30.12.2016 16:34

TOP 10 najlepszych filmów 2016 według Antyradio.pl

Każdy ma swoje typy na najlepsze filmy 2016 roku. Poznajcie, które pozycje wskazaliśmy my.

TOP 10 najlepszych filmów 2016 według Antyradio.pl
foto: materiały prasowe

Nasi czytelnicy wybrali już zarówno Film Roku 2016, jak i Filmowe Rozczarowanie. Przyszła pora na wybór dokonany przez jednoosobowego reprezentanta działu filmowego na Antyradio.pl.

Czas podsumowań jest z pewnością trudny. Bo jak tu się ograniczyć stricte do 10 pozycji mając w głowie wspomnienie tylu wspaniałych przeżyć, których dostarczały wizyty w kinie w mijających 12 miesiącach? Rok 2016 z pewnością dał więcej godnych uwagi dzieł niż tyle ile można wyliczyć na palcach obu rąk. No i jak pogodzić pokusę wymienienia w takim rankingu osobistego guilty pleasure z wewnętrzną potrzebą wskazania także dzieł, które zapisały się lub powinny się zapisać w historii kina? Zadanie trudne, ale nie niemożliwe, dlatego poniżej znajdziecie mój subiektywny TOP 10 filmów 2016 roku.

Biję się w pierś w związku z tym, że nie udało mi się przed wejściem w 2017 rok nadrobić wszystkich ważnych premier, które pojawiły się w polskiej dystrybucji w 2016. W zestawieniu nie znajdziecie „Służącej”, „Egzaminu”, „Naszej młodszej siostry”, „Zjednoczonych stanów miłości”, „Kosmosu”, „Komunii”, „Zwierząt nocy”, „Doktora Strange'a” czy głośnego „Łotra 1”. Zwyczajnie zabrakło czasu. Tego starczyło na obejrzenie dokładnie 91 filmów, które miały polską premierę w 2016. Czy to dużo, a może mało? Nie wiem, ale wiem za to, że znalazłem w tym gronie kilku swoich faworytów.

10. „Plac zabaw”, reż. Bartosz M. Kowalski

Jak wyznał reżyser, po pokazie jego debiutanckiej pełnometrażowej fabuły na festiwalu w Gdyni ludzie wychodzili zniesmaczeni z sali, a część z nich chciała go bić, a w najlepszym wypadku opluwać. Parę rzeczy już w kinie widziałem i sądziłem, że już niewiele jest mnie w stanie zszokować. Wydająca się trwać wieczność scena wieńcząca „Plac zabaw” zmieniła moje zdanie na ten temat - stalowe nerwy to i tak zbyt mało, aby to przetrwać. Bartoszowi M. Kowalskiemu zarzuca się, że zdecydował się na sensacyjność zamiast szukać odpowiedzi na pytania zadawane przez obraz. Nie podzielam tej opinii, a doceniam dokumentalistyczną precyzję objawiającą się m.in. w pracy kamery, wspaniałą grę dzieciaków i ładunek emocjonalny jaki niesie to dzieło. Forma komentarza, a może nawet rodzaj odpowiedzi na „Funny Games”? Wszystko na to wskazuje.

9. „Nienawistna ósemka”, reż. Quentin Tarantino

Być może nie jestem tu w pełni obiektywny będąc oddanym fanem twórczości tego domorosłego twórcy filmowego, ale pewnym jest, że Tarantino po bardziej przystępnych „Bękartach wojny” i „Django” zwrócił się ponownie do swoich starszych dokonań stawiając na bardziej kameralną opowieść, której siłą są dialogi. Postmodernistyczna zabawa usiana cytatami z klasyków kina rozgrywającego się na Dzikim Zachodzie. Western pozbawiony akcji, a i tak trzyma za fraki nurzając się co jakiś czas w śniegu zbrukanym krwią.

8. „Dope”, reż. Rick Famuyiwa

Jeżeli kochało się „Chłopaków z sąsiedztwa” Johna Singletona, to łatwo też zadurzyć się w propozycji, którą przedstawił Rick Famuyiwa. Twórca umiejętnie nawiązał na ekranie do czarnego kina lat 90., w którym polem rozgrywającej się akcji były przedmieścia wypełnione afroamerykańską młodzieżą o szemranych życiorysach. Szalona komedia ze świetną oprawą muzyczną, za którą odpowiadał Pharrell Williams cechująca się dodatkowo społecznym zaangażowaniem. Wybornie wyważone proporcje między tym co śmieszne, a poważne. Git.

7. „Pokój”, reż. Lenny Abrahamson

W 2016 roku chyba nic mnie tak nie wzruszyło jak przejmująca historia więzionych w małym pokoju matki z synem. W tym właśnie tkwi siła dzieła Irlandczyka - pozwala na głębokie emocjonalne przeżywanie historii opowiedzianej w filmie. Świetnie przedstawiony klaustrofobiczny świat bogaty jednak w gorące uczucie miłości. Nieskomplikowana narracja wzmaga jedynie zaangażowanie widza, podobnie jak gra aktorska, która przyniosła zresztą Brie Larson Oscara.

6. „Cloverfield Lane 10”, reż. Dan Trachtenberg

Również przy tej pozycji pozostajemy w ciasnych, klaustrofobicznych pomieszczeniach. Spin-off „Projektu: Monster” z 2008 roku to wyciszony obraz, pozbawiony widowiskowości, którego siła drzemie w pełnym niuansów i znaków zapytania scenariuszu. Niepokojący thriller utrzymany w duchu Alfreda Hitchococka, gdzie każdy kolejny suspens może wprawić widza w osłupienie. „Cloverfield Lane 10” jest pełną wyczucia mieszankę gatunkową, w której wypełniona zaskoczeniami apokalipsa rozgrywa się w mikrokosmosie podziemnego schronu atomowego.

Robert Skowronski