08.09.2016 21:29

Filmy, które podzieliły Polaków

Kino ma poruszać, kino ma wzbudzać emocje - taka jego misja. Wielość opinii i poglądów, to rzecz normalna, czasami jednak wszystko idzie o krok za daleko i doświadczenie przeżycia filmowego zamiast łączyć i wywoływać poczucie wspólnoty, dzieli.

Filmy, które podzieliły Polaków
foto: materiały prasowe

Na warszawskim pokazie filmu „Smoleńsk” doszło nie tylko do słownych utarczek, ale i do wzajemnego przepychania oraz gróźb rozwiązania problemu różnic światopoglądowych przed budynkiem kina. Podczas gdy część widowni przeżywała wyświetlane obrazy ukazujące spojrzenie Antoniego Krauzego na katastrofę smoleńską, inni dawali manifest zupełnie innego podejścia do dzieła głośno je wyśmiewając. Tragiczne wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku podzieliły Polaków. Nie inaczej dzieje się teraz z filmem odwołującym się do tych zdarzeń. Dla jednych to głębokie doświadczenie, dla innych zaś zwykła propagandowa agitka.

Rodzime dokonania w dziedzinie kinematografii dzieliły nas już wcześniej i nie chodzi tu o odmienne oceny dzieła filmowego jako takiego. Największe kontrowersje w ostatnich latach, ale przecież i wcześniej, wzbudza kino pamięci narodowej. Ta tendencja w polskiej sztuce filmowej z pewnością przybrała na sile dzięki dużo łatwiejszemu dostępowi do wiedzy o przeszłości. Zawdzięczamy to m.in. powszechnemu dostępowi do sieci, ale też możliwości zajrzenia do archiwów odpowiednich instytucji. Oczywiście rozprawienie się z dawnymi epokami nasi twórcy rozpoczęli już wraz ze zmianą systemową i upadkiem komunizmu, a przecież i wcześniej krytyka ustroju nie była im obca, by wspomnieć tylko zjawisko Kina Moralnego Niepokoju. Jednak zwrócenie się do przeszłości i chęć przepracowania dawnych spraw narosło właśnie w ostatniej dekadzie.

Cholerne żydostwo

W powojennej Polsce na ulicach często dało się usłyszeć, że „jedno co Hitler zrobił dobrze, to to, że rozprawił się z Żydami”. Antysemickie nastroje były obecne na naszych ziemiach i w czasie trwania II wojny światowej, jak i po niej i utrzymują się zresztą do dziś. Polska Ludowa dbała o to, żeby wiedza obywateli w zakresie tego, jak my sami traktowaliśmy mniejszości żydowskie nie przedostawała się do ogólnej świadomości. Ten stan rzeczy zmienił się dopiero z nastaniem XXI wieku. Nic więc dziwnego, że po temat sięgnęło też w końcu kino.

Podziały w społeczeństwie widoczne były zarówno przy okazji premiery „W ciemności” Agnieszki Holland, gdzie Leopold Socha ukrywa i ratuje „swoich Żydków”, oraz przy wejściu do kin „Pokłosia” Władysława Pasikowskiego, gdzie jest zaś mowa o ich mordowaniu.

W drugim z wymienionych przypadków wśród odbiorców pojawiły się skojarzenia z pogromem w Jedwabnem, czyli o masowym morderstwie z lipca 1941 roku dokonanym przez grupę około 40 Polaków na kilkuset Żydach zamieszkujących miasto i okolice. Obraz twórcy „Psów” określano jako „antypolski”, dlatego też zniknął z repertuaru kina w Ostrołęce. Zamiast upatrywać w nim reżyserskiej wizji pozwalającej na zdobycie świadomości historycznej, pojawiły się zarzuty o promowanie negatywnego wizerunku Polaka-antysemity. Już zresztą na etapie kręcenia filmu inspirowanego książką „Sąsiedzi” autorstwa Jana Tomasz Grossa, pojawiły się pierwsze kontrowersje. Maciej Stuhr, odtwórca głównej roli w „Pokłosiu” wyznał, że osoba, która miała użyczyć swojego domu mającego zagrać w filmie, po zapoznaniu się ze scenariuszem wycofała się z podpisanej umowy, w obawie o to, że miejscowa ludność spali jej dobytek. Z kolei miejscowi, którzy chcieli załapać się na statystowanie stawiali warunek, że nie chcą grać Żydów.

Z zarzutem o antypolskość spotkał się też Paweł Pawlikowski, po tym jak jego „Ida” odniosła sukces zdobywając Oscara w kategorii Najlepszy film nieanglojęzyczny. Wcześniej mało kto o obrazie słyszał - w ciągu roku zobaczyło go w Polsce 130 tysięcy osób, czterokrotnie więcej widzów wybrało się na film we Francji. Beata Szydło publicznie krytykowała dzieło o spotkaniu wychowanej w klasztorze młodej dziewczyny o żydowskim pochodzeniu z jej ciotką, stalinowską sędziną:

"

Oczywiście fakt, że polski film otrzymuje tak ważną nagrodę, jest dużym wyróżnieniem. Jednak według mnie akurat ten na pewno nie był promocją Polski, raczej rysował jej negatywny obraz. Pod względem artystycznym też mi się niespecjalnie podobał. Zdziwiłam się, że dostał Oscara. "

Gdy „Ida” trafiła do TVP 2, przed filmem odbyła się stronnicza debata o dziele i została wyświetlona plansza, na którą nie zgodzili się twórcy. Informowała ona m.in., że Polacy ratowali Żydów w czasie II wojny światowej, zaś Instytut Yad Vashem najwięcej tytułów Sprawiedliwych wśród Narodów Świata przyznał Polakom. Gildia Reżyserów Polskich oburzona narzuceniem przez telewizję ideologicznej interpretacji dzieła wystosowała list otwarty do Jacka Kurskiego i Macieja Chmiela. Podpisało się pod nim w sumie 44 rodzimych twórców, w tym m.in.: Agnieszka Holland, Jan Komasa, Andrzej Wajda, Wojciech Smarzowski czy Małgorzata Szumowska.

Cenzura narodowościowa?

Grażyna Torbicka, autorka cyklu „Kocham kino” odeszła w kwietniu 2016 roku z Telewizji Polskiej, gdyż według nieoficjalnych informacji, oburzył ją panel dyskusyjny przed „Idą”. Jacek Kurski z kolei skrytykował dziennikarkę zarzucając jej ocenzurowanie rozmowy z reżyserem „Historii Roja”. Miała ona wyciąć fragment wywiadu, na którym najbardziej zależało Jerzemu Zalewskiemu. Przekonywał on, że przez sześć lat poprzednicy Kurskiego blokowali obraz.

„Historia Roja” zresztą raz jeszcze była kością niezgody. Minister Kultury, Piotr Gliński, ostro zareagował na brak filmu w konkursie głównym Festiwalu Filmowego w Gdyni. Pojawiły się oskarżenia o cenzurę:

"

Odnoszę wrażenie, że decyzja ta nie miała związku z jego artystyczną wartością. Pominięcie „Historii Roja” przez komisję festiwalu w Gdyni nie jest pozytywnym sygnałem dla polskiej kultury. W demokratycznym kraju nie powinno mieć miejsca blokowanie filmów przez komisje festiwalowe. Widzom festiwalu powinno przysługiwać prawo oceny filmu Jerzego Zalewskiego, jego wad i zalet. "

Michał Oleszczyk, dyrektor artystyczny Festiwalu Filmowego w Gdyni, zdecydował się jednak na specjalny pokaz „Smoleńska”. Przynajmniej na to minister Gliński nie może narzekać.

Kino obrazą Kościoła

„Gdzie diabeł nie może, tam reżysera pośle” - tak przynajmniej mogą uważać środowiska katolickie, gdyż spór pomiędzy X Muzą a klerem miał już miejsce kilkukrotnie. Jeszcze w latach 60. księża nawoływali z ambony, aby wierni bojkotowali, bodaj jedno z największych osiągnięć Jerzego Kawalerowicza, „Matkę Joannę od Aniołów” - obraz o zakonnicy opętanej przez demona (choć taki opis znacząco spłyca to, co mogliśmy zobaczyć na ekranie). Przeciwko filmowi protestował też Watykan, a na festiwalu w Cannes w 1961 roku przełożono jego projekcję na wcześniejszą datę w obawie o to, że obraz może zostać wycofany z konkursu.

Napiętnowana też była Małgorzata Szumowska za „W imię...”, gdzie Andrzej Chyra wcielił się w księdza homoseksualistę. Reżyserka wyznała, że miała świadomość tego, że dla Polaków jej obraz mógł się wydać przekraczaniem tabu, dodała także, że z takimi spostrzeżeniami spotyka się wyłącznie w ojczyźnie. Zagraniczne media pisały, że temat kapłana homoseksualisty, na Zachodzie stracił już termin ważności. Obraz oburzał, ale tak naprawdę nie miał czym, gdyż Szumowska mimo że weszła na terytorium tabu dotykając homoseksualizmu i seksualności księży, to zrobiła to niezwykle subtelnie - bez osądzania i jakiegokolwiek radykalizmu. To nie przeszkodziło jednak katolickim mediom w podniesieniu larum.

„Niewinne” to dzieło francuskiej reżyserki, Anne Fontaine, jednak z rodzimą obsadą i dotykające polskiej sprawy gwałtu Sowietów na zakonnicach. Obraz był pokazywany w Watykanie papieżowi Franciszkowi w towarzystwie księży i zakonnic i spotkał się z aprobatą głowy Kościoła oraz duchownych. Inaczej jednak sprawa wyglądała w Polsce. Siostra Małgorzata Borkowska zarzuciła Anne Fontaine przekłamanie twierdząc, że w żadnym z dziewięciu klauzurowych zakonów, które istniały w 1945 roku, nie miały miejsca podobne wydarzenia. Tego samego zdania są matka Weronika Sowulewska i siostra Jolanta Olech, które dodają, że: „nie ma dokumentów historycznych ani przekazu pamięciowego o tym, aby benedyktynki klauzurowe w Polsce doznały tragedii, o której w filmie mowa”. Pod adresem „Niewinnych” padły też zarzuty o antykatolicyzm oraz antypolskość, a także o kreowanie kłamliwych stereotypów i uprzedzeń.

Oczywiście osobną kategorią są dzieła wzbudzające kontrowersje poprzez poruszanie kwestii związanych z seksualnością - od „Szamanki” Żuławskiego po „Płynące wieżowce” Wasilewskiego z „Bez wstydu” Filipa Marczewskiego po drodze.

Niektórzy twórcy swoim kinem tworzą lustra, w których odbijamy się my sami. Często jest to obraz bardzo krytyczny. A co o nas mówi odbicie się w zwierciadle naszych reakcji na co poniektóre filmy?

Robert Skowronski
Tagi: Smoleńsk