24.08.2016 10:39

Wokalista Green Day nie pamięta nagrywania „hiszpańskiej trylogii”

Billie Joe Armstrong przyznał, że miał bardzo zamroczony umysł w okresie nagrywania płyt „¡Uno!”, „¡Dos!” i „¡Tré!”. W jakim stanie był wtedy muzyk?

Wokalista Green Day nie pamięta nagrywania „hiszpańskiej trylogii”
foto: Xinhua / Photoshot / Reporter / East News + Bóg Pejnta

A mogłoby się wydawać, że wokalista Green Day zostawił największe szaleństwa młodości za sobą dużo wcześniej. Wszakże przy nagrywaniu „hiszpańskiej trylogii” miał już czterdzieści lat i oczekiwalibyśmy po nim względnej stabilności życiowej. Z drugiej strony, przecież u muzyków rockowych to zawsze wygląda nieco inaczej...

To dopiero w okresie nagrywania płyt „¡Uno!”, „¡Dos!” i „¡Tré!” Billie Joe Armstrong ostatecznie zdecydował się pójść na odwyk, którego tak długo unikał, co poważnie pokrzyżowało plany zespołu po ich premierze. Używki dały mu wówczas ostro w kość - we wrześniu 2012 roku muzyk wpadł w szał w trakcie skróconego występu na festiwalu w Las Vegas, a część koncertów była odwoływana ze względu na „dotkliwe odwodnienie”.

W 2013 roku szczerze wyznawał, że niewinne marihuanowe imprezy doprowadziły go do całych koktajli leków na bezsenność i antydepresantów:

"

Życie stało się w tamtej chwili naprawdę poważne. Pójście na odwyk, skąd musiałem obserwować premierę „¡Uno!”, nie było dokładnie tym, co sobie wymarzyłem. Próbowałem to rzucić od 1997 roku, ale nigdy nie chciałem zapisywać się na żadną terapię. Dotarłem do momentu, w którym nie rozróżniałem, co dopiero zmiksowałem rano, a co zamierzałem wziąć wieczorem. "

Dziś przyznaje, że długa przerwa po tych albumach była niezbędna:

"

Jeśli chodzi o ostatnie krążki... Naprawdę nie wiem, to wszystko mi się strasznie rozmywa. Mój umysł był wtedy całkiem zamglony, więc nie pamiętam zbyt wiele z tamtego okresu. Myślę, że to świetne płyty i było na nich kilka wspaniałych kawałków, ale... No cóż, nie bez powodu zrobiliśmy sobie taką przerwę. Właśnie czegoś takiego nam było wtedy trzeba. "

Choć hiszpańska trylogia nie powtórzyła sukcesu „American Idiot” i „21st Century Breakdown”, udało się z niej wykroić kilka popularnych singli jak „Oh Love” i „Kill the DJ”. Teraz po czteroletniej przerwie zespół nabrał nowej energii, o czym przekonamy się wkrótce na nadchodzącej płycie. Biorąc pod uwagę, że - zgodnie ze słowami basisty Mike'a Dirnta - była to pierwsza prawdziwa przerwa w jego karierze, efekt może być całkiem ciekawy.

"

Nigdy nie usiedliśmy na spokojnie, nawet jak wracaliśmy do domów, zabierało nam dobrą chwilę, zanim choć na chwilę usiedliśmy bezczynnie, żeby przekonać się, jak to w ogóle jest. Chyba udawaliśmy wcześniej, że to robimy, ale nie wydaje mi się, żebyśmy kiedykolwiek wcześniej naprawdę się zatrzymali. Teraz to pierwszy raz, kiedy rzeczywiście zahamowaliśmy i dzięki temu tak bardzo chcieliśmy zebrać się na nowo, żeby znowu grać i koncertować. "

Muzykom najwyraźniej znudziło się już życie codzienne, gdyż - jak dodał Dirnt - schodzenie z największych stadionów do potrzeby wyrzucania śmieci jest dla niego upokarzające.

Na szczęście Green Day już wkrótce będzie miał znów okazję do występów przed całym światem z okazji premiery krążka „Revolution Radio”, którego premierę zaplanowana na 7 października 2016 roku. W oczekiwaniu na cały album możemy posłuchać już singla „Bang Bang”.

Czekacie na nową płytę Green Day?

Jakub Gańko
Tagi: Duperele Green Day Billie Joe Armstrong