27.06.2016 09:32

Roger Waters strollował swoich fanów za 500 dolarów

Współzałożyciel Pink Floyd dość luźno podszedł do wzbogaconej o liczne dodatki, limitowanej edycji albumu „The Wall”. Jaką niespodziankę sprawił swoim fanom?

Roger Waters strollował swoich fanów za 500 dolarów
foto: LFI / Photoshot / Reporter / East News + Bóg Pejnta

Rozbudowane wydania deluxe płyt cenionych artystów na stałe wkroczyły do krajobrazu rynku muzycznego. W czasach, gdy sprzedaż fizycznych nośników nieustannie spada wypierana przez internetowe formy dystrybucji - szczególnie streaming - stanowią łakomy kąsek, którego ciężko odmówić. O ile ma się oczywiście odpowiednio gruby portfel...

Jak nietrudno się domyślić, szczególnie dużym zainteresowaniem cieszą się wydawnictwa gigantów rocka, którzy mogą liczyć na już ugruntowane, liczne grono swoich wiernych fanów. Do takich przypadków z pewnością należy Roger Waters, którego twórczość otaczana jest prawdziwym kultem. W maju 2016 roku ukazała się zaś luksusowa, limitowana do zaledwie 3000 egzemplarzy edycja słynnego „The Wall”.

Wydawnictwo było częścią większego projektu artystycznego. Waters zaprosił do współpracy brazylijską grupę Osgemeos, która zajęła się wybudowaniem specjalnego muru z boxów z płytami wewnątrz kalifornijskiego magazynu. Następnie wykonała na nich mural, zatem każdy egzemplarz miał na opakowaniu jego niepowtarzalny fragment. A to tylko jedna z atrakcji pośród 4 płyt winylowych, 3 płyt Blu-Ray, 2 CD i albumu w twardej oprawie...

Niewątpliwie jednym z głównych elementów, które przyciągnęły uwagę fanów, był autograf samego Rogera Watersa. Nikt jednak nie spodziewał się, że będzie on wyglądał na przykład tak...

Choć nawet oficjalna strona promująca wydawnictwo wyraźnie zaznaczała, że artysta własnoręcznie podpisze się na każdym egzemplarzu, twórca „The Pros and Cons of Hitch Hiking” najwyraźniej nieco się już nudził przy podpisywaniu kolejnych sztuk. Dlatego też zaczął urozmaicać swoją pracę i jak pokazuje powyższe zdjęcie, przedstawiał się np. jako Jimmy Smith...

Jak przekonują inni szczęśliwcy, którzy skusili się na to bogate wydawnictwo, nie był to wcale odosobniony przypadek. Innym klientom trafiły się m.in. autografy Lorda Jelly'ego czy Johnny'ego Doddsa - cenionych muzyków świata jazzu. Tego się raczej nikt nie spodziewał, płacąc za „The Wall” 500 dolarów. Podstaw do reklamacji jednak nie ma - Mark Fenwick, menedżer Watersa, rozwiał wszelkie wątpliwości.

"

Autograf Rogera jest jak najbardziej autentyczny. Co więcej, jego stylistyka jest w pełni unikatowa i zarezerwowana dla limitowanej edycji tego wydawnictwa. "

Słowa te jednak stanowią marną pociechę dla fanów Pink Floyd, którzy liczyli na niepowtarzalną pamiątkę od swojego idola, zapłaciwszy za nią niemałe pieniądze. Nabywcy „The Wall” zdają się być bardziej rozczarowani niż „ubawieni na śmierć”.

A jak Wy byście się czuli w takiej sytuacji?

Jakub Gańko
Tagi: Duperele Pink Floyd Roger Waters