25.10.2016 09:49

Phil Campbell w Warszawie [GALERIA]

Legendarny gitarzysta Motorhead wystąpił wraz ze swoim solowym projektem w Warszawie. Czy gwiazda muzyka jaśnieje takim samym światłem, co za czasów, gdy grał u boku Lemmy'ego?

Phil Campbell w Warszawie [GALERIA]
foto: Radek Zawadzki / Antyradio.pl

O tym, jakim zainteresowaniem wśród polskiej publiczności cieszy się obecnie gitarzysta świadczy przeniesienie koncertu z klubu Progresja Music Zone do Proximy. Tym, którzy nie są stałymi bywalcami przed stołecznymi scenami, pragniemy wyjaśnić, że druga z lokalizacji może pochwalić się znacznie mniejszą powierzchnią, jednak i ona nie zdołała się w pełni zapełnić. Ba, połowa klubu pozostała pusta!

Motorhead to Lemmy. Nigdy nie stanowiło to większej tajemnicy. Mikkey Dee oraz Phil Campbell podjęli słuszną decyzję o nie kontynuowaniu kariery pod wcześniejszym szyldem. O ile jednak perkusista zespołu dołączył na stałe do Scorpions, o tyle gitarzysta kapeli postawił na odcinanie kuponów od dawnej chwały grając ze swoim projektem utwory, które wykonywał razem z Kilmisterem. Ma do tego prawo, w końcu jest ich współautorem, ale tym samym jego obecna działalność wyrasta na zwykłe zarabianie na sentymencie. Owszem, Phil Campbell wraz ze swoimi synami i wokalistą Neilem Starrem, mają także własny repertuar, który znajdzie się na planowanej na 18 listopada 2016 roku EP-ce. Jest to jednak zaledwie pięć utworów.

Zakwestionować można całą ideę funkcjonowania tworu, jakim jest Phil Campbell and the Bastard Sons, ale muzykom nie można odmówić energii, jak i rzemieślniczej sprawności. Od początku do końca na scenie panowała dynamiczność i żywioł. Zaczęli od autorskiego „Big Mouth”. Był to jeden z trzech utworów z własnego repertuaru. Na dalszych miejscach setlisty znalazły się jeszcze zadziorny „Take Aim” i „Spiders”.

Zobaczcie nasze zdjęcia z koncertu Phil Campbell and the Bastard Sons:

Choć „Big Mouth” to wyjątkowo skoczny i przebojowy kawałek, to na publiczność silniej podziałały następne utwory. A były to kolejno „Deaf Forever” i „Nothing Up My Sleeve”. Zaczęły się wyłaniać zaciśnięte pięści, którymi ludzie wymachiwali w powietrzu w rytm rozpędzonej perkusji, a niektórzy poderwali się do skakania.

Neil Starr okazał się być bardzo dobrym wokalistą. Daleko mu do tego, aby choć trochę zbliżyć się do chrypy Lemmy'ego, ale udowodnił, że jest w stanie przyzwoicie odśpiewać każdy rockowy szlagier. A musiał się zmierzyć jeszcze ze „Sweet Leaf” od Black Sabbath, „Sharp Dressed Man” ZZ Top, „Heroes” Davida Bowiego zadedykowanemu wszystkim gigantom muzyki, którzy odeszli w ostatnim czasie, a także z numerami Thin Lizzy i Led Zeppelin. Posłuchajcie, jak wypadł w „Nothing Up My Sleeve”:

A tu z kolei wykonanie innego z utworów Motorhead, którego nikomu nie trzeba przedstawiać:

Starr co i raz potrząsał włosami, gitarzyści wznosili swoje instrumenty w powietrze, ze wzmacniaczy płynęły soczyste riffy o wyraźnym brzmieniu. Całości towarzyszyła rockowa atmosfera, nad którą unosił się duch Lemmy'ego. Aż tyle i tylko tyle, gdyż to co ja słyszałem wciąż sprowadza się do zobaczenia na żywo bardzo dobrego cover bandu. W tej kategorii Phil Campbell and the Bastard Sons nie ma sobie równych, choć niewykluczone, że w co drugim garażu kryje się równie wielu muzyków sprawnie odgrywających czyjeś kompozycje. 

Setlista:

  1. Big Mouth
  2. Deaf Forever
  3. Nothing Up My Sleeve
  4. Spiders
  5. R.A.M.O.N.E.S.
  6. Orgasmatron
  7. Take Aim
  8. Sharp Dressed Man
  9. Born to Raise Hell
  10. Sweet Leaf
  11. Ace of Spades
  12. Eat The Rich
  13. Silver Machine
  14. Going To Brazil
  15. Rock Out
  16. Heroes
  17. Killed By Death
  18. Rosalie
  19. Moby Dick / Communication Breakdown

Byliście na koncercie Phil Campbell and the Bastard Sons?

Robert Skowronski
Tagi: #Galeria #Koncerty #Phil Campbell