Sergiusz Kurczuk
02.07.2019 17:43
Sergiusz Kurczuk
02.07.2019 17:43

Rok 2019 zdecydowanie należy do Marvel Studios. Rozpoczęto z przytupem od pierwszego filmu MCU z superbohaterką w roli głównej - "Kapitan Marvel". Potem nadbudowywano ogromne emocje związane z premierą "Avengers: Endgame" - produkcją, która była kulminacją całego dotychczasowego uniwersum. Na koniec sezonu zostawiono drugą część filmu o jednym z najpopularniejszych herosów Marvel Comics. Czy "Spider-Man: Far From Home" sprostał oczekiwaniom widzów? 

Akcja produkcji reżyserowanej przez Jona Wattsa rozgrywa się tuż po wydarzeniach zaprezentowanych w czwartej części "Avengers". Świat wraca do siebie po wymazaniu i przywróceniu do życia połowy populacji wszechświata. Trudno się odnaleźć w nowej rzeczywistości, szczególnie komuś tak niezwykłemu, jak Spider-Man, który nie tylko walczył w bitwie z wojskami Thanosa, ale również był świadkiem śmierci swojego mentora - Tony'ego Starka. Grupa Avengers jest przeszłością i coraz częściej  zwykli obywatele zastanawiają się, czy Spider-Man (Tom Holland) zastąpi Iron Mana. Nic dziwnego, że jego alter ego - Peter Parker chce sobie zrobić wakacje. 

Spider-Man: Far From Home Fot. foto: kadr z filmu Spider-Man: Far From Home

16-letni protagonista wyrusza z kolegami z klasy na letni objazd naukowy po Europie. Niestety szybko okazuje się, że przed odpowiedzialnością bardzo trudno uciec. Wkrótce cały Stary Kontynent nawiedzają przerażające stworzenia związane z żywiołami. Pokonać je może tylko tajemniczy Mysterio (Jake Gyllenhaal), który łączy siły z Nickiem Furym (Samuel L. Jackson), a potem ze Spider-Manem. Tak z grubsza prezentuje się zarys fabularny filmu. 

"Spider-Man: Far From Home" jest jedną z produkcji, która wpisuje się w schemat zaprezentowany przez Marvel Studios w 2018 roku. "Kapitan Marvel" odpowiada "Black Pantherowi" - oba filmy rozgrywają się w przeszłości, wzbogacają uniwersum i wysuwają na pierwszy plan nowego bohatera. "Endgame" było jak "Infinity War" - superprodukcją, w której pojawia się szereg gwiazd, spektakularne walki i zaskakujące, pełne dramaturgii zwroty akcji. Drugą część "Spider-Mana" można porównać więc do "Ant-Mana i Wasp" - oba filmy w pewnym sensie są epilogami poprzednich rozdziałów kinowego uniwersum, poszerzają postacie poznane jakiś czas temu i przede wszystkim rozluźniają atmosferę po poprzednich tytułach. Na szczęście "Spider-Man: Far From Home" robi to o wiele lepiej niż druga część przygód najmniejszych superbohaterów Marvela. 

Filmu nie można bowiem traktować jedynie jako zapychacza. Chociaż nie wpływa znacząco na kinowy świat, podaje szereg odpowiedzi na pytania, które pojawiły się w głowach fanów po obejrzeniu "Infinity War". Poza tym prezentuje dalszy ciąg świetnej historii zaprezentowanej w filmie "Spider-Man: Homecoming". Nie tylko mamy okazję zobaczyć rozwój emojonalny i psychologiczny głównego bohatera, ale również postaci drugoplanowych. Na pierwsze miejsce zdecydowanie wybija się MJ (Zendaya), ale więcej czasu poświęcono również Marii Hill (Cobie Smulders), Happy'emu Hoganowi (Jon Favreau) oraz dzieciakom i nauczycielom z klasy Petera. Produkcja odznacza się przy tym humorem, pojawiającym się na każdym kroku. 

Spider-Man: Far From Home Fot. foto: kadr z filmu Spider-Man: Far From Home

Nie oznacza to jednak, że film Wattsa jest komedią. Ma dość lekką, wakacyjną atmosferę, ale nie brakuje również bardziej dramatycznych momentów. Na pewno stanowi jednak odskocznię od ciężkiego klimatu "Endgame". Emocje w nowym "Spider-Manie" zostały odpowiednio zbalansowane, dzięki czemu w zabawnych momentach widz się śmieje, a we wzruszających ociera łzę, płynącą po policzku. 

Fabuła została poprowadzona trochę nierówno. Pierwsza połowa filmu zaczyna chwilami nieco nużyć, ale na szczęście im dalej, tym lepiej i pod koniec pojawia się pragnienie, by ostatnie minuty trwały jak najdłużej.  Scenarzyści wprowadzili kilka znaczących zwrotów akcji. Chociaż najważniejszy z nich jest trochę przewidywalny, historia wykreowana przez Chrisa McKennę i Erika Sommersa potrafi kilkukrotnie zaskoczyć. 

Osobny akapit należy poświęcić choreografii walk i efektom specjalnym. Oczywiście "Spider-Man: Far From Home" nie przebije w tym aspekcie tego, co zaprezentowali twórcy "Endgame", ale jest naprawdę dobrze. Spidey pokazuje, że nie próżnował i od pojedynku na lotnisku w Berlinie nauczył się wielu nowych sztuczek, do których wykorzystuje swoje pajęcze moce. Efekty specjalne potrafią czasami przyprawić o zawrót głowy i w tym wypadku jest to zdecydowanie komplement. Szczególnie jeśli chodzi o pojedynki z nowym złoczyńcą. 

Będąc już przy antagoniście, nie jest tak złożoną postacią, jak Vulture czy Thanos, ale nadal wpisuje się w nurt czarnych charakterów, które da się lubić i co najważniejsze, zrozumieć ich motywację. Pojawiają się pewne niedociągnięcia i momentami można odnieść wrażenie, że scenarzyści poszli na łatwiznę, ale w ogólnym rozrachunku nie jest źle. O wiele lepiej zarysowano postacie poboczne no i oczywiście tytułowego bohatera, który przeszedł sporą zmianę. Na plus jest również wątek romantyczny, który w filmie o nastolatkach na wakacjach nie razi i nie nudzi. Wręcz przeciwnie. Produkcja jest też wspaniałym  metatekstualnym komentarzem na temat filmów superbohaterskich i ich początków, oraz niejednokrotnie odnosi się do jednego z zagrożeń obecnego świata - postprawdy, a co za tym idzie różnego rodzaju fake'ów. 

W filmie pojawiło się też wiele odniesień popkulturowych. Nowy "Spider-Man" w kilku momentach składa w zabawny sposób hołd poprzednim produkcjom Marvel Studios, a twórcy ukryli kilka bardzo fajnych komiksowych Easter eggów, których może nie ma tak dużo, jak w większości tytułów ze świata MCU, ale są dość znaczące. Niestety zabrakło cameo Stana Lee. Ikona Marvela, wraz ze współtwórcą Pajączka Stevem Ditko zostali wymienieni jedynie na samym końcu napisów. Jest za to nawiązanie do gry Spider-Man na Play Station 4, ale biorąc pod uwagę, że za oba tytuły po części odpowiada Sony, nie ma się co dziwić. Nie można też zapomnieć o dwóch scenach po napisach. Obie zaskakują, spełniają marzenia wiernych fanów Pajączka, sugerują przyszłość serii oraz odnoszą się do poprzednich filmów Marvel Studios.

Spider-Man: Far From Home Fot. foto: kadr z filmu Spider-Man: Far From Home

Podsumowując, "Spider-Man: Far From Home" to zabawna i szalona jak trip po Europie historia, która powinna spodobać się nie tylko fanom MCU, ale wszystkim miłośnikom lekkiego i wypełnionego po brzegi humorem filmu z pogranicza kina akcji i science fiction. Po niezwykle wyczerpującym "Avengers: Endgame", wszyscy zasłużyli na chwilę wytchnienia. Wakacje należały się więc nie tylko tytułowemu bohaterowi i twórcom filmu, ale również widzom, którzy podczas seansu będą się bawić lepiej niż na jakiejkolwiek wycieczce. 

Ocena: 7,5

Sergiusz Kurczuk Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.