04.03.2016 10:47

Lars Ulrich jest synem Gandalfa

Perkusista Metalliki wystąpił na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley ze swoim ojcem i Jamesem Hetfieldem. Czego dowiedzieliśmy się z ich wykładu?

Lars Ulrich jest synem Gandalfa
foto: pinterest.com + Kreepin Deth, CC BY 3.0 + Bóg Pejnta

Ulrich został zaproszony przez władze uczelni, by przede wszystkim opowiedzieć o związkach swojego zespołu z rejonem zatoki San Francisco. Muzyk odwiedzał Berkeley jako nastolatek, kiedy jego ojciec występował tam na imprezach sportowych. Już wcześniej zdawaliśmy sobie sprawę, że Torben Ulrich to uzdolniony tenisista: w 1959 roku wziął udział w Wimbledonie, a w 1976 typowano go nawet najlepszym tenisistą na świecie w rankingu seniorów.

W trakcie występu perkusisty poznaliśmy jednak nieznany wcześniej fakt z życia jego ojca: okazało się, że jest... Gandalfem. A przynajmniej tak oficjalnie zapowiedział go muzyk.

"

To mój ojciec, Gandalf. Ma 87 lat. W zasadzie to on mnie teraz podtrzymuje. "

Zebrani w auli Zellerbacha studenci mogli przekonać się na własne oczy, że mimo sędziwego wieku niegdysiejszy sportowiec trzyma się bardzo dobrze i wciąż jest pełen wigoru. Na światło dzienne nie wyszły dotąd żadne dowody, że odprawiał jakiekolwiek czary, ale z pewnością byłoby go na nie stać. Czyżby efekt aktywnego stylu życia? Od razu ciśnie się na usta pytanie, jak w podobnym wieku będzie się trzymał jego syn...

Młodszy Ulrich skorzystał z okazji, by przybliżyć pewien zapomniany projekt, który w 2002 roku przygotowywał ze swoim rodzicielem na hawajskiej wyspie Maui. Mowa o ponad godzinnym filmie zatytułowanym „Before the Wall: Body and Being”. Choć od tamtego czasu minęło 14 lat, perkusista wciąż nie jest do końca przekonany, o co chodziło w tym przedsięwzięciu i jaka była jego myśl przewodnia.

Z wyjaśnieniami lepiej radził sobie jego ojciec. Pokazując krótkie fragmenty, na których można było zaobserwować klipy rozgrywek tenisowych, pentatonikę, dźwiękowe zabawy Larsa, a nawet gościnny występ Boba Rocka, starał się przedstawić ideę stojącą za tym artystycznym dziełem. Młodszy Ulrich skomentował jednak wprost: „wciąż nie mam pojęcia, o czym mówisz!”.

Innym z gości Larsa Ulricha był jego kolega z zespołu, James Hetfield. Muzycy wspominali, jak przenieśli się z Los Angeles do El Cerrito, by móc grać z Cliffem Burtonem. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, pozwalając im uzyskać status jednego z największych zespołów metalowych w historii. Szczególnie że grupa od początku nie miała najlepszego zdania o Mieście Aniołów.

"

Czuliśmy się tam jak wyklęci, bo w naszej muzyce nie chodziło o wygląd. Pochodziła wprost z naszych serc. Kiedy przenieśliśmy się do Bay Area i graliśmy tutaj, od razu złapaliśmy kontakt z fanami, ponieważ tego od nas oczekiwali. To właśnie chcieli zobaczyć, usłyszeć i poczuć. Prośba Cliffa, by się tu przeprowadzić była najlepszym prezentem w naszej karierze. "

Wokalista wyznał też, że im bardziej stara się skupić na samym procesie twórczym, tym ciężej idzie mu samo tworzenie. Wtedy przeradza się ono w pewien schemat, a muzyk woli improwizować niż zastanawiać się nad każdym krokiem i nadmiernie analizować. Cóż, jakiej drogi Hetfield by nie obrał, praca nad następcą „Death Magnetic” zabiera mu stanowczo zbyt wiele czasu. A pomyśleć, że kiedyś potrafił skomponować z kolegami „Master of Puppets” w 8 tygodni...

Jakub Gańko
Tagi: Duperele Lars Ulrich Metallica