24.05.2019 17:58

"Pokemon: Detektyw Pikachu", reż. Rob Letterman [RECENZJA]

24 lata. Tyle właśnie musieli czekać pierwsi fani Pokemonów na film aktorski opowiadający o tych wspaniałych stworkach. A potem wszedł on... Cały na żółto. I z prądem skrzącym się z czerwonych policzków. 

Pokemon: Detektyw Pikachu
foto: kadr z filmu

"Pokemon: Detektyw Pikachu" to 1. film aktorski osadzony w świecie kieszonkowych stworków. Oczekiwania wobec produkcji nie były zbyt wygórowane, a to wszystko dlatego, że "dzieła" kinowe na podstawie gier nie mają zbyt dobrej historii. Na szczęście twórcom "Detektywa Pikachu" udało się im sprostać i to z nawiązką - bo jest to nie tylko całkiem udana adaptacja znanej gry, ale przy okazji też zaskakująco kompetentnie zrobiony film. 

Zacznijmy więc od tego, co najlepsze w "Detektywie Pikachu" - jest to definitywnie świat przedstawiony w produkcji. Nie tylko projekt miasta Ryme City zachwyca, ale także oczywiście wszystkie Pokemony, które się w nim znajdują. Od przesłodkich stworków, takich jak Bulbasaur i oczywiście Pikachu, przez odpychającego Lickitunga i Mr. Mime'a, aż do przerażającego Charizarda i jeszcze bardziej złowieszczo wyglądającego Gyaradosa. Każdy ze stworków wygląda świetnie i jest udanie "urzeczywistniony" na potrzeby filmu aktorskiego (z drobnym wyjątkiem Gengara, którego na szczęście nie ma w filmie zbyt dużo). 

Jeśli chodzi zaś o miasto Ryme, to jest ono wspaniale oświetlone neonowymi kolorami, odpowiednio "ubrudzone" (jak na prawdziwy film o detektywach przystało) i niepozbawione skaz. Ogromne wieżowce są czyste, ale jednocześnie wyglądają, jakby faktycznie mieszkaliby w nich ludzie. Dział odpowiedzialny za stronę wizualną produkcji naprawdę zasłużył na duże pochwały. 

Ale przejdźmy do dania głównego, czyli Ryana Reynoldsa w roli puchatego detektywa. Czy aktor sprawdził się w roli Pikachu? W dużym skrócie: tak, ale nie do końca. Już tłumaczę dlaczego - Reynolds jako zgryźliwy, nieco denerwujący i wiecznie rzucający żartami Pokemon jest świetny. Gwiazdor każdą swoją linijkę tekstu rzuca z niewymuszonym luzem i w taki sposób, że chcemy go dalej słuchać. Niestety skutecznie mu w tym przeszkadza scenariusz, nad którym niestety nie pracowali spece od "Deadpoola". Oni potrafią bowiem przygotować scenariusz idealnie pasujący do Reynoldsa. W "Detektywie Pikachu" niestety czasami tego brakuje. 

Zresztą w ogóle scenariusz jest najsłabszym ogniwem filmu. Nie jest pod żadnym względem tragiczny, ale pozostawia sporo do życzenia nie tylko przez wzgląd na momentami słabe dialogi, ale też na wydarzenia, które dzieją się w "Detektywie Pikachu". Nie będę oczywiście spoilerował produkcji, ale twórcy przygotowali o jeden zwrot fabularny za dużo, przez co końcówka filmu staje się zbyt zagmatwana. Reszta jest akceptowalna w porywach do niezłej - sam pretekst do zawiązania akcji jest na tyle dobry, że bez problemu "kupujemy" motywacje naszych głównych bohaterów. 

Zostając chwilę przy herosach - zarówno Justice Smith (Tim Goodman), jak i Katheryn Newton (Lucy Stevens) sprawdzają się w swoich rolach (zwłaszcza Smith). Newton dostała niestety bardzo nierówne dialogi, które raz kreują ją na przerysowany i nieśmieszny stereotyp aspirującej dziennikarki, a raz traktują ją bardzo "ludzko", zbliżając ją do nas i sprawiając, że ją zaczynamy lubić. Ten dysonans naprawdę przeszkadza w odbiorze "Detektywa Pikachu". 

Jako fan serii "Pokemon" nie mogę również wybaczyć twórcom tego, że w filmie użyto tak małej ilości utworów muzycznych z gier, czy serialu anime. Te pojawiają się bowiem raz w trakcie filmu, a potem jeszcze w napisach końcowych. Świat gier "Pokemon" ma na tyle dużo rozpoznawalnych motywów, że twórcy bez problemu mogliby do nich upchnąć kilka nawiązań w ścieżce dźwiękowej. Nie jest to jednak zarzut kierowany stricte w stronę filmu, a raczej narzekania niezadowolonego fana i nie wpływa to na ogólną ocenę "Detektywa Pikachu". 

A ta będzie definitywnie pozytywna, ponieważ przez znakomitą większość filmu bawiłem się dobrze. Owszem, żartów Pikachu było za dużo i można było się skupić na jakości, nie ilości, a i scenariusz można było przejrzeć jeszcze raz. Z drugiej strony "Detektyw Pikachu" jest jednak czarujący, momentami przepiękny do oglądania, a twórcy podeszli do materiału źródłowego ze sporą ilością szacunku i jednocześnie nie wypełnili filmu samymi nawiązaniami do gier, tylko faktycznie starali się opowiedzieć ciekawą i łapiącą za serce historię. Możemy się oficjalnie cieszyć, że nareszcie doczekaliśmy się w miarę udanej adaptacji gier.

Ocena: Pika-pika!/10

 

Tagi: #Detektyw Pikachu #Pokemon #Recenzje