Variety w niezwykle humorsytyczny sposób recenzuje „365 dni”, podkreślając przy tym szkodliwość polskiego dzieła
12.06.2020 11:55
Variety w niezwykle humorsytyczny sposób recenzuje „365 dni”, podkreślając przy tym szkodliwość polskiego dzieła Fot. . materiały prasowe Next Film

Kilka dni temu polski film „365 dni” trafił na amerykańskiego i brytyjskiego Netfliksa, stając się niezwykle popularnym tytułem za granicę. Teraz portal Variety zrecenzował dzieło w niezwykle humorystycznej recenzji, której lektura na pewno poprawi Wam humor.

Film „365 dni” na podstawie bestsellerowej powieści Blanki Lipiśnkiej od pojawienia się w międzynarodowym serwisie Netflix, nie schodzi z listy najczęściej oglądanych filmów.

Przeczytaj także

Variety recenzuje polski film

Z braku kinowych premier oraz z faktu, że dzięki popularności w serwisie jest to ważna zagraniczna premiera, amerykańskie magazyny podjęły się recenzji filmu Barbary Białowąs i Tomasza Mandesa. Dziennikarka Variety, Jessica Kiang obejrzała film „365 dni” i napisała wyjątkowo humorystyczną recenzję, wypunktowując różnorodne absurdy polskiego dzieła.

„Próżna idiotka zostaje porwana przez gorącego, bogatego mafioso, który daje jej 365 dni, aby się w niej zakochać w tej budzącej wątpliwości, niedorzecznej fantazji soft-porno” – rozpoczyna swoją recenzję autorka.

Jessica Kiang przechodzi do opisu filmu, mówiąc że fani „50 twarzy Greya” (oraz ich „Wewnętrzne Boginie”) będą mogli tańczyć Mazurka ze szczęścia, oglądając film „365 dni”. Film, który szturmem  zawładnął Netflixową listą Top10 jest wedle autorki „doszczętnie okropnym, budzącym zastrzeżenia i okazjonalnie przezabawnym maratonem seksualnych wygibasów”.

Przeczytaj także

Zacofana wersja „Pięknej i Bestii”

Autorka porównuje dzieło dwójki reżyserów do jeszcze bardziej zacofanej i regresyjnej wersji opowieści o „Pięknej i Bestii”, podkreślając przy okazji szkodliwość dzieła. W jej recenzji dostaje się nawet E.L James, autorce „50 twarzy Grey’a”.

Tak jak franczyza „50 twarzy”, tak i ten film bazuje na powieści. A choć trudno porównywać te dzieła i oceniać poziom prozy Blanki Lipinskiej nie znając języka polskiego, należy zauważyć, że książki James były ledwie napisane po angielsku, więc uznajmy ich poziom za podobny.

Popularność filmu w serwisie autorka zrzuca na karb starego porzekadła, że seks się zawsze dobrze sprzedaje, a na dodatek: „nikt nigdy nie zbiedniał przeceniając napalenie globalnej społeczności, która powoli wychodzi z popandemicznej izolacji”.

Przeczytaj także

Niezwykle humorystyczny jest w szczególności opis głównego bohatera, Massimo, granego przez Michelle Morone.

Massimo to stworzenie przywołane z płonących lędźwi zbiorowej wyobraźni heteroseksualnych kobiet, że aż niezwykłym jest, że jego koszula nie stanie w płomieniach, w tych rzadkich momentach, kiedy w ogóle jakąkolwiek zakłada.

Co ciekawe – autorka pochwaliła sceny seksu w filmie, między Laurą a Massimo, podkreślając nawet, że: 

wersja z samymi scenami seksu, które najpewniej pojawi się za niedługo na Pornhubie będzie lepsza niż sam właściwy film.

Przeczytaj także

"365 dni" to film szkodliwy

Autorka zwraca jednak w szczególności uwagę na jedną scenę, która dobitnie podkreśla dlaczego filmy jak „365 dni” są szkodliwe.

„Dostajemy także kontekst: (…) dwa smaki mizoginii (jawnej i zinternalizowanej) oraz ekstremalnie okropną sugestię – podkreśloną przez scenę ze stewardessą uśmiechającą się przez rozmazany makijaż, sugerującą że ostry seks oralny, który niechętnie wykonała na Massimo, był w jakiś sposób dla niej przyjemny – że zgodę na seks można uzyskać z mocą wsteczną.

To zresztą stanowi główny temat „365 dni” i jedno z najstarszych, najfałszywszych i najbardziej rozwścieczających kłamstw obrońców gwałcicieli: To nie może być gwałt, jeśli poct-factum wygląda, że kobiecie „się podobało”.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że po sukcesie na zagranicznych platformach, pojawiły się już głosy, że proza Lipińskiej powinna zostać przetłumaczona na język angielski.

Czytaj także: Ruszył nowy katolicki Netflix. Ma błogosławieństwo samego Watykanu.

Michał Kaczoń
Michał Kaczoń Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.