15.12.2014 11:51

Klasz Ov The Sejtans X w Progresja Music Zone [GALERIA]

Dziesiąta, jubileuszowa edycja Klasza już na nami. Imprezy, która na dobre wpisała się na mapę warszawskich cięższych brzmień.

Klasz Ov The Sejtans X w Progresja Music Zone [GALERIA]
foto: Grzegorz Ciepiel

Imprezy, która miała i ma na celu promowanie poczynań stołecznych kapel z kręgu szeroko pojętego metalu oraz rocka. Imprezy, która cyklicznie odbywa się na deskach Progresji. Imprezy charakteryzującej się bogatym i zróżnicowanym line up’em. Imprezy, której gospodarzem od tych dziesięciu lat jest dobrze znany i ceniony zespół Leash Eye.

Ceniony za trzy godne uwagi wydawnictwa, które do tej pory ujrzały światło dzienne. Ostatni album ze wspomnianych wyszedł we wrześniu roku 2013 i zebrał masę pozytywnych opinii w środowisku muzycznym, zarówno w Polsce jak i zagranicą. Ceniony również za koncerty pełne mocy i za muzyków wchodzących w jego skład.

Wypadkową powyższych są nieprzypadkowe wyróżnienia, jakie Leash Eye zdobył na przestrzeni osiemnastu lat swojej działalności. Tu między innymi można wymienić reprezentowanie Polski na Wacken Open Air – festiwalu, który jest jednym z czołowych festiwali metalowych na świecie czy też otrzymanie Złotej Kosy – statuetki imienia Janusza Kosińskiego za zdobycie pierwszego miejsca w Antyfeście, konkursie kapel organizowanym przez Antyradio. Kwintesencją zwycięstwa było wręczenie wspomnianej nagrody na polskiej edycji Sonisphere Festival w czerwcu 2011 roku oraz występ przed m.in. Motörhead czy Iron Maiden tegoż wieczoru. I mając na uwadze powyższe, nie można było na dziesiątego Klasza nie zawitać. Tym bardziej, że koncert Leash Eye był ostatnim w obecnym składzie.

Nie dość więc, że Klasz jubileuszowy, to jeszcze sebastianowo-pożegnaniowy. Kilka miesięcy wstecz ten charakterystyczny wokalista ogłosił, że przez względy osobiste i rodzinne opuści grupę Leash Eye, z którą współpracował od 2003 roku i jest obecny na wszystkich trzech oficjalnych krążkach popełnionych przez kapelę.

Ale zanim Leash Eye piątkowego wieczoru, to jako że Klasz, to i goście. Występ gospodarzy poprzedzony został setami dwóch zespołów. Zespołów z kobitkami na wokalu, za czym specjalnie nie przepadam, ale całe szczęście nie zawsze brzmi to źle.

Jako pierwsi na scenie prezentowali się trashmetalowcy z Metaliator. Za mikrofonem Mila. Kapela przypomniała swoją ostatnią EP-kę „Spalone miasto” z czerwca 2013 roku. Zaraz po nich scenę przejął powstały w 2007 roku w Lublinie Setheist, gdzie od pewnego czasu wokalnie udziela się Maksymina Kuzianik. Obie panie udowodniły, że miejsce kobiet nie ogranicza się tylko do kuchni. Choć będąc na scenie, jakby nie było, również znajdują się w pobliżu garów ;) Maksyminę, poza Setheist, możemy gościnnie usłyszeć na jeszcze świeżym, trzecim wydawnictwie Exlibris w jakże lirycznym 52-sekundowym „Before the Storm”.

Podczas występu było zdecydowanie mniej spokojnie, ale to się akurat dobrze składa, gdyż z uwagi na dźwięki dobiegające ze sceny publika mogła się solidnie rozgrzać, zanim gospodarze wieczoru zjawili się po właściwej stronie fleszy, kamer i paparazzi wszelkiej maści. A jak już się zjawili, to przez niemalże półtorej godziny nie było przebacz, nie dało się podpierać ściany. I jak na hardrocktruckinowców przystało, cała naprzód i jedziemy wszyscy jedną wielką hamerykańską ciężarówą, na pokładzie której zdecydowanie wyczuwalny był zapach benzyny oraz mięsiste brzmienie silnika nadające wieczorowi rytm.

A rozpędzać się było i przy czym. Poczynając od „Open up Chris”, pędziliśmy dalej nie raz nie dwa przy „One time, two times”, by w dalszym ciągu nie zwalniać tempa wraz z „Me & Mr. Beam”, „Lee The Shy” czy „The Nightmover”, tak by docierając do celu podróży, móc wyśpiewać hymn kierowców paliwożernych potworów – sześciusetkonny „Trucker Song”. Nie obyło się także bez numerów granych raz do roku czy też ze specjalną dedykacją dla przyjaciół zespołu. Jak również nie obyło się bez podziękowań.

Występ Leash Eye poprzedziły słowa uznania oraz podziękowania od Marka „Prezesa” Laskowskiego, właściciela Progresji. Na koniec, zjeżdżając chwilowo na boczny tor, słów kilka od siebie dodał również opuszczający zespół Sebastian Pańczyk. Nie wykluczył, że być może będzie jeszcze okazja, by z chłopakami z kapeli ponownie zagrać razem. Bo nigdy nie mów ostatniego słowa ;) Choć zapewne nie będzie to miało miejsca na tyle szybko, jak szybko niekontrolowanie przyspieszamy, depcząc w podłogę pedał gazu, przemierzając drogi przy którejkolwiek płytce z dorobku kapeli.

Magdalena Dalecka

Urszula Drabińska
Tagi: Koncerty Leash Eye