02.10.2015 12:58

Ensiferum na Folk Fest 2015 [GALERIA]

Od wczoraj przez Polskę (Kraków, Wrocław, Warszawa) przetacza się druga edycja Folk Fest, której główną gwiazdą jest tym razem Ensiferum. Finom towarzyszą dzielnie grupy Metsatoll i Skyforger.

Ensiferum na Folk Fest 2015 [GALERIA]
foto: Romana Makówka

Wbrew pozorom, folk metal to nie koniecznie muzyka uprawiana przez ludzi oderwanych prosto od pługa, aczkolwiek przyjęło się generalnie uznawać, że folk metal jest wtedy, kiedy oprócz normalnego metalowego naparzania, na scenę zabłąka się pijany Janko Muzykant. Najlepiej z pomalowaną twarzą, dziwnym instrumentarium i w kiecce.

Ensiferum wpadł do Polski popromować swój szósty album „One Man Army”, którego premiera odbyła się 23 lutego 2015 roku pod szyldem Metal Blade Records. Trzeba przyznać, że mimo iż zdania krytyków na temat tej płyty są delikatnie rzecz ujmując podzielone, krakowska publiczność oszalała na punkcie Wikingów w kieckach. Licznie przybyła na tę okazję Małopolska Grupa Baletowa wykonywała na cześć Artystów tańce ludowe, w tym ten najbardziej znany: „ścianka-młynek-ścianka”, momentami zamieniając go na „pogo-fala-pogo”.

Obejrzyjcie zatem galerię, bo kolejna taka okazja może się prędko nie powtórzyć.

Jak wiadomo, warstwa tekstowa utworów folkmetalowych utrzymana jest z reguły w klimatach „Chłopów” Reymonta skrzyżowanych z trylogią Tolkiena. Co bardziej zagorzali folkmetalowcy w wolnych chwilach latają nawaleni po lesie, poszukując troli, elfów czy innych skrzatów, które mogłyby się stać dla nich inspiracją do powstania kolejnej płyty.

Do tego od czasu do czasu przewijają się opowieści o tym jak Odyn, Swarog i Twrog błądzili beztrosko po lasach Skandynawii i karmili z ręki Fiordy a dzielni wojowie walczyli o losy wsi i gwałcili niewydepilowane kobiety.

Wokaliści używający growlu dzielą się na dwie grupy. Folk i Viking metale śpiewają tekst od przodu, a zespoły black metalowe growlują od tyłu. Petri Lindroos używa na szczęście tej pierwszej formy, więc idzie go zrozumieć i pozachwycać się tekstem. Petri oprócz tego, że śpiewa, kręci głową młynka i daje gitarą po uszach. Do tego jest ładny, więc ładnie wychodzi na zdjęciach. Nie gorzej wypadają Markus Toivonen i Sami Hinkka, przy czym ten drugi miota się po scenie jak poparzony i mimo że przez niemal pół koncertu ma nogi w górze, nadal nie stwierdzono czy pod kiltem nosi bieliznę.

Mimo braku standardowych dla tego gatunku rogów, kobz i piszczałek generowanych wprost z syntezatora i faktu, że nikt nie pływał łodzią po scenie (zapewne jedynie z obawy przed lecącymi wiórami), wszystko wynagradza show trwające ponad półtorej godziny.

Niestety w Polsce folkmetal nigdy nie trafi do mainstreamu, bo po 1. Mieszko ożenił się z Dobrawą, skutkiem czego czczenie czterotwarzowego boga przestało być trendy, po 2. w epoce pozytywizmu ktoś za mocno walnął Janka Muzykanta, a po 3. i ostatnie, wszyscy wywożą śmieci do lasu, więc latając na waleta bez butów można w coś wdepnąć.

Justyna Kierzkowska
Tagi: Koncerty Romana Makówka