10.05.2016 16:31

AntyTeza: Marilyn Manson - Eat Me, Drink Me

Szósty krążek Marilyna Mansona jest często postrzegany jako początek jego końca. Wokalista odszedł od industrialnych rejonów, skręcając w bardziej gotyckim, hardrockowym kierunku. Czemu ten zabieg nie spotkał się z przychylnością publiki?

AntyTeza: Marilyn Manson - Eat Me, Drink Me
foto: materiały prasowe

AntyTeza to cykl, w którym prezentujemy kontrowersyjne płyty znanych i cenionych artystów. Po latach można na nie spojrzeć w nowym świetle, z szerszej perspektywy, bez niesprzyjających okoliczności. Czy to naprawdę nieudane albumy? Postaramy się przyjrzeć problemowi z różnych stron i sprzeciwić utartym tezom.

Marilyn Manson zszokował cały świat pamiętną trylogią albumów „Antichrist Superstar”, „Mechanical Animals” i „Holy Wood (In the Shadow of the Valley of Death)”. Wpierw umiejętnie wyplątał się z więzów swojego mentora, Trenta Reznora, by następnie odrodzić się jako współczesny następca Davida Bowiego w odświeżonej, glamrockowej koncepcji Ziggy'ego Stardusta lat 90. i podbić mainstreamowe listy przebojów takimi utworami jak „The Dope Show” czy „Rock Is Dead”.

Ukoronowaniem tego artystycznego zamysłu miał być wydany w 2000 roku „Holy Wood (In the Shadow of the Valley of Death)”: zwieńczenie (a w zasadzie rozpoczęcie - bo Manson przygotowywał swoją trylogię od końca), które połączyłoby industrialny brud „Antichrist Superstar” z przystępnością „Mechanical Animals”. O ile muzycznie udało się to zrealizować, tak niestety rozbudowana koncepcja rockowej opery uległa znacznemu ukróceniu.

Warto bowiem pamiętać, że pierwotnie Brian Warner pragnął wydać obok albumu towarzyszący mu film, przy którym prawdopodobnie współpracowałby z jednym ze swoich idoli, chilijskim reżyserem Alejandro Jodorowskym, słynącym z awangardowej sztuki i surrealistycznych pomysłów. Główną rolę miała zagrać jego ówczesna partnerka, Rose McGowan. Niestety, plany spaliły na panewce.

W efekcie Manson zaczął przepisywać scenariusz swojego autorstwa w formę powieści wzorowanej na dziełach Williama S. Burroughsa i Kurta Vonneguta. Tym razem jednak również fanom przyszło wyłącznie obejść się smakiem. Mimo że w międzyczasie wokalista udostępnił 10. rozdział swojej książki, nigdy nie poznaliśmy pozostałych części. Jednocześnie wraz z wydaniem „Holy Wood (In the Shadow of the Valley of Death)” zakończył się istotny - jeśli nie najistotniejszy - rozdział kariery Mansona.

Kolejnym krokiem w jego dyskografii był album „The Golden Age of Grotesque”. Choć Warner uparcie powoływał się na inspiracje kabaretową estetyką, burleską i tzw. „sztuką wynaturzoną”, brzmieniowo nie odbiegał wcale od jego wcześniejszych dzieł. Wyczuwalny był większy wpływ industrialnych beatów, za co odpowiedzialny był nowy członek zespołu, Tim Skold, który zastąpił Twiggy'ego Ramireza.

Po wydaniu tego albumu szyld Marilyn Manson przestał dotyczyć całego zespołu, a skupił na osobie samego wokalisty. Od tej pory przy nagrywaniu i komponowaniu kolejnych produkcji wspomagali go pojedynczy muzycy, nadając kształt całym albumom - tak jak w typowych karierach solowych artystów. Pierwszym owocem takiego trybu współpracy był „Eat Me, Drink Me”, na którego brzmienie przeważający wpływ miał Tim Skold.

Szwedzki muzyk zdawał się pasować do Mansona idealnie: w latach osiemdziesiątych współtworzył glamrockową formację Kingpin, by następnie stać się uosobieniem rocka industrialnego, wydając płyty pod własnym nazwiskiem, a także szyldami Shotgun Messiah i przede wszystkim: KMFDM. Gitarzysta dołączył do kultowej grupy Saschy Konietzko przy okazji przełomowego albumu „Symbols”, na którym był skomponował i zaśpiewał jeden z jej największych przebojów, „Anarchy”.

Czy zatem na „Eat Me, Drink Me” pociągnął Mansona z nazistowskiej III Rzeszy na parkiety berlińskich klubów z niemieckim industrialem? Wręcz odwrotnie! Album stanowił wyraźne odejście od elektronicznego charakteru poprzednika i przywrócił Mansona na gitarową drogę, nadając mu wręcz hardrockowego charakteru. Sam Skold zagrał na nim aż sześć gitarowych solówek, co tylko uwypukliło jego bardziej emocjonalne, ludzkie oblicze.

W chwili wydania szósty krążek Mansona stanowił prawdopodobnie jego najbardziej osobiste dzieło. Muzyk był wówczas po okresie poważnej depresji i borykał się z problemami małżeńskimi. W 2006 roku jego ówczesna partnerka, Dita Von Teese, zażądała rozwodu - zaledwie rok po ślubie. Wokalista pisał teksty nowych utworów w formie pamiętnika, spisując swoje osobiste przemyślenia i opisując własne przeżycia. Odbiło się to na ich depresyjnej, intymnej formie - jak w „They Said That Hell's Not Hot”:

"

Zabijam się kawałek po kawałku
W każdym kolejnym związku, w którym nie chodzi o miłość
Jeszcze jeden pogrzeb
I jeszcze jedna dziewczyna opuszczona we łzach
A ja czekam z wyłączonym dźwiękiem
Czekam niczym szklany balon
Odpływam w pustkę, a wtedy już
Mnie nie ma, nie ma, nie ma "

Nie zabrakło zarzutów o pretensjonalność i grafomanię takich wyznań, współgrają one jednak z osobistym, solowym charakterem całej płyty. Marilyn Manson nie jest tu już frontmanem szokującego zespołu - to stanowiący sam o sobie songwriter, artysta z krwi i kości, który dzieli się ze słuchaczami własnym krwawiącym sercem (nawet jeśli wiąże się to z perwersyjnymi wyznaniami w stylu „Kocham cię tak bardzo, że musisz mnie teraz zabić” czy „Uważaj na twarz, moja sperma jest zimna jak lód”). Oczywiście Manson pozostał Mansonem i wciąż mamy tu kawałki o tytułach w stylu „Ty i ja, i diabeł to będzie trójkącik” czy „Okaleczenia to najszczersza forma pochlebstwa”.

Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości co do tego, że Warner ma cokolwiek... specyficzne poglądy na miłość, najlepiej tłumaczy to już tytuł, jaki wybrał dla swego szóstego dzieła. Do użycia frazy „Eat Me, Drink Me” zainspirowała go historia pewnego Niemca, który dał ogłoszenie w gazecie, że chciałby zostać zjedzony. Prawdopodobnie chodzi tu o Bernda Brandesa, który został rzeczywiście spożyty przez Armina Meiwesa w 2001 roku. O tym wydarzeniu mówił również utwór „Mein Teil” Rammsteina. Zdaniem Mansona to bardzo romantyczna opowieść.

Ale z tym jego krwawiącym sercem to też nie do końca prawda - jakich to noży by Dita nie wbiła w ten organ naszego szokującego milusińskiego, Manson zdążył już znaleźć pocieszenie w ramionach wówczas 19-letniej Evan Rachel Wood. Doskonale zilustrował to kontrowersyjny teledysk do wybranej na singiel, najbardziej klawiszowej kompozycji w zespole - na swój chory sposób radosnego „Heart-Shaped Glasses (When the Heart Guides the Hand)”. Dość wspomnieć, że artysta nigdy nie potwierdził, czy aby na pewno sceny seksu były w nim udawane... (Uwaga! Materiał tylko dla dorosłych.)

Zarzuty o „kindergotyckość” zbywa już otwierający album, przeszywający „If I Was Your Vampire”, któremu zdecydowanie bliżej do Toma Waitsa i Petera Murphy'ego z rozkładającego gotycki, czerwony dywan Bauhausu, niż do pijącego krew 15-latek Ville Valo i obrastającego w krucze pióra Lauriego Ylonena. Charakterystycznego klimatu utworom nadają też wspomniane solówki Skolda, jak w melancholijnym „Putting Holes in Happiness”. A autobiograficzne teksty to miła odmiana po ciągłym opluwaniu mediów, Boga i symboli Stanów Zjednoczonych.

Ówczesnego wizerunku artystycznego Mansona mogło dopełnić jego kolejne filmowe marzenie, poświęcony życiu autora „Alicji z krainy czarów” horror „Phantasmagoria: The Visions of Lewis Carroll”, w którym jedną z głównych ról miała zagrać - a jakże - Evan Rachel Wood. Niestety, również i ten projekt przez lata nie mógł dojść do produkcji, a w 2015 roku muzyk wreszcie przyznał, że go ostatecznie porzucił.

Choć „Eat Me, Drink Me” to jedna z najniżej ocenianych płyt Mansona, dziś jawi się jako frapujący zwrot w nowym kierunku, który zniósł próbę czasu znacznie lepiej niż jego następna próba powrotu do korzeni - znów z Ramirezem u boku, zamiast Skolda. Co ciekawe, kolejnego artystycznego odrodzenia udało mu się dokonać dopiero stosując raz jeszcze identyczny patent: wybierając do współpracy kolejnego samodzielnego artystę, tym razem Tylera Batesa, na „The Pale Emperor”.

A jak Wy wspominacie „Eat Me, Drink Me”?

Jakub Gańko
Tagi: Duperele Marilyn Manson AntyTeza