21.12.2015 11:04

W Berlinie odbyło się nabożeństwo w stylu „Gwiezdnych wojen”

Gwiezdna saga to dla niektórych religia, a ta wymaga przecież swojej świątyni i nabożeństwa. Protestancki kościół w stolicy Niemiec doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

W Berlinie odbyło się nabożeństwo w stylu „Gwiezdnych wojen”
foto: kadr z wideo

To się nazywa rozumieć zasady rynku i mądrze wykorzystywać popkulturowy fenom do przyciągnięcia ludzi do sfery sacrum. Obecnie wszystko co jest opatrzone nazwą „Star Wars” z miejsca staje się obiektem pożądania. Czemu inaczej miałoby być z nabożeństwem? Toż przecież sutanna duszpasterza przywodzi skojarzenia z postacią Lorda Vadera, a chrystusowy krzyż nie różni się aż tak bardzo od odwróconego miecza świetlnego.

Niedziela - dzień święty - a w głowie w dalszym ciągu obrazy z niedawnego seansu filmu „Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy”. Jak się okazuje jedno i drugie może iść ze sobą w parze, przynajmniej w protestanckim kościele Zion w Berlinie. Na specjalną „mszę” wybrało się około 500 uczestników, z których część była przebrana za bohaterów filmów. Jaka muzyka towarzyszyła uczestnikom? Oprócz klasycznych pieśni organista wygrywał także motywy znane z gwiezdnej sagi.

Brzmi to nieprawdopodobnie? Zobaczcie kapłanów stojących po „boskiej stronie mocy”:

Pastor Lucas Ludewig, po zakończonym nabożeństwem przyznał, że bardzo cieszy się z tak licznego przybycia wiernych:

"

Świetnie, że są tematy, które tak angażują ludzi. Ufają nam, dzięki temu, że nasza służba nie była ani zbyt chrześcijańska, ani nie odnosiła się za bardzo do „Gwiezdnych wojen”. Udało nam się znaleźć kompromis i połączyć wątki biblijne z popkulturą. Biblia i Kościół są częścią kultury, która wciąż podlega reinterpretacji. "

Duchowny w podobnych akcjach widzi metodę na zwiększenie liczby wiernych na coniedzielnych nabożeństwach:

"

Nowoczesne tematy takie jak „Gwiezdne wojny” są wspaniałym sposobem na przyciągnięcie ludzi do kościoła. Doskonale znają oni film, ale niestety dużo gorzej Biblię. Jeśli połączy się Pismo Święte z „Gwiezdnymi wojnami” ma się pewność, że wierni do nas wrócą. "

Ciekawe czy gdzieś wśród wiernych pojawił się także producent Radiohead przebrany za szturmowca? Pewnym można za to być tego, że nie było tam Quentina Tarantino, zwłaszcza, że reżyser na obecnie na pieńku ze studiem Disneya.

Jak Wam się podoba nabożeństwo w stylu „Gwiezdnych wojen”?

Robert Skowronski
Tagi: Star Wars