25.01.2018 16:41

Joy Division zagrał pierwszy koncert pod tą nazwą 40 lat temu [CIEKAWOSTKI]

Wydali tylko dwa albumy i kilka singli, a jednak zmienili muzykę jak mało który zespół. 25 stycznia 1978 świat po raz pierwszy usłyszał o Joy Division.

Joy Division zagrał pierwszy koncert pod tą nazwą 40 lat temu [CIEKAWOSTKI]
foto: LFI/Photoshot/REPORTER/EAST NEWS

Epitet „kultowy” jest tak często używany w kontekście słynnych wykonawców muzycznych, że trochę się zdewaluował. Ale Joy Division wyjątkowo zasłużył na takie miano. Tych czterech facetów z Manchesteru stworzyło coś więcej, niż tylko zespół – okazali się prawdziwym popkulturowym fenomenem.

Zespół w składzie Ian Curtis (wokal), Bernard Sumner (gitara), Peter Hook (bas) i Stephen Morris (perkusja) początkowo wcale nie zapowiadał się na jednego z najbardziej wpływowych wykonawców w dziejach rocka. Młodzi mieszkańcy Manchesteru założyli kapelę po słynnym koncercie Sex Pistols w tym mieście w 1976 roku. Początkowo przyjęli głupią nazwę Stiff Kittens, ale na szczęście zmienili ją niebawem na znacznie lepsze miano Warsaw – inspiracją był David Bowie i jego utwór „Warszawa”. Pod tym szyldem zagrali kilkanaście koncertów, nagrali demówkę, a w styczniu 1978 zmienili nazwę jeszcze raz - na Joy Division.

Pod nową nazwą zespół po raz pierwszy wystąpił 25 stycznia 1978 w klubie Pips Disco w Manchesterze. Początki nie były łatwe – zanim Ian Curtis wszedł na scenę, miał problem z bramkarzem, który nie chciał go wpuścić do klubu. Krótko po rozpoczęciu koncertu na widowni wybuchła bójka, a Peter Hook zszedł w sam środek kotłowaniny. Wściekły menedżer obiektu chciał ściągnąć zespół ze sceny… Nieźle, jak na debiut nowej muzycznej marki na rockowej scenie.

Na szczęście później było już tylko lepiej. EP „An Ideal For Living” w czerwcu 1978, pierwszy album „Unknown Pleasures” rok później, single „Transmission” i „Atmosphere”, rosnąca popularność w brytyjskich kręgach alternatywnego rocka. Słuchaczy zachwycały chłodne, nowofalowe brzmienie muzyki, ponury wokal Iana i jego mroczne, ale i poetyckie teksty, często poruszające temat śmierci, choroby, depresji i złej miłości.

Joy Division stał się czołowym zespołem postpunkowej sceny, ale, niestety, nie wszyscy jego członkowie udźwignęli brzemię sukcesu. Ian Curtis cierpiał na padaczkę, a ataki choroby zdarzały się mu nawet na koncertach, co było źródłem jego ciężkiej depresji. Jego stan psychiczny pogorszały też kłopoty w życiu osobistym – był rozdarty między żoną Deborą a belgijską kochanką Annik Honore. Przytłoczony życiowymi problemami, powiesił się 18 maja 1980.

Po śmierci Curtisa z każdym rokiem rósł kultowy status grupy z Manchesteru. Już po tej tragedii ukazały się jej największe dzieła, album „Closer” i singiel „Love Will Tear Us Apart”. Nie tylko wywołały one prawdziwy szał na Joy Division, ale także okazały się kamieniami milowymi dla takich gatunków, jak postpunk, rock gotycki czy indie rock. Jedyny w swoim rodzaju klimat twórczości Iana Curtisa i spółki, a także grupy New Order, która się z niego wyłoniła okazał się inspiracją dla wielu wspaniałych wykonawców, by wymienić choćby The Cure, Bauhaus, U2, Interpol czy Editors.

Z okazji 40. rocznicy pierwszego koncertu Joy Division pod tą nazwą przypominamy 10 ciekawostek na temat jednego z najważniejszych zespołów w historii rocka.

Sumner czy Albrecht?

Bernard Sumner na okładkach albumów Joy Division figuruje jako Bernard Albrecht. Inspiracją dla tego pseudonimu był Bertolt Brecht, a właściwie… błędne usłyszenie nazwiska tego pisarza w programie telewizyjnym. Niegdyś fani sądzili, że nazwa pochodzi od ulicy Prinz Albrecht Strasse w Berlinie, gdzie mieściła się siedziba Gestapo, ale Sumner zdementował te spekulacje.

Dywizja nazistów? Wcale nie!

Zespół Joy Division wielokrotnie oskarżano o sympatie nazistowskie. Nazwa zespołu zainspirowana została książką „Dom lalek” autora pod pseudonimem Ka-Tzetnik i odnosiła się do żydowskich więźniarek, świadczących usługi seksualne hitlerowcom. Z kolei na okładce EP „An Ideal For Living” znalazł się rysunek chłopca z Hitlerjugend. Zespół rzeczywiście interesował się historią II wojny światowej, ale nigdy nie gloryfikował nazizmu – nawiązania do III Rzeszy były po prostu punkową prowokacją.

Obcy astronomowie

Okładka „Unknown Pleasures” to jeden z najbardziej ikonicznych motywów graficznych w historii muzyki popularnej. Ale co właściwie przedstawia? Zagadkowe „góry” to w rzeczywistości zapis fal radiowych pierwszego odkrytego pulsara, czyli specyficznego typu gwiazdy, która w regularnych odstępach czasu wysyła impulsy promieniowania elektromagnetycznego. 

Winda jako instrument

Niesamowite brzmienie płyty „Unknown Pleasures” to zasługa producenta Martina Hannetta. Wzbogacił on surowy sound Joy Division o niepokojące efekty dźwiękowe. W „Insight” słychać odgłos windy – Hannett kazał swoim współpracownikom wkładać mikrofony do jej szybu.

I tak powstał cold wave

Podczas nagrywania debiutanckiego albumu w studiu panowała lodowata atmosfera. Dosłownie. Hannett ustawiał klimatyzację na najniższą temperaturę. Tłumaczył, że robił to w trosce o zdrowie inżyniera dźwięku Chrisa Nagle’a, chorego na cukrzycę, ale może dzięki temu album ma tak surowy i chłodny klimat?

Maciej Koprowicz
Tagi: #Ciekawostki #Joy Division