Chrześcijański portal zrecenzował „Gwiezdne wojny”. Czy „przestrzegają przed panowaniem Antychrysta”?

Maciej Koprowicz
19.01.2018 12:15
Chrześcijański portal zrecenzował „Gwiezdne wojny”. Czy „przestrzegają przed panowaniem Antychrysta”? Fot. kadr z wideo, Paint

Misją portalu KulturaDobra.pl jest ocenianie znanych dzieł kinematografii pod kątem zgodności z doktryną chrześcijańską. Jak ocenił kosmiczną sagę z jej Mocą i rycerzami Jedi?

„Gwiezdne wojny” to coś więcej, niż tylko cykl filmów. To całe uniwersum, z własną wizją wszechświata i filozofią. Tworząc je, George Lucas inspirował się nie tylko klasycznymi dziełami fantasy i science fiction, ale również religiami i mitologiami z całego świata.

W galaktyce „Gwiezdnych wojen” podstawą życia jest Moc, tajemnicza siła, przenikająca wszystko. Idea ta zainspirowana została między innymi buddyzmem oraz filozofią panteizmu, negującą Boga osobowego, w zamian proponując utożsamienie Go z wszechświatem i przyrodą. W świecie stworzonym przez Lucasa nie ma zatem bezpośrednich nawiązań do ziemskich religii, nie ma też idei Boga.

Taka wizja niekoniecznie musi trafić do konserwatywnie i ortodoksyjnie nastawionych wyznawców religii teistycznych, w tym chrześcijaństwa. Okazuje się jednak, że w „Gwiezdnych wojnach” nawet oni mogą znaleźć sporo pozytywów.

Na portalu KulturaDobra.pl można przeczytać recenzje filmów i seriali – od blockbusterów i aktualnych telewizyjnych hitów po wartościowe kino artystyczne. Nie byłoby w tym nic zaskakującego – takich stron z recenzjami w polskim internecie jest wiele. Ale żadna nie ocenia filmów przede wszystkim pod kątem zgodności z doktryną chrześcijańską.

W dziale „Misja serwisu” jego autorzy piszą:

Celem i misją tego portalu jest właśnie pomaganie chrześcijańskim rodzinom w odróżnianiu tego co w tzw. kulturze masowej jest dobre i godne polecenia od tego co stanowi w niej części występne, zgniłe albo bardzo niebezpieczne. W tekstach i recenzjach umieszczanych na tym portalu zamierzamy poświęcać więcej miejsca tym filmom, książkom i muzyce, które zasadniczo rzecz biorąc można uznać za budujące dla dusz, jednak nie znaczy to, iż będziemy unikać ostrzegania przed tymi z nich, które z tradycyjnie chrześcijańskiej perspektywy uznajemy za niszczące i szkodliwe. Przede wszystkim jednak celem tej witryny internetowej jest promocja tego co jeszcze jest dobre, zdrowe i chrześcijańskie („explicite” bądź implicite”) w kulturze masowej (przy jednoczesnej świadomości, iż przeważają w niej raczej treści złe, bezbożne, wątpliwe i niebezpieczne).

Innymi słowy, recenzje na portalu mają wskazywać, które filmy może obejrzeć dobra chrześcijańska rodzina bez wyrzutów sumienia. Recenzenci biorą pod uwagę poziom obecności „nieprzyzwoitego języka”, „przemocy/grozy”, „seksu”, „nagości/nieskromności”, „wątków antychrześcijańskich” i „fałszywych doktryn”. Trzeba jednak zaznaczyć, że walory artystyczne mogą w ich oczach poprawić osąd jakiegoś wątpliwego moralnie filmu. Skala ocen portalu wygląda następująco:

  • +4 – Bardzo dobry
  • +3 – Dobry
  • +2 – Dobry ale z poważnymi zastrzeżeniami
  • +1 – Dobry ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami
  • -1 - Wyraźnie niebezpieczny albo dwuznaczny
  • -2 - Wyraźnie zły
  • -3 - Bardzo zły
  • -4 - Ekstremalnie zły

Portal stał się słynny w internecie dzięki miażdżąco krytycznej recenzji animacji „Happy Feet. Tupot małych stóp” o przygodach tańczących pingwinów. Recenzent wystawił jej ocenę „bardzo zły”, argumentując ją obecnością w filmie „apologii bezbożności i ateizmu”, a także „rozwiązłości seksualnej, obsceniczności oraz pozamałżeńskich tańców damsko-męskich”.

Doczekaliśmy się też opinii Kultury Dobra na temat „Gwiezdnych wojen”, a konkretnie epizodów I-VI. Okazało się, że cykl generalnie został odebrany przez chrześcijańskiego krytyka filmowego pozytywnie, choć z poważnymi zastrzeżeniami. Filipowi Łapińskiemu nie spodobał się oczywiście panteistyczny koncept Mocy.

Mówiąc wprost, metafizyka „Gwiezdnych Wojen” sięga swoimi korzeniami głęboko na Wschód, i to właśnie może być największym mankamentem tej produkcji. Pan Bóg nie jest bowiem bezosobową panteistyczną siłą, a więź z nim nie jest jedynie „dla wybrańców”.

Na szczęście recenzent potrafi spojrzeć na filmy Lucasa bez podejścia religijnego fundamentalisty. Rozsądnie stwierdza:

Z drugiej strony, nie należy popadać w paranoję. Metafizyka filmu nie jest w nim zarysowana aż tak wyraźnie, by widz o przeciętnej wrażliwości doznał „panteistycznego ukąszenia”. Wypowiedzi tyczące się Mocy pojawiają się w każdej części, ale zawarte są głównie w spokojniejszych (a przez to mniej zapadających w pamięć) scenach pomiędzy wydarzeniami stanowiącymi centrum wartkiej fabuły. Produkcja Lucasa nie jest więc żadnym buddyjskim lub hinduistycznym katechizmem w formie video, lecz opowieścią, dla której rama światopoglądowa Wschodu stanowi tylko pewne tło.

Potrafi także docenić jednoznaczny podział na Jasną i Ciemną Stronę Mocy, czyli dobro i zło.

By oddać sprawiedliwość trylogiom Lucasa, należy stwierdzić że w nieco płytszej niż metafizyczna warstwie fabularnej, w wyraźny sposób promują one bardzo dobre postawy i cnoty. Jak często zdarza się również w licznych niekoniecznie chrześcijańskich produkcjach, widzimy tutaj wyraźną pochwałę przyjaźni, trzeźwości moralnej, potrzebę przedkładania interesu bliźnich nad własny.

Łapiński interesująco interpretuje duchowe przemiany Dartha Vadera.

Kuszenie i upadek Anakina nawiązuje do grzechu pierworodnego – tak jak Adam i Ewa dając omamić się chęcią poznania dobra i zła zaprzedali nieśmiertelność, tak rycerz Jedi zdradził dobro na rzecz zła, by unieśmiertelnić swoją żonę. Obydwie decyzje zakończyły się katastrofą całego świata. Film zawiera również znamienną i aktualną zwłaszcza w XXI wieku przestrogę przed panowaniem apokaliptycznego Antychrysta – potwór totalitaryzmu rodzi się bowiem w samym sercu demokratycznej republiki oraz działając w tajemnicy poprzez moralną korupcję zakonu Jedi i destabilizację państwa i wojnę domową, sięga wreszcie po władzę – przy grzmiącym aplauzie oszukanych ludzi.

„Gwiezdne wojny” nawiązują również do tradycyjnie chrześcijańskiej koncepcji nawrócenia zatwardziałego grzesznika, wskazując możliwość odkupienia i zadośćuczynienia za popełnione grzechy. Szkoda jedynie, że w przedstawionej tu historii człowiek staje się nie tylko swoim własnym katem, ale również i wybawicielem; nie potrzebuje łaski z zewnątrz, bo też nie ma Boga, który mógłby go nim obdarzyć.

Ważną zaletą „Gwiezdnych wojen” jest także brak wszelkich pozamałżeńskich interakcji damsko-męskich, nie tylko tańców.

Fabuła filmu (choć raczej tylko nowszej z trylogii) zdaje się nawet w dyskretny sposób popierać instytucję małżeństwa – miłość głównych bohaterów w II części nie przeradza się w czczy romans, lecz prowadzi wprost do ślubu (zaś poczęcie ich potomstwa zostaje chronologicznie umiejscowione już po nim). W obu trylogiach pojawiają się niestety również pozamałżeńskie namiętne pocałunki, a także (choć rzadko) wyraźnie nieskromne stroje.

KulturaDobra.pl oceniła ostatecznie sagę na +1, czyli „Dobry ale z bardzo poważnymi zastrzeżeniami”, stwierdzając, że jest odpowiedni dla rodzin ze starszymi dziećmi. Seans filmu należy jednak poprzedzić „pouczeniem dzieci o fałszywości zawartych w filmach tez metafizycznych”.

Maciej Koprowicz Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.