09.01.2020 16:46

"Sex Education" 2. sezon [RECENZJA]

Obejrzeliśmy już drugi sezon "Sex Education" i oceniamy, czy nowe odcinki utrzymują poziom pierwszej serii.

Foto: materiały prasowe RollingStone/ Netflix
Foto: materiały prasowe RollingStone/ Netflix

Premiera "Sex Education" była w ubiegłym roku nie lada zaskoczeniem. Choć serial Laurie Nunn opowiada o codziennych perypetiach grupki nastolatków, daleko mu do klasycznych tworów z gatunku young adult. Zamiast infantylnych wątków miłosnych i schematycznych "problemów" młodzieży, otrzymaliśmy coś świeżego i odważnego. Czy drugi sezon "Sex Education" powtórzył sukces pierwszego?

"Sex Education" - recenzja 2. sezonu

Drugi sezon zaczyna się w miejscu, w którym zostawił nas poprzedni. Otis związał się z Olą, przez co Maeve skończyła ze złamanym sercem. Poznaliśmy również powód, dla którego Adam tak pastwił się na Erickiem, co dla wielu mogło być niemałym zaskoczeniem. Oba te wątki są kontynuowane w nowych odcinkach, z tym, że pierwszy z nich schodzi początkowo na dalszy plan.

Foto: materiały prasowe Netflix

Pierwsza seria opierała się na określonym schemacie. Otis i Maeve prowadzili poradnię, doradzając innym uczniom w sprawach seksualnych. W drugim sezonie ten wątek ustąpił miejsca osobistym perypetiom głównych bohaterów, dzięki czemu twórcy uniknęli wtórności. Nowe odcinki nie są kopią poprzednich, a ich naturalnym i zgrabnym rozwinięciem. Relacje między bohaterami ewoluują, a nowi bohaterowie dodatkowo wszystko komplikują.

Foto: materiały prasowe RollingStone/ Netflix

Zatrzymajmy się na chwilę przy nowych postaciach. Rahim, Viv i Isaac weszli z butami w życie znanych nam bohaterów, wywracając je niekiedy do góry nogami. Każda z tych postaci wnosi do serii nową energię i pomaga odkryć nowe oblicza tych, których - jak nam się wydawało - już doskonale przejrzeliśmy. Na mnie osobiście szczególne wrażenie zrobił Isaac - poruszający się na wózku chłopak ze styku sympatycznych gości i aroganckich dupków. Zazwyczaj ciężko przewidzieć jak zachowa się w danej sytuacji, przez co ciekawie śledzi się jego wątek. Szczerze liczę, że (jeśli powstanie 3. seria) zostanie z nami na dłużej.

Foto: materiały prasowe Netflix

Dla każdego, kto narzekał na mały udział Gillian Anderson, mam dobre wieści. W drugim sezonie matka Otisa otrzymuje znacznie więcej czasu ekranowego i ma szansę pokazać, co potrafi. Tyczy się to zresztą nie tylko Jean. Druga seria rozwija wątki dorosłych bohaterów, które chwilami toczą się niemal na równi z perypetiami nastolatków.

Foto: materiały prasowe Netflix

Przejdźmy jednak do najważniejszej kwestii - seksu i uczuć naszych bohaterów. Drugi sezon stawia (niestety) na to drugie, serwując nam miłosne rozterki licealistów. Jest to zdecydowanie najsłabszy punkt sezonu, a zajmuje pokaźną część czasu antenowego. Idąc w stronę wątków romantycznych twórcom udało się uniknąć wtórności względem poprzednich odcinków, wpadli jednak w pułapkę oklepanych schematów. Efekt jest taki, że miłosne perypetie Otisa czy Erica, stają się przewidywalne i szybko przestają nas interesować. A zaczynają irytować. Wynagradza to jednak ta najważniejsza (bo w końcu tytułowa) kwestia. Drugi sezon to przede wszystkim relacje osób jednej płci, odkrywanie siebie i jasna odpowiedź na pytanie, czy nasza seksualność nas definiuje. Pojawiają się nowe, ważne wątki, jednak nie zdradzę wam większych konkretów, by nie psuć przyjemności oglądania.

Foto: materiały prasowe Netflix

W drugim sezonie twórcy poświęcają również uwagę zjawiskom społecznym. Prześladowanie, psychiczne nękanie, plotki czy rola kościoła w życiu osób LGBTQ+ to tylko część ważnych kwestii, które poruszono. Bardzo wyraźnie pokazano też potęgę "girl power" i muszę przyznać, że wyszło świetnie. Pokłosie ruchu #MeToo odbija się niejednokrotnie czkawką, gdy filmowcy nieumiejętnie "wpychają" nam tego typu motywy z delikatnością słonia w składzie porcelany. W "Sex Education" wypadło to naturalnie i przekonująco, za co osobiście chylę czoła.

Foto: materiały prasowe Netflix

"Sex Education" wciąż uczy nie moralizując i bawi nie ocierając się o głupotę. Wiele gagów i żartów sytuacyjnych bawi do łez, znajduje się jednak miejsce dla znacznie poważniejszego tonu. Niektóre sytuacje są mocno przekoloryzowane, co jednak doskonale wpasowuje się w klimat serialu i uwypukla to, co najważniejsze. Reasumując, jeśli pokochaliście pierwszy sezon "Sex Education", pokochanie też drugi.

Nowe odcinki zadebiutują na platformie Netflix już 17 stycznia.

Ocena: 7.5/10

Tagi: #Gillian Anderson #Netflix #Recenzje #Seriale