17.02.2018 21:35

King Krule zagrał w Warszawie w ramach festiwalu World Wide Warsaw 2018 [RELACJA]

Jeden z najciekawszych brytyjskich muzyków młodego pokolenia wystąpił 16 lutego 2018 w klubie Progresja Music Zone w Warszawie.

King Krule zagrał w Warszawie w ramach festiwalu World Wide Warsaw 2018 [RELACJA]
foto: materiały prasowe

„A więc jesteś królem?”- plakaty o takiej treści można zobaczyć obecnie na wielu warszawskich przystankach. Zapowiadają festiwal religijny Nowe Epifanie 2018, ale równie dobrze mogłyby reklamować koncert w warszawskiej Progresji 16 lutego 2018. Pytanie, które dwa tysiące lat temu miał usłyszeć niejaki Jeszua ben Josef z ust Pontiusa Pilatusa chciałoby się zadać wokaliście o pseudonimie King Krule, który wczoraj zagrał w ramach festiwalu World Wide Warsaw 2018 na swoim pierwszym klubowym koncercie w Polsce.

Archy Marshall, bo tak naprawdę nazywa się nasz bohater, wielu obserwatorom współczesnej sceny muzyki alternatywnej naprawdę wydaje się królem. I nie ukrywam, że należę do nich również. Ten młody Brytyjczyk zadebiutował w 2010 roku jako Zoo Kid, w wieku zaledwie 16 lat, minialbumem „U.F.O.W.A.V.E.”, na którym już wtedy wypracował swój jedyny w swoim rodzaju styl. Rozwinął go później na pełnometrażowych albumach „6 Feet Beneath The Moon” z 2013 i „The OOZ” z 2017, wydanych już pod szyldem King Krule. Znakiem rozpoznawczym Kinga są minimalistyczne, postpunkowe kawałki, w których rozmyte gitarowe brzdąkanie stanowi tło dla zaskakująco dojrzałych jak na wiek autora, a równocześnie ujmujących młodzieńczym autentyzmem tekstów.

Ta formuła nie brzmi jak przepis na wyprzedanie przeszło dwutysięcznej warszawskiej Progresji - a jednak. Archy zupełnie nie wygląda na gwiazdę rocka – prędzej na jakiegoś zagubionego członka rodziny Weasleyów z „Harry’ego Pottera”. Rudowłosy chudzielec, z twarzy wyglądający na góra 16 lat – choć to już doświadczony artysta, niełatwo będzie przestać patrzeć na niego jak na debiutanta. W wiszącej na nim koszuli, kto wie, czy nie z drugiej ręki – w połowie drogi między londyńskim chuliganem z kolejki po zasiłek, a hipsterem z modnego klubu.

Marshall pod każdym względem uosabia milennialsów, współczesną „alternatywną młodzież”. Jego image wydaje się z jednej strony urzekająco swobodny i naturalny, a z drugiej, doskonale przemyślany i wpisujący się w obowiązujące trendy. Tak samo jest z jego muzyką – to modelowy owoc doby internetu, w którym świadomy słuchacz muzyki nie ogranicza się do jednego tylko gatunku, skoro ma nieskrępowany dostęp do wszystkich brzmień świata. Na playliście hipstera goszczą dziś i indie, i postpunk, i triphop, i alternatywny rap, i jazz. I nikogo to nie dziwi. Takie wpływy znaleźć można w niełatwej do sklasyfikowania muzyce Kinga Krule, którego Wikipedia równocześnie określa jako artystę indierockowego i hiphopowego. W 2018 roku wszystko jest możliwe.

Ale z drugiej strony, twórczość Marshalla silnie wrośnięta jest w tradycję brytyjskiego rocka. Jest wyspiarska do cna. Duża w tym zasługa świetnych, inteligentnych tekstów, w typowym dla angielskiego rocka depresyjno-nihilistyczno-outsiderskim klimacie, w których raz wokalista skarży się na ceny kanapek w Tesco, w innym miejscu mówi: „Nie ma już w co wierzyć”, a jeszcze gdzie indziej: „Sięgnąłem dna, a teraz uciekam”. Nic dziwnego, że Krule w Anglii nazywany jest „Morrisseyem z dubstepowym rodowodem”.

Jeszcze bardziej brytyjska jest jego maniera wokalna. Archy posługuje się niemalże niezrozumiałym dla obcokrajowca cockneyem i permanentnie balansuje na granicy fałszu, śpiewając głosem jednocześnie znudzonym, obojętnym, agresywnym i wściekłym. Najtrafniej go określić chyba jako skrzyżowanie Joego Strummera z Billym Braggiem, ze szczyptą chuligaństwa Pete’a Doherty’ego z The Libertines, gniewu młodego Paula Wellera ze wczesnych płyt The Jam i romantyzmu Edwyna Collinsa z Orange Juice. Nieprzypadkowo wymieniłem najbardziej fundamentalnych artystów brytyjskiego rocka – Krule to ich w prostej linii kontynuator.

Ale czy już teraz 24-letni wokalista posiadł charyzmę mistrzów? To właśnie najbardziej zastanawiało przed koncertem. Uprzedzając fakty – jest tego bardzo bliski. Przejdźmy zatem do tego, co działo się wczoraj w Progresji.

Zanim na scenę wyszedł rudowłosy gwiazdor, publiczność rozgrzewał polski tercet Eric Shoves Them In His Pockets. Według słów wokalisty, był to ich trzeci koncert. Taneczny, pogodny indie rock, może trochę w duchu Pavement zabrzmiał świetnie, ale zasłużył na większą owację publiczności. No, ale ta czekała przecież na audiencję u „Krula”…

Pierwsze zaskoczenie – choć na płytach muzyka Archy’ego brzmi często bardzo minimalistycznie, na scenie mieliśmy aż pięciu muzyków. Wokaliście brzdąkającemu na gitarze elektrycznej towarzyszyli perkusista, facet od elektroniki/saksofonista, saksofonista barytonowy, gitarzysta i basista. To oznaczało, że brzmieniowo będzie się działo sporo – i tak właśnie było.

King Krule i jego zespół co rusz żonglowali różnymi klimatami muzycznymi. Zaczęło się od ściany dźwięków - ostro, postpunkowo i jednoznacznie rockowo, choć zagrany na otwarcie „Has This Hit?” to w wersji studyjnej dość spokojny, snujący się utwór. Gitarowa kotłowanina zostaje na żywo wyciągnięta na plan pierwszy, więc fani rocka na koncercie Kinga Krule nie mogą być zawiedzeni brakiem czadu. W „A Slide In (New Drugs)” i „The OOZ” robiło się wręcz punkowo.

I tak przez większość koncertu – porywający postpunkowy jazgot przeplatał się ze snującymi się balladami, w którym Archy mógł zaprezentować swoje zdolności barda. Ale w takich momentach wychodziły na jaw niedostatki wokalne artysty.Cockneyowe zawodzenie (żebyśmy się dobrze rozumieli - to absolutnie nie jest żaden przytyk!) pasuje idealnie do agresywnych kawałków, ale w subtelniejszych utworach może trochę brakuje mu melodii. Może to moje rockowe odchylenie, ale ballady Krule, jak „Baby Blue” na żywo wypadały trochę nudnawo.

Naprawdę porywająco robiło się za to, gdy zespół wędrował w zaskakujące muzyczne kierunki. Aby nie wyjść na rockistę, muszę pochwalić fenomenalnie swingujący „Midnight 01 (Deep Sea Diver)”, który podkreśla, że ważnym źródłem inspiracji dla Marshalla jest także oldskulowy pop i jazz. Jazzowo-rapowy „A Lizard State” wypadł rewelacyjnie – wyjaśnił się sens taszczenia na scenę dwóch saksofonów! Z kolei „Half Man Half Shark” zabrzmiał o wiele bardziej tanecznie, niż w wersji studyjnej – publiczność oszalała w rytm zaraźliwie obezwładniającego basu. Z najgorętszą reakcją widzów spotkał się jednak – oczywiście - najbardziej znany utwór Kinga Krule, „Easy Easy”.

Nietrudno było zauważyć, że kontakt wokalisty z publicznością daleki jest od ideału. Marshall nie jest mistrzem konferansjerki. Nie mówił wiele, a jeśli już, to mruczał coś pod nosem, w dodatku w swoim firmowym cockneyu, przez co mało co dało się zrozumieć. Jeden z jego kolegów idealnie to podsumował - gdy frontman powiedział coś w stylu: „Możecie to znać z radia” (jeśli źle usłyszałem, wybaczcie), któryś z muzyków rzucił: „Nie sądzę, że oni rozumieją, co mówisz”. Zrozumieliśmy za to zapowiedź zupełnie nowej piosenki, wykonanej bodaj pierwszy raz na tej trasie. Niemniej jednak, nad charyzmą Krule musi jeszcze popracować.

Więc jak, panie Archy Marshall, jesteś tym królem, czy nie? W studiu na pewno – jego pierwsze dwa albumy to czysta magia, należy się dyplom z Hogwartu z wyróżnieniem. Ale moim zdaniem na scenie oglądamy dopiero Prince’a Krule. Naszemu Zoo Kidowi jeszcze trochę brakuje do miana zwierzęcia scenicznego. Ale wszystko przed nim i nie mam wątpliwości, że już niedługo otrzyma swoją koronę – jako potomek w prostej linii Joe Strummera, Paula Wellera, Billy’ego Bragga i Morrisseya skazany jest na wielkość. God save the King!

King Krule, Progresja Music Zone, Warszawa, 16 lutego 2018 - setlista:

  1. „Has This Hit?”
  2. „Ceiling”
  3. „Dum Surfer”
  4. „A Lizard State”
  5. „The Locomotive”
  6. „Midnight 01 (Deep Sea Diver)”
  7. „Cadet Limbo”
  8. „Rock Bottom”
  9. „Little Wild”
  10. „Emergency Blimp”
  11. Nowy utwór
  12. „(A Slide In) New Drugs”
  13. „The OOZ”
  14. „Half Man Half Shark”
  15. „Baby Blue”
  16. „Easy Easy”
    Bis:
  17. „Out Getting Ribs”

Festiwal World Wide Warsaw 2018 – koncerty:

  • 19.02.2018 – Kelela, Warszawa, Teatr WARSawy
  • 25.02.2018 – Boy Pablo, Warszawa, Pogłos
  • 26.02.2018 – Junglepussy, Warszawa, barStudio
  • 3.03.2018 – Amp Fiddler, P.Unity, Warszawa, Jasna 1
  • 7.03.2018 – Smerz, Warszawa, Pogłos
  • 8.03.2018 – Playboi Carti, Warszawa, Progresja
  • 9.03.2018 – Com Truise, Warszawa, Smolna
  • 10.03.2018 – Otsochodzi, Warszawa, Hydrozagadka
  • 11.03.2018 – JMSN, Warszawa, Grizzly Gin Bar
  • 15.03.2018 – Rosalie., Warszawa, Jasna 1
  • 27.03.2018 – Rejjie Snow, Warszawa, Teatr WARSawy

Bilety dostępne w aplikacji Going.

Maciej Koprowicz
Tagi: King Krule Koncerty