23.12.2019 12:00

"Koty", reż. Tom Hooper [RECENZJA]

Taylor Swift, Idris Elba, Judi Dench - ten film może pochwalić się naprawdę dobrą obsadą. Czy "Koty" mimo kiepskich komputerowych animacji są warte obejrzenia?

Musical Koty
foto: materiały prasowe

"Koty" to jeden z najsłynniejszych tytułów musicalowych wszech czasów. Dzieło Andrew Lloyda Webbera z 1981 roku doczekało się wielu adaptacji i nie ma chyba żadnego fana musicali, który nie widziałby tego widowiska. W styczniu 2020 filmowa wersja "Kotów" z gwiazdorską obsadą trafi do polskich kin - my już go widzieliśmy i obawialiśmy się koszmarów nocnych po zobaczeniu ludzi-kotów, którzy na dwóch łapach tańczą na grobach. Już pierwszy zwiastun tej produkcji wywołał komentarze, że "Koty" będą najbardziej przerażającym i paskudnym filmem ze względu na efekty specjalne. Aktorzy zostali komputerowo "przerobieni" na koty i wygląda to naprawdę dziwnie. Gdy jest się w teatrze i widzi aktorów przebranych za koty można to jakoś przełknąć, ale wygenerowane komputerowo futerko kota na Ianie McKellenie, który pije podejrzaną substancję z miski niczym kot, nie da się zapomnieć. Czy zatem warto wybrać się do kina na najnowszą wersję "Kotów"?

"Koty", reż. Tom Hooper [RECENZJA]

Akcja filmu zaczyna się w podejrzanej dzielnicy, gdzie widzimy jak pewna kobieta wyrzuca swoją kotkę Victorię, w którą wcieliła się Francesca Hayward. Przestraszone zwierzę spotyka inne koty, które opowiadają jej, że raz do roku odbywa się wyjątkowy bal. Patriarcha rodu kociego wybiera kota, który trafi do Kociego Nieba, by odrodzić się i stać się tym, kim chce. W celu przekonania do siebie najważniejszej kocicy, każdy z uczestników balu musi jej zaśpiewać piosenkę o swoim życiu.

Victoria poznaje po kolei kolejne koty, które śpiewająco opowiadają jej o sobie. Oczywiście jak na musical przystało nie zabrakło widowiskowych tańców, które były bardzo groteskowe - w końcu aktorzy tańczyli na dwóch nogach, wywijali ogonami i słodkimi uszkami. Niby ruszali się jak ludzie, ale potem syczeli i pili mleko niczym koty. To przemieszanie ludzkich cech z kocimi powodowało, że trudno było się skupić na fabule filmu. 

Tak naprawdę film opiera się na piosenkach kolejnych kociaków opisujących swoje życie. Świetnie w roli grubej kotki marzącej o karierze na największych scenach wcieliła się Rebel Wilson. Aktorka dobrze sprawdza się w rolach komediowych, co chociażby potwierdziła w "Jak romantycznie!" Netfliksa. W "Kotach" pokazała jak udało jej się wyszkolić myszy, w które... wcieliły się dzieci. Mało przerażająco? Kotka w pewnym momencie rozpięła swoje futro, które okazało się wierzchnim strojem. Wciąż mało przerażająco? Prezenter James Corden, który gra tłuściutkiego kota, wskakuje do śmietnika, żeby zjeść resztki... W tym filmie absurd goni absurd.

Brawa należą się również Jasonowi Derulo, który zagrał fircyka Rum Tum Tuggera i zawojował serca nie tylko kotów, ale również widzów. Trzeba przyznać, że wśród bardzo ekscentrycznych kotów, najbardziej blado wypada główna bohaterka, czyli kotka Victoria, która ma cały czas irytującą, zdziwioną minę. Słynny utwór "Memory" zaśpiewała Jennifer Hudson wcielająca się w rolę Grizabellę. Jej vibrato i płaczliwy śpiew jednak spowodował, że cały urok piosenki gdzieś prysł. Tęskniłam za Barbrą Streisand, która wykonała mistrzowsko ten utwór, lekko i wzruszająco. 

Niestety nawet gwiazdorska obsada nie uratowała tego filmu, chociaż trzeba przyznać, że to naprawdę ciekawe doświadczenie móc zobaczyć znane nazwiska, jak Iana McKellena, Judi Dench, Idrisa Elbę czy Taylor Swift w puchatych futerkach. Nie jestem fanką Taylor, ale piosenka "Beautiful Ghosts", którą stworzyła na potrzeby filmu wraz z Webberem, idealnie wpisała się w scenariusz i chwyta za serce. Piosenkarka zagrała drugoplanową rolę Bombalurina, kota wspierającego Macavity, który podstawia wszystkim nogę, by wygrać konkurs.

Czy warto zobaczyć filmowe Koty? Tak, jeśli jesteś fanem musicali i twórczości Andrew Lloyd Webbera. Ewentualnie może Cię usprawiedliwić ciekawość, by zobaczyć jak ludzie-koty tańczą na szynach kolejowych. Jeśli jednak masz słabe nerwy, lepiej wybierz inny film. Efekty specjalne są na tyle przerażające, że ciężko skupić się na czymś innym. Aktorzy wyglądają źle jako koty, są zbyt mali w porównaniu do przestrzeni, w której się poruszają. Ich tańce w futerkowych ciałach wyglądają dziwnie i widz zastanawia się, czy wyjść z kina, czy może potrzebne są jakieś używki, by przetrwać ten seans. Legendarny musical Webbera na podstawie poezji T.S. Eliota zawsze był bardzo abstrakcyjnym dziełem, ale filmowa adaptacja to już przesada. Niestety, nie pomogła nawet świetna muzyka króla musicalu.

Ocena: 3/10

Aleksandra Degórska
Tagi: #Recenzje