Fest Festival to "najładniejsza impreza w Polsce"? Psychodeliczne grzyby i muzyka do białego rana [RELACJA]

16.08.2022 18:38
Fest Festival 2022 Fot. Aleksandra Degórska / Antyradio.pl

Na festiwalu zagrali m.in. Nothing But Thieves, Karaś/Rogucki, Bajm czy Stromae. Jak wypadła kolejna edycja imprezy?

W dniach 10-13 sierpnia odbyła się 3. edycja Fest Festival w Chorzowie. Chodząc po terenie Parku Śląskiego usłyszałam słowa: "To najładniejszy festiwal w Polsce" i zdecydowanie mogę się pod tym podpisać. Na terenie imprezy pojawiło się wiele pięknych instalacji, które się wręcz prosiły o robienie zdjęć. Neony, lampiony, hamaki ukryte między drzewami, gigantyczne pająki czy psychodeliczne malowidła świecące w ciemnościach - to wszystko sprawiało, że Fest Festival jest naprawdę wyjątkowym wydarzeniem. Do tego bardzo różnorodny line-up, który zadowolił fanów rocka, jak również rapu, popu, muzyki elektronicznej czy wielbicieli bardziej funkowych brzmień. Można było rzec, że dla każdego coś dobrego i jest to ciekawa alternatywa dla fanów Open'er Festival.

Polecamy

Fest Festival 2022: Psychodeliczne grzyby, ogromne pająki i muzyka do białego rana [RELACJA]

Festiwal wystartował w środę, 10 sierpnia i był to dzień rozgrzewki - festiwalowicze dopiero przyjeżdżali na pole namiotowe, nie wszystkie strefy były otwarte, jak również nie odbywały się jeszcze występy na głównej scenie. Był to zatem dobry moment, by zwiedzić cały teren imprezy. Dużym plusem jest fakt, że Fest Festival odbywa się na terenie Parku Śląskiego - co rusz w zakamarkach parku pojawiały się kolejne atrakcje - strefa wina, festiwalowego makijażu, psychodeliczne instalacje. W amfiteatrach rozmieszczonych głębiej na terenie imprezy stworzono przestrzenie dla DJ'ów, którzy grali do rana muzykę elektroniczną.

Pierwszego dnia imprezy wystąpił francuski muzyk Woodkid na Arena Stage. Artysta potrafi stworzyć niesamowitą atmosferę na koncertach, a ponieważ jest też reżyserem, jego wizualizacje na koncercie były doprecyzowane w każdym szczególe i pięknie współgrały z muzyką. Tego dnia zaprezentował się również Karaś/Rogucki. Duet powstał niespodziewanie po ogłoszeniu zawieszenia działalności zespołów Coma i The Dumplings. Owocem tej współpracy jest album "Ostatni Bastion Romantyzmu". Podczas koncertu na Silesia Stage usłyszeliśmy nie tylko piosenki z pierwszej płyty, ale również utwory zapowiadające nachodzący krążek. Karaś/Rogucki to ciekawy projekt, który pokazuje, że mimo różnic wieku muzyka jest wspólnym językiem, który potrafi łączyć artystów pochodzących z różnych środowisk muzycznych. Co wyszło z połączenia wokalisty z rockowego zespołu i muzyka z synth-popowego duetu? Kuba Karaś czuje się świetnie w roli basisty, a Piotr Rogucki nie wyzbył się swojej ekstrawaganckiej maniery na scenie. Szalone połączenie prezentuje się naprawdę ciekawie i liczę, że nadchodzący materiał będzie nadal czerpał garściami z post-punkowych brzmień, tak jak to się stało przy pierwszej płycie duetu.

Polecamy

Drugi dzień imprezy był bardzo różnorodny pod względem line-upu. Na Arena Stage zagrał Igo z Clock Machine, jak również swój DJ set miał francuski artysta Vitalic - tłum fanów skaczących pod sceną stworzył ogromne tumany kurzu, które były potwierdzeniem, że DJ potrafi rozbujać dosłownie każdego. Natomiast na Tent Stage tłumy pojawiły się na koncercie Young Leosi, popularnej raperki szczególnie wśród młodszych słuchaczy. Pierwszą gwiazdą na głównej scenie był Jimek, który rozpoczął swój koncert z opóźnieniem przez przesunięty soundcheck - próba pechowo wypadła akurat w czasie ulewy. Jimek wraz z orkiestrą zaprosił na scenę polskich raperów zarówno starego, jak i nowego pokolenia. Chociaż nie przepadam za hip-hopem to byłam zadowolona z tego koncertu i zaskoczona, że rapować można przy brzmieniach orkiestry i brzmi to całkiem ciekawie.

O godzinie 20:00 na głównej scenie pojawił się zespół Nothing But Thieves. Byłam już 3 razy na ich koncercie i wiedziałam, że mnie nie zawiodą na kolejnym występie. Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych rockowych zespołów młodego pokolenia. Swój występ na Fest Festival zaczęli od "Futureproof", który świetnie nadaje się na piosenkę otwierającą koncert - mocne utwory zawsze robią wrażenie na początku występu. W sumie zespół wykonał 13 utworów z dotychczasowo wydanych płyt i EP-ek. Nie było momentu na przerwę - zespół od początku do końca swojego występu serwował nam mocne brzmienia doprawione dźwięcznym i mocnym wokalem niepozornie wyglądającego Conora Masona. Jeżeli chcecie pójść na rockowy koncert i się na nim wyżyć i wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje - polecam bardzo Nothing But Thieves, muzyczna ekstaza gwarantowana.

Po koncercie rockowej gwiazdy na scenie pojawił się raper Quebonafide, zaś drugi dzień imprezy zamknął koncert Rüfüs Du Sol. Pochodzący z Australii Jon, James i Tyrone tworzą unikatowe elektroniczne brzmienia przenoszące do innego wymiaru. Była to pierwsza wizyta zespołu w Polsce i byłam zaskoczona, jak wiele osób pod sceną znało teksty piosenek zarówno z najnowszej płyty "Surrender" jak i klasyki z "Bloom". Nieco melancholijne, elektroniczne dźwięki porwały publiczność od pierwszych dźwięków i liczę na to, że kapela wróci jeszcze do polski na pełnowymiarowy koncert.

W piątek festiwalowiczów było już zdecydowanie więcej niż w poprzednich dniach. Występy na głównej scenie rozpoczął koncert Rudimental, ale zdecydowanie najlepszym występem tego dnia było show Beaty Kozidrak i Bajmu. Tak, ja też byłam zaskoczona, jak wiele osób przyciągnął ten koncert. Sama wokalistka była zdziwiona ogromną ilością młodych widzów, którzy znali teksty praktycznie wszystkich piosenek. Widać było, że Kozidrak mocno się wzruszyła na widok tłumu pod sceną i powiedziała, że to utwierdza ją w przekonaniu, iż warto było poświęcić się muzyce. Po występie Bajmu na scenie pojawił się Sokół, zaś następnie wystąpił The Chainsmokers. Wybór tych DJ-i na zamknięcie trzeciego dnia imprezy było dobrą decyzją, bo ich widowiskowe show nie pozostawiło nikogo obojętnym.

Ostatniego dnia niestety nie obyło się bez ulewy, ale ani deszcz ani błoto nie zniechęciło fanów dobrych brzmień do sobotniego szaleństwa. Przez złą pogodę część występów zostało poprzesuwanych i niestety się pokrywały. Poskutkowało to m.in. tym, że koncery Scootera oraz Stromae odbyły się prawie w tym samym czasie, a były to jedne z nabardziej cieszących się zainteresowaniem koncertów.

Dzikie tłumy zebrała sanah, która tego dnia wystąpiła na głównej scenie. Wokalistka przygotowała niespodzianki dla swoich fanów i zaprosiła Felicjana Andrzejczaka, z którym razem zaśpiewała utwór Budki Suflera "Jolka, Jolka pamiętasz". Ta piosenka zawsze brzmi patetycznie na festiwalach i również podczas koncertu sanah tłum zaczął śpiewać razem z wokalistami słowa wielkiego przeboju. To był bardzo wzruszający moment imprezy.

Główną gwiazdą wieczoru był belgijski wokalista Stromae. Muyzk porusza się bardzo plastycznie na scenie i szybko nawiązał kontakt z publicznością, która chętnie powtarzała jego ruchy na scenie. Stromae wydał mi się bardzo sympatyczną osobą, która tworzy swój własny, muzyczny świat, fascynujący i poruszający. Po jego koncercie pojawiły się fajerwerki za główną sceną zwiastujące, że to już koniec festiwalu. Oczywiście ostatni występ na głównej scenie wcale nie oznaczał końca zabawy - sceny z muzyką techno działały do białego rana. Co więcej były one również otwarte następnego dnia, więc jeśli ktoś nie wytańczył się przez 4 dni imprezy, mógł to nadrobić jeszcze w niedzielę.

Fest Festival to wizualnie zdecydowanie najładniejszy festiwal w Polsce z bardzo różnorodnym line-upem. Mam nadzieję, że przyszłoroczna edycja będzie równie udana - już od dawna tak nie bolały mnie nogi od skakania pod sceną, a mój telefon nie był przepełniony tyloma zdjęciami z ciekawych, festiwalowych miejsc.

Aleksandra Degórska
Aleksandra Degórska Redaktor antyradia
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.