciągnięte główne bohaterki, stanowi główną oś fabularną „Orange Is The New Black 6” i to do jej konkluzji będziemy dążyć oglądając najnowszy sezon.

Prócz Carol i Barb poznajemy również prywatną obstawę każdej z nich. Przede wszystkim Badison i Daddy, które pełnią role ich chłopców na posyłki, oraz całą gamę nowych twarzy wcielających się w uzupełniające, drugoplanowe role. Jedne są tutaj po to, by śmieszyć, inne - by straszyć, ale ogólnie wszystkie można uznać za duży plus nowego sezonu.

Orange is the new black

Jeśli chodzi o dawną ekipę z Litchfield, już od kilku sezonów trudno mówić o głównej bohaterce, gdyż Alex, Gloria, Blanca, Daya, Maria, Red, Nicky i Lorna, Dodget, Suzanne, Taystee, Cindy i Flaca stały się ważne w takim samym stopniu co Piper. Tym razem jednak jej wątek faktycznie wysuwa się nieco na pierwszy plan. Co ciekawe, niezwykle istotna stała się również Frieda, która okazuje się spoiwem całej historii zaprezentowanej w nowym sezonie. Pozostając w temacie powrotów, możemy spodziewać się także znajomych twarzy po drugiej stronie krat, jednak niech pozostanie niespodzianką, którzy z pracowników więzienia ponownie pojawią się w serialu.

Orange is the new black

Choć w 6. sezonie „Orange Is The New Black” nie brak tradycyjnego, gorzko sarkastycznego komentarza odnośnie funkcjonowania więziennictwa w Stanach Zjednoczonych, główny wątek stanowią hierarchia i podziały panujące w maksie. Podobnie jak nowoprzybyłe bohaterki, będziemy musieli szybko przyswoić różnice dzielące bloki B, C i D.

W bloku B, zwanym Florydą, gdzie trafiają kobiety stare lub niedołężne, panuje cisza, spokój i… śmiertelna nuda. Dlatego też większość scen, które tutaj zobaczymy, będzie miała charakter humorystyczny. Bloki C i D to zupełnie inna historia. Rządzą nimi wspomniane już Carol i Barb, których celem jest zniszczyć siebie nawzajem. Fakt ten doprowadza czasem do skrajnych i niebezpiecznych sytuacji, jednak nie spodziewajmy się tutaj nerwów i napięcia, jakich dostarczył nam 4. sezon serialu. Tym razem jest zdecydowanie lżej. Po piekle i chaosie, w 6. sezonie zdecydowanie przyszedł czas na odkupienie.

Orange is the new black

Czy „Orange Is The New Black 6” trzyma poziom poprzednich sezonów?

Jak zawsze w przypadku „Orange Is The New Black”, szczególne pochwały należą się specom od charakteryzacji, którzy dokonują cudów pod kątem oszpecania aktorek występujących w serialu. To głównie dzięki nim i scenografom odpowiadającym za szare więzienne cele i korytarze, serial o więźniarkach z Litchfield wciąż pozostaje realistyczny, mimo absurdów, jakie pojawiają się często w warstwie fabularnej. Nie bez znaczenia jest oczywiście także aktorstwo, jednak w 6. sezonie bywa ono momentami trochę zbyt teatralne. Na podziw zasługują przede wszystkim nowe członkinie obsady: Henny Russell, Mackenzie Phillips, Vicci Martinez i Amanda Fuller, które wcieliły się w Carol, Barb, Daddy i Badison - tak doskonale irytującą, że czasem sama masz ochotę dać jej w twarz.

Orange is the new black

Docenić należy również scenariusz, który czyni z 6. sezonu spójną i odrębną całość z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Dłużyzny praktycznie się nie pojawiają i naprawdę bardzo niewiele wątków można uznać za niepotrzebne. Twórcom udało się idealnie wywarzyć emocje i sprezentować fanom interesującą i kompletną opowieść. Czy po takim zakończeniu zdecydują się dopisać ciąg dalszy? Na pewno zostawili sobie taką możliwość. Pytanie tylko, czy warto, skoro historia, którą mieli do opowiedzenia, tak naprawdę już się skończyła, o czym przekonacie się, oglądając 13 nowych odcinków „Orange”.

Orange is the new black

Premiera 6. sezonu „Orange Is The New Black” odbędzie się 27 lipca 2018 roku. Oczywiście tylko na Netflix.

Ocena: 7/10

Tagi: Seriale Recenzje Orange Is The New Black Netflix