08.08.2019 18:12
08.08.2019 18:12

Horror ostatnimi czasie ma się bardzo dobrze. Z tego powodu w kinach pojawia się coraz więcej filmów grozy. Twórcy często odchodzą od oklepanych formuł i zamiast robić produkcje na jedno kopyto, dodają coś od siebie, w pewnym stopniu rewolucjonizując cały gatunek. Najsłynniejszymi reżyserami idącymi w tym kierunku są Jordan Peele ("Uciekaj!", "To my") oraz Ari Aster ("Dziedzictwo. Hereditary", "Midsommar. W biały dzień"). Zanim jednak nastała ich era, tego typu eksperymenty z kinem grozy robił Guillermo del Toro ("Hellboy", "Labirynt Fauna", "Kształt wody"). W filmie "Upiorne opowieści po zmroku" też maczał palce - jako producent i pomysłodawca scenariusza. Reżyserem horroru został natomiast André Øvredal znany z bardzo cenionych wśród widzów i krytyków straszaków "Autopsja Jane Doe" i "Łowcy trolli". 

Upiorne opowieści po zmroku Fot. foto: Upiorne opowieści po zmroku

Widząc nazwiska del Toro i Øvredala wielu widzów pójdzie na "Upiorne opowieści po zmroku" w ciemno, licząc na horror na najwyższym poziomie - nie tylko technicznym, ale również artystycznym. Czy rzeczywiście tak jest? Akcja nowego tytułu rozgrywa się w roku 1968 - okresie ważnym nie tylko dla amerykańskiego społeczeństwa z powodu wojny w Wietnamie i ponownego wyboru na prezydenta USA Richarda Nixona, ale również dzięki narodzinom nowego podgatunku horroru. To właśnie w tym roku do kin weszła "Noc żywych trupów" George'a Romero, która zmieniła oblicze kina grozy. 

Głównymi bohaterami jest grupa nastolatków-wyrzutków. Stella (Zoe Margaret Colletti), Auggie (Gabriel Rush) oraz Chuck (Austin Zajur). Paczka mieszka w typowym amerykańskim miasteczku i wiedzie typowe amerykańskie życie, prowadzone przez dzieciaki u schyłku lat 60. XX wieku. Bohaterowie w noc Halloween postanawiają odgryźć się miejscowemu tyranowi imieniem Tommy (Austin Abrams) i uciekając przed nim, poznają tajemniczego Ramona (Michael Garza). W krótce trafiają do miejscowego nawiedzonego domu owianego lokalną legendą. Szybko przekonują się, że w strasznych historiach tkwi coś więcej niż ziarnko prawdy. 

Upiorne opowieści po zmroku Fot. foto: kadr z filmu Upiorne opowieści po zmroku

Ich życie przeradza się w prawdziwy koszmar, kiedy odkrywają, że zabrana z nawiedzonej rezydencji książka z upiornymi opowieściami żyje własnym życiem i zaczyna sama z siebie snuć przerażające historie na temat każdego z głównych bohaterów. W miasteczku Mill Valley zaczynają się dziać coraz dziwniejsze rzeczy. Początkowo czuć więc klimat przypominający połączenie "Stranger Things" z serialami grozy dla nastolatków "Czy boisz się ciemności?" lub "Gęsia skórka". Szybko jednak okazuje się, że widzów czekają o wiele mocniejsze doznania, niż w przytoczonych powyżej tytułach. 

Sam pomysł, chociaż nie jest specjalnie oryginalny, wydaje się nadzwyczaj ciekawy. Niestety z wcieleniem go w życie jest już znacznie gorzej. "Upiorne opowieści po zmroku" to horror, który jest bardzo nierówny. Plusy tej produkcji cały czas są niwelowane przez minusy. Klimat, który początkowo przypomina mieszankę powieści Stephena Kinga i tomików R.L. Stine'a, jest wyczuwalny jedynie w pierwszej połowie filmu. Potem gdzieś ginie. Scenariusz jest niezwykle prowizoryczny. Mamy tu oczywiście do czynienia z horrorem, czyli gatunkiem, w którym bohaterowie nie zawsze podejmują racjonalne decyzje, ale w "Upiornych opowieściach po zmroku" zachowanie protagonistów jest w wielu przypadkach kompletnie bezsensowne. Zresztą jak większość ukazanej w filmie historii. 

Upiorne opowieści po zmroku Fot. foto: kadr z filmu Upiorne opowieści po zmroku

Największym minusem jest sposób wywoływania w widzu uczucia grozy. Straszne sceny można policzyć na palcach jednej ręki i w zasadzie w każdym przypadku opierają się one na przewidywalnych jumpscare'ach. Działają, ale bardzo krótkotrwale i więcej emocji wywołuje chyba wycieczka w wesoło miasteczkowym domu strachów. Nie pomagają też takie sobie efekty specjalne. Innym zagadnieniem jest usilne wprowadzenie  drugiego dna - odniesienia do polityki, pozorne snucie opowieści o opowieści oraz powierzchowna próba pogłębienia głównych bohaterów. W zasadzie nie wiadomo po co reżyser zdecydował się na dodanie tych elementów, bo i tak nic nie wnoszą do filmu. 

Nie można jednak zapominać o pozytywnych stronach. Na pewno należy do nich gra aktorska młodej części obsady. Protagoniści, mimo że zachowują się nieracjonalnie i bezsensownie wypadają całkiem naturalnie. Emocje, które przeżywają, nie są przerysowane, a reżyserowi udało się uchwycić atmosferę historii o paczce nastolatków. Największym plusem "Upiornych opowieściach po zmroku" jest zdecydowanie zabawa gatunkiem. Ten element docenią zapewne miłośnicy straszaków. W produkcji pojawiają się fragmenty takich podgatunków horroru jak slasher, historia o duchach i nawiedzonym domu, filmy o zombie, czarownicach, a nawet elementy body horroru i sceny rodem z japońskiego kina grozy. To jednak za mało i wprawiony fan naprawdę przerażających filmów będzie się najzwyczajniej w świecie nudził. 

"Upiorne opowieści po zmroku" to przeciętny horror, który można zobaczyć, ale i tak dość szybko się o nim zapomni. To trochę zmarnowany pomysł o całkiem dużym potencjale. O wiele lepiej dla tego tytułu byłoby, gdyby twórcy zdecydowali się zrealizować po prostu antologię krótkich horrorowych historii - czyli dosłowną adaptację serii książek, na której powstał film. Na plus wyszłoby też ich podkręcenie upiorności, bo każda z nich (może poza pierwszą) jest dość miałka, wtórna i służy głównie wypełnieniu czasu ekranowego, na który w większości składa się dość nijaka fabuła. Być może niedzielny widz kina grozy lub 13-latek (bo od tego progu wiekowego można wybrać się na "Upiorne opowieści po zmroku") ocenią tę produkcję nieco wyżej, ale osoby, które na horrorach zjadły zęby, będą raczej rozczarowane, nawet mimo wyraźnego ukłonu w ich stronę. 

Ocena: 5,5/10

Sergiusz Kurczuk
Sergiusz Kurczuk Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.