21.07.2016 10:20

Co się dzieje na scenie z Marilynem Mansonem?

Niegdyś święcący triumfy na scenach całego świata antychryst budzi coraz większy niepokój swoją formą na koncertach. Zobaczcie dziwne nagranie, które ostatnio trafiło do sieci.

Co się dzieje na scenie z Marilynem Mansonem?
foto: Daniel DeSlover / imageSPACE / Sipa / East News

Marilyn Manson niepodzielnie rządził w okresie swojej najsłynniejszej trylogii płytowej, czyli albumów „Antichrist Superstar”, „Mechanical Animals” i „Holy Wood”. Krążki sprzedawały się w milionowych nakładach, a największe obiekty koncertowe świata gromadziły setki tysięcy fanatycznych miłośników, dla których wokalista był nowym mesjaszem. Dokumentowało to choćby DVD „Guns, God and Government”.

Później zaczęły się schody. Płyty „The Golden Age of Grotesque” i „Eat Me, Drink Me”, a także kolejne, podzieliły fanów i do dziś wzbudzają pośród nich kontrowersje. I choć wydany w 2015 roku „The Pale Emperor” stanowił powrót do wielkiej formy i miał najcieplejsze przyjęcie od lat, materiały z koncertów w ramach wspólnej strasy u boku Slipknota, które do nas trafiają, mogą coraz bardziej niepokoić...

Na wideo z występu w Hershey w stanie Pensylwania wokalista zdaje się być wyraźnie pod wpływem zaburzających zdolność trzeźwego myślenia substancji, co jeszcze samo w sobie nie byłoby niczym wykraczającym poza rockowy etos, ale jego interwencja przy soundboardzie, w trakcie której ledwo trzyma się na nogach, to już lekka przesada. Zagraniczne nagłówki w stylu „Marilyn Manson myślał, że jest inżynierem dźwięku, ale zje*ał” mówią wszystko.

Oto dwie odmienne rejestracje tego wypadku:

Mimo że spadki formy na scenie zdarzały się Mansonowi już wcześniej, tym razem takich materiałów mamy coraz więcej. Już wcześniej widzieliśmy nagrania, na których artysta zapominał tekstu do przeboju „Disposable Teens” i plątał się w swoim bełkocie (wicie się po scenie jeszcze jakoś mieści się w jego koncertowych normach). Opinie świadków tego zdarzenia nie zostawiały na nim suchej nitki.

"

Byłem tam i nawet nie wiem, czy się o to wściekać. Z jednej strony nawet nie starał się zaśpiewać któregokolwiek z utworów, z drugiej: nigdy jeszcze nie doświadczyłem z pierwszej ręki kogoś tak wykolejonego. Przez cały koncert był napruty jak świnia. W pewnym momencie zaczął opowiadać komuś z publiczności o tym, jak raz zdarzyło mu się ssać fi*ta, ale był miękki, więc się nie liczy. "

Oczom internetu nie umknęły i nagrania z tego koncertu:

Dodajmy do tego jedną z ostatnich wypowiedzi gitarzysty Limp Bizkit, Wesa Borlanda, który miał okazję występować w zespole Mansona w 2008 roku. Muzyk co prawda później oskarżał magazyn o wyrwanie jej z kontekstu, niemniej zwracał uwagę, że twórca „Antichrist Superstar” nie dba za bardzo o siebie...

"

Granie z nim było jednocześnie inspirujące, ale czasem też nieco zawodziło. Gość jest jedną z najzabawniejszych, najbystrzejszych osób, jakie spotkałem, ale musi zadbać o swoje zdrowie. Powinien popracować nad swoimi organami i przestać je tak katować, bo w końcu wysiądą. "

Jakieś ziarnko prawdy musi być w tych słowach, bo przecież nawet Dita Von Teese podawała jako główną przyczynę rozwodu z Mansonem jego skłonność do nieustannego balangowania. To było prawie 10 lat temu, a przecież artysta wcale nie młodnieje... Miejmy nadzieję, że - zgodnie z życzeniem Borlanda - wreszcie o siebie zadba, a jego forma na nowej płycie „Say10” nie zawiedzie.

Jakub Gańko
Tagi: Duperele Marilyn Manson