18.01.2018
Aktualizacja: 18.04.2019 11:35

„Wszystkie pieniądze świata”, reż. Ridley Scott [RECENZJA]

Najnowsze dzieło Ridley’a Scotta to film dobry, ale na pewno niewart wszystkich pieniędzy świata.

„Wszystkie pieniądze świata”, reż. Ridley Scott [RECENZJA]
foto: materiały prasowe

Prawdziwa historia rodu Gettych a fikcja ekranu

Porwanie Jeana Paula Getty’ego III to fascynująca historia, którą napisało życie. Zadufany w sobie wnuk miliardera wpada w ręce porywaczy, jego matka – która wyrzekła się fortuny teścia – nie ma z czego zapłacić okupu, a obrzydliwie bogaty dziadek jest na tyle skąpy, że płaci dopiero wtedy, kiedy udaje mu się zbić cenę za życie wnuka do kwoty, którą może sobie odliczyć od podatku.

Niestety każdy, kto choć trochę znał tę historię, nie będzie czerpał należytej satysfakcji z oglądania „Wszystkich pieniędzy świata”. Nawet mimo tego, że na potrzeby stworzenia iście hollywoodzkiego filmu z happy endem, historia ta została mocno przekłamana. Bo jak ma trzymać w napięciu film, którego zakończenie znane jest już na samym początku, a w którym wcale nie chodzi o brawurowe rozwiązywanie sprawy (jak np. w serialu o poruczniku Colombo)? Tylko właśnie o to napięcie (Zapłaci czy nie zapłaci? Przeżyje czy nie przeżyje?), którego nie ma. Dodatkowo, mocy temu thrillerowi ujmuje fakt, że niemal wszystkie najważniejsze zwroty akcji znalazły się już w zwiastunie filmu. Więc jeśli nawet są takie osoby, które o Gettych nigdy nie słyszały, o większości rzeczy planowanych jako zaskakujące, i tak dowiedziały się z trailera. (W tym miejscu można byłoby powiedzieć, że Denis Villeneuve wiedział, co robi, kiedy zdecydował o tym, by zwiastuny „Blade Runnera 2049” zdradzały jak najmniej, gdyby nie fakt, że przyczyniło się to do klapy finansowej jego filmu.)

jean paul getty III

Kobiety i starcy górą

Dość już jednak narzekania, bo jak wspomniałam na wstępie – „Wszystkie pieniądze świata” to film dobry. Naprawdę. Nie dłuży się, ukazuje ciekawą historię (abstrahując już od tego czy znaną, czy nie), a do tego miło patrzy się na starcie Michelle Williams i Christophera Plummera. Choć grane przez nich postaci spotykają się na ekranie raptem trzy razy, to właśnie konflikt między nimi jest tym, dla czego warto obejrzeć ten film. Mogłoby tak naprawdę chodzić o cokolwiek – porwany dzieciak czy były agent CIA mogliby się w tym filmie w ogóle nie pojawiać. Wiadomo, że w tej konkretnej opowieści są potrzebni z powodów fabularnych, jednak ani Mark Wahlberg jako Fletcher Chase, ani Charlie Plummer jako Jean Paul Getty III nie wnoszą żadnej energii do tego filmu. Tym bardziej smuci fakt, że genialna Michelle Williams, która wciela się w główną bohaterkę, Abigail Harris, otrzymała o wiele mniejszą gażę niż będący jej tłem Wahlberg.

wszystkie pieniądze świata 2

Jeśli zaś chodzi o postać Getty’ego seniora, bardzo trudno jest ocenić, czy zmiana aktora okazała się dla filmu korzystna. Z jednej strony, Christopher Plummer jest wspaniały i o wiele bardziej pasuje do roli starca-miliardera niż Kevin Spacey. Jednak z drugiej – 88-letni aktor jest zbyt sympatyczny. Spacey zdecydowanie wzbudza większy dystans i niechęć niż poczciwy Plummer. Niemniej, już sama rola została napisana tak, by Getty stał się nieco przyjemniejszy niż był w rzeczywistości, dlatego ostatecznie starcie wygrywa jednak Plummer.

W kwestii obsady warto wymienić jeszcze jedno nazwisko – Romaina Durisa. Ten francuski aktor, który dotychczas cieszył się emploi amanta, doskonale sprawdził się w roli niedomytego, włoskiego porywacza o złotym sercu.

wszystkie pieniądze świata recenzja 2

Czy warto pójść na „Wszystkie pieniądze świata”?

Jeśli lubi się typowe amerykańskie kino, to tak. Tym bardziej, że film Scotta w kilku kwestiach naprawdę wyróżnia się na plus. Poza tymi wymienionymi już wcześniej, bez wątpienia jest to również jego humorystyczny aspekt. Twórcy „Wszystkich pieniędzy świata” mają świadomość, że historia, którą opowiadają bywa absurdalna i robią z tego użytek, rozluźniając w ten sposób atmosferę. To bardzo duży atut tej produkcji, bo hollywoodzcy reżyserzy, jak nikt inny, BARDZO lubią przesadzić z patosem. W uniknięciu patosu pomagają także użyte w filmie utwory „Wild Horses” The Rolling Stones, „Time of the Season” The Zombies czy „It’s a Man’s World” Jamesa Browna (nie wiedzieć czemu zaśpiewany po włosku, jakby nie było oryginalnych włoskich piosenek nadających się do sceny).

Nieco gorzej wypadają zdjęcia utrzymane w kolorystyce sepii lub chłodnych odcieni niebieskiego. Niestety widać, że za mało tu współpracy autora zdjęć, Dariusza Wolskiego, ze scenografem i kostiumografem, a za dużo podkręcania kolorów w postprodukcji, co momentami sprawia wrażenie, jakby nie był to celowy zamysł, a problem z balansem bieli. Poza tym, podrasowane podczas korekcji barwnej zdjęcia i tak nie wystarczyłyby, by dodać filmowi artyzmu.

Film „Wszystkie pieniądze świata” pozostaje więc typowym przedstawicielem hollywoodzkiego kina stylu zerowego – sprawnie zrealizowanego przez rzemieślników, z gwiazdorską obsadą przed kamerą i słynnym reżyserem za nią – które jednak nie oferuje niczego, co mogłoby sprawić, że pamięta się o nim dłużej niż 24 godziny po seansie. Dlatego, choć jest to film o wiele lepszy od wielu powstających dziś gniotów, nikt nigdy nie nazwie go swoim ulubionym i wszyscy zapomną o nim jeszcze przed końcem pierwszego kwartału.

Premiera filmu: 26 stycznia 2018 roku

Ocena: 7/10

Tagi: Recenzje Ridley Scott Wszystkie pieniądze świata