08.08.2017 11:17

Ozzy Osbourne: Rock nie umarł, póki ja jeszcze żyję

Frontman Black Sabbath czuje się gwarantem długowieczności rocka. Twierdzi też, że zamierza śpiewać aż do grobowej deski.

Ozzy Osbourne: Rock nie umarł, póki ja jeszcze żyję
foto: Karol Makurat/REPORTER/EAST NEWS

Pogłoski o śmierci rocka towarzyszą mu właściwie od samych narodzin. Przecież nawet Beatlesi mieli być chwilową modą. Wbrew dekadenckim komentarzom hejterów, rock trzyma się dobrze – najlepszym dowodem fakt, że wśród najlepiej zarabiających muzyków nie brakuje facetów z gitarami, choćby Guns N’ Roses i Bruce’a Springsteena. I bądźcie pewni – rock nie zginie, przynajmniej dopóki czuwa nad nim Książę Ciemności.

Ozzy Osbourne to ucieleśnienie rock’n’rolla. Ilość alkoholu, jaką wypił 69-latek, zapełniłaby pewnie kilka tankowców, nie wspominając o innych używkach. Dość wyczerpujące musi być też jego uzależnienie od seksu. A jednak w cudowny sposób wokalista tryska zdrowiem i nie zanosi się, by szybko dołączył w niebie do Lemmy’ego i Davida Bowiego. Miejmy nadzieję, że stanie się to jak najpóźniej – lider Black Sabbath przekonuje, że dopóki on żyje, nie umrze też rock. Zapytany o pogląd na temat śmierci rocka, odparł:

"

Ja ciągle żyję! "

Mimo wszystko, w wypowiedzi Ozzy’ego słychać pewien pesymizm. Muzyk twierdzi, że Internet zdecydowanie szkodzi muzyce:

"

Nigdy w życiu nie myślałem, że zobaczę upadek płyt. Nigdy nie używałem komputera. Wszystko się zmieniło. Wielu ludzie kradnie teraz muzykę, bo wielu na nią nie stać. "

Artysty to jednak nie załamuje – nawet nie bierze pod uwagę emerytury. Za bardzo kocha muzykę, by z niej zrezygnować:

"

Myślę, że będę to robił, dopóki nie umrę. To nie praca, to pasja. To wspaniałe i się opłaca. "

Śmierć rocka wieścili tacy muzycy, jak Steven Wilson, Flea i Gene Simmons. Na szczęście Ozzy nie jest jedynym artystą, który jest przekonany, że te pogłoski są przesadzone. Zgadzają się z nim choćby muzycy Anthraxu i Disturbed.

Maciej Koprowicz
Tagi: #Black Sabbath #Duperele #Ozzy Osbourne