07.08.2018 14:15

„Rozczarowani” – sezon 1 [RECENZJA]

„Rozczarowani” to nowa produkcja twórcy „Simpsonów”, Matta Groeninga, która opowiada o przygodach księżniczki Bean i jej dwóch przyjaciół - demona Luci i elfa Elfo. Czy dorówna poprzednim produkcjom, które wyszły spod ręki Groeninga?

Disenchantment
foto: materiały prasowe

Netflix podjął współpracę z twórcą „Simpsonów” i „Futuramy”, aby przygotować nowy serial „Rozczarowani” (org. „Disenchantment”), który opowiada o przygodach trójki przyjaciół – nastoletniej księżniczki Bean, jej demona o dźwięcznie brzmiącym imieniu Luci (lub jak ktoś woli Lucille) oraz pozytywnie nastawionym do życie elfie zwiącym się Elfo. Razem paczka przeżywa absurdalne przygody, o których nie będziemy za dużo mówili, by nie psuć Wam zabawy.

Wspominając o zabawie – ta momentami jest naprawdę przednia. Serial „Rozczarowani” potrafi rozbawić nie tylko dialogami, ale również i ukrytymi smaczkami. Warto czytać wszystkie nazwy, które pojawiają się na ekranie (wypatrujcie zwłaszcza przestrogi przed rasistowskim jeleniem, inaczej nie zrozumiecie jednego z żartów). Oprócz tego humor jest bardzo różnorodny, bo poza idiotycznymi wymianami zdań widzimy również slapstick, nieco czarnego humoru, a także gierki słowne.

O czym jest serial Rozczarowani?

Fabuła opowiada o przygodach Bean (Abbi Jacobson), która chce się wyrwać spod klosza, który nałożył na nią jej ojciec, król Zog (w tej roli świetny John Di Maggio). Nie pomaga jej w tym fakt, że dziewczyna ma wręcz dar do przyciągania kłopotów. Dodatkowo w poszukiwaniu kolejnych problemów pomaga jej demon Luci, z którym Bean zostaje połączona na wieki przez niesprzyjających jej magów. Szybko okazuje się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują i grany przez Erica Andre stwór staje się przyjacielem księżniczki. Oczywiście w międzyczasie namawia ją do wszelkiego złego, ale cóż, taki jest już urok demona.

Listę głównych bohaterów zamyka elf zwany Elfo (Nat Faxon), który postanawia, że chce zaznać smaku żalu, smutku i goryczy. Opuszcza więc swój rodzinny dom i niedługo potem poznaje księżniczkę i demona. Leśny stworek jest przeciwieństwem Luciego i za wszelką cenę stara się, by Bean postępowała jak najlepiej. Jego naiwność i niewinność jest częstym obiektem drwin ze strony demona, co powoduje między nimi wiele zabawnych niesnasek. Wszystkie kluczowe postaci są naprawdę świetnie napisane i oglądanie ich przygód po prostu bawi. Zdecydowanie najlepiej odegranym i napisanym bohaterem jest Luci, który łączy w sobie ogromny naturalny luz z bardzo mrocznym poczuciem humoru.

Głowni bohaterowie Rozczarowanych

Bohaterowie są bardzo współcześni. Widać, że Groening i jego scenarzyści inspirowali się nowszymi produkcjami, takimi jak „Rick i Morty”, czy „BoJack Horseman”. Żarty w znakomitej większości bawią, humor wizualny również zasługuje na pochwałę. Jedynym problemem jest fabuła, która momentami jest nieco zbyt sztampowa oraz nie oferuje dziwnych i ciekawych zwrotów akcji, które mogliśmy zobaczyć w innych serialach - chociażby tych, które wymieniliśmy kilka zdań wcześniej. Odcinki nie są ze sobą ściśle powiązane fabularnie (oprócz pierwszych dwóch), więc nie musicie się martwić, że obejrzycie je nie po kolei.

Niedociągnięcia fabularne zostają jednak przykryte przez charyzmatyczne, zabawne i bardzo ludzkie postaci, świetną grę aktorską głównych bohaterów (zwłaszcza Erica Andre, który urodził się by grać małego koto-podobnego demona na wzór Behemota z „Mistrza i Małgorzaty”) oraz wspaniałą warstwę wizualną. Animacja stworzona przez odpowiedzialne za „Futuramę” Rough Draft Studios, stoi na naprawdę wysokim poziomie i zostawia w tyle nieco prymitywną kreskę znaną z np. „South Park”, czy wspomnianego „Ricka i Morty’ego”. Serial nie jest również tak wulgarny, jak wymienione wcześniej seriale, ale nie jest to zarzut, a jedynie obserwacja. Być może dla niektórych serial dla dorosłych bez przekleństw nie jest serialem dla dorosłych.

Na uwagę zasługuje również naprawdę świetna oprawa muzyczna serialuMark Mothersbaugh („Thor: Ragnarok”, czy „Lego: Przygoda” odpowiedzialny za soundtrack „Rozczarowanych” napisał ciekawe melodie, które od razu łatwo zapamiętać i idealnie pasują do średniowiecznych czasów przedstawionych w nowej produkcji Groeninga.

Podsumowanie

Pierwszy sezon „Rozczarowanych” jest naprawdę ciekawą produkcją. Matt Groening i jego ekipa wykreowali bardzo dobry świat przedstawiony, dodali do tego wspaniałe postaci główne i bardzo kolorowych bohaterów pobocznych. Zapomnieli nieco o fabule, która momentami nuży, ale na szczęście zabawne dialogi i śliczna animacja pozwalają to wybaczyć. Na razie jest bardzo dobrze, ale może być wybitnie. Nie stanie się hitem na miarę „Simpsonów”, „South Park”, czy „Ricka i Morty’ego”, ale tego się raczej nikt nie spodziewał. To po prostu bardzo solidna dawka dobrej zabawy.

OCENA: 8/10

Premiera pierwszego sezonu „Rozczarowanych” już 10 sierpnia 2018 roku. Serial do obejrzenia na platformie Netflix.

Kamil Kacperski
Tagi: Recenzje Netflix