14.11.2015 16:06

Coma w Warszawie [GALERIA]

Zespół Coma wystąpił w Warszawie w klubie Progresja 13 listopada 2015 roku. Zobaczcie zdjęcia z koncertu.

Coma w Warszawie [GALERIA]
foto: Radek Zawadzki

Francuski teoretyk sztuki Antonin Artaud przed laty napisał „Teatr i jego sobowtór”, który stał się podstawą stworzonej później przez Jima Morrisona koncepcji „teatru rockowego”. Zdaje się, że pojęcia te nie są obce Piotrowi Roguckiemu - muzykowi, ale przecież i aktorowi. Wokalista już od jakiegoś czasu daje na scenie pokaz swoich ekspresyjnych ruchów, które, poza tym że są wyrazem emocji, zdają się nawiązywać do sztuk parateatralnych. Tym samym rockowy koncert łączy się ze spektaklem.

Niektórzy mogą czuć przesyt występów zespołu Coma. Muzyków można oglądać w okresie letnim na co drugich juwenaliach czy innych festiwalach, bądź koncertach plenerowych. Jednak artyści szanują fanów, którzy postanowili wybrać się na klubowy występ płacąc za bilet. Dowód? Wypełnienie setlisty utworami, które wcale nie tak często zdarza się usłyszeć na żywo w wykonaniu Comy.

Zobaczcie zdjęcia z występu grupy w klubie Progresja w Warszawie:

W zasadzie od samego początku kapela nie spuszczała z tempa i nie przykręcała potencjometrów odpowiedzialnych za przesterowanie gitar. Zespół zaatakował nas dźwiękami m.in. „Angeli”, „Fuck The Police” czy „La mala educacion”. Czas na oddech znalazł się dopiero przy „Chaosie kontrolowanym”, w nieco bardziej rozbujanej wersji niż ta znana z albumu. Piotr Rogucki rozkołysał ręce zgromadzonej publiczności i zaangażował ją do powtarzania za sobą wyśpiewywanych wokaliz. A wśród widowni cały przekrój wiekowy - zarówno najmłodsi fani, którzy zapewne parę godzin wcześniej pisali kartkówki na lekcji, ale też ludzie, którzy przy premierze „Pierwszego wyjścia z mroku” sami byli nastolatkami, a także starsze osoby. Pytanie czy ta ostatnia grupa wiekowa przyszła na koncert w roli opiekunów swoich zbuntowanych dzieciaków, czy też z ciekawości, żeby zobaczyć co właściwie gra ten pan z telewizyjnego show?

W setliście grupy znalazły się jeszcze takie kompozycje, jak „Tonacja (sygnał z piekła)”, „Deszczowa piosenka” czy „Zbyszek”. Ostatni z wymienionych robił największe wrażenie ze względu na pokaz umiejętności Rafała Matuszaka, basisty, oraz Adama Marszałkowskiego, perkusisty. Muzyczny pojedynek pomiędzy sekcją rytmiczną doprowadził ostatecznie do zwieńczenia kompozycji i przejścia do „Schizofrenii”. Tuż przed kulminacyjnym punktem tego utworu Rogucki poniósł klęskę związaną z próbą zapanowania nad tłumem i wymuszeniu od zgromadzonych absolutnej ciszy. Nie pomogły nawet rzucane do mikrofonu „zamknij się wieśniaku” (oczywiście humorystyczne, nie mające w sobie prawdziwego jadu).

„Schizofrenia” zamknęła pierwszą, dynamiczną część programu, co dodatkowo podkreślił wokalista zrzucając z barków gustowną koszulę i pozostając w czarnym podkoszulku. Prezentację bardziej lirycznego oblicza Comy rozpoczął utwór „Daleka droga do domu” zaaranżowany jednak na same gitary i wokal. Nim zespół zszedł ze sceny usłyszeliśmy jeszcze „Leszka Żukowskiego”, „Pasażera” i zamykający występ utwór „Spadam”. Jednak ogromna wrzawa wśród zgromadzonych wywołała zespół raz jeszcze na deski warszawskiej sceny. Bis składał się z dwóch numerów - zabrzmiał „Listopad” oraz „Los Cebula i Krokodyle Łzy”.

Na tym zakończył się koncert. W głowach fanów po tym jak opuścili klub z pewnością dźwięczały w głowie nie tylko utwory Comy, ale i słowa Piotra Roguckiego, który oświadczył, że grupa pracuje obecnie nad kolejną płytą. To nie był pechowy piątek 13-tego dla Comy, ani dla zebranych w Progresji.

Robert Skowronski
Tagi: Coma Koncerty