30.07.2019 18:21
30.07.2019 18:21

Zapewne większość z was zastanawia się, czy warto iść do kina na "Toy Story 4". W końcu to już czwarta część przygód Chudego, Buzza i reszty zabawek, a jak wiemy, nie każde kontynuacje są udane. Cóż, nie będę was okłamywać. Jeśli liczycie na dobrą zabawę, łzy śmiechu i wzruszenia to... ta bajka z pewnością spełni wasze oczekiwania! Po animacji Josha Cooley'a wyjdziecie z kina z uśmiechem od ucha do ucha. 

W trzeciej części "Toy Story" Andy wyrósł z bawienia się zabawkami i oddał je do przedszkola. Tam cała ekipa musiała walczyć o przetrwanie. Wszystko jednak skończyło się dobrze, bo grupa przyjaciół trafiła do nowej właścicielki, Bonnie. Dziewczynka okazała się spełnieniem marzeń każdej zabawki. Mogłoby zatem wydawać się, że to powinno być pięknym zakończeniem przygód Chudego i reszty, ale studio Disney Pixar postanowiło nas zaskoczyć. 

Od początku seansu widać, że w świecie zabawek coś nie gra. Bonnie rozpoczyna rok szkolny, a Chudy już nie uczestniczy w zabawach z dziewczynką. Kiedy dziecko idzie na dzień otwarty do szkoły, Szeryf widzi, że coś się święci i postanawia wślizgnąć się niepostrzeżenie do plecaka. Zabawka postanawia pomóc przetrwać Bonnie pierwszy dzień, bo nie chce, żeby ta czuła się samotna. Wszystko dobrze się kończy, ale w ekipie Chudego pojawia się nowa członek, Sztuciek. Wtedy właśnie rozpoczyna się cała przygoda. 

Bajka porusza temat bycia potrzebnym. Kiedy Bonnie rezygnuje z zabaw z Chudym na rzecz Szućka, ten postanawia zrobić wszystko, żeby nowy przyjaciel był przy niej na dobre i na złe. Szeryf staje na głowie i zamienia się w nauczyciela nowego członka ekipy. Niemal w każdej scenie widz pęka ze śmiechu, bo animacja jest pełna komicznych sytuacji i dialogów. Nie brakuje również wzruszających momentów.

Jeśli oglądaliście poprzednie części "Toy Story" wiecie, że mocną stroną tej bajki jest animacja. Na szczęście 4. część zachowała swój stary urok. Ba, wydaje się, że jest nawet lepiej. Każdy szczegół jest bardzo dobrze dopracowany. Lalki, rozpoczynając na całokształcie, a kończąc na czubku nosa, są idealne, a przy okazji bardzo realistyczne. 

Warto również wspomnieć o nowych postaciach. Poza Sztućkiem, w animacji zadebiutowali Kwaku, Bunio, Gabi Gabi, Benson, Druh Wybuch i Hahalina Rozpuch. Dwaj pierwsi bohaterowie to pluszaki, które są nagrodami w wesołym miasteczku i pragną, żeby ktoś je w końcu wygrał. Słyną z czarnego poczucia humoru i w każdej scenie, w której się pojawiają, bawią widza do łez. Gabi Gabi na początku wydaje się czarnym charakterem, ale później okazuje się, że to po prostu nieszczęśliwa lalka, która nigdy nie miała szczęścia być czyjąś zabawką. Benson to jej sługa, który wygląda wygląda jakby się wyrwał z horroru. Druh Wybuch to zabawka z lat 70., która została zainspirowana słynnym kanadyjskim kaskaderem. Niestety przeżywa traumę z czasu, kiedy należała do pewnego dziecka. Hahalina to miniaturowa zabawka i najlepsza przyjaciółka Bou. Nowi bohaterowie nadają nowej produkcji barw i nie ma w nich ani grama przesady. 

Grzechem byłoby nie wspomnieć o muzyce, za którą odpowiedzialny jest Randy Newman. Kompozytor stworzył muzykę do takich bajek jak "Auta", "Potwory i spółka", a także do poprzednich części "Toy Story". Warstwa muzyczna nie odbiega zatem w ogóle od tego, co widz mógł usłyszeć w poprzednich częściach i trzeba przyznać, że to duży plus. 

Mimo że "Toy Story" to bajka, która opowiada o zabawkach, pokazuje także nas samych - ludzi. Każdy dobrze wie, co się czuje, kiedy zostaje się porzuconym. Człowiek stara się wtedy za wszelką cenę zrobić wszystko, żeby nie być samotnym. Wtedy też dwoimy i troimy się, stajemy na rzęsach, żeby po prostu czuć się potrzebnym.

Ocena: 10/10

Karolina Woźniak Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.