12.02.2017 14:10

The Dillinger Escape Plan w Warszawie [RELACJA]

Grupa Grega Puciato zagrała 11 lutego 2017 roku koncert w warszawskim klubie Stodoła. Wszystko wskazuje na to, że była to ostatnia okazja, by ujrzeć ją w Polsce na żywo...

The Dillinger Escape Plan w Warszawie [RELACJA]
foto: Romana Makówka / Antyradio.pl

Dla polskich fanów The Dillinger Escape Plan była to już dziewiąta (!) okazja, by zobaczyć zespół na żywo w swojej ojczyźnie. Historia niejako zatoczyła koło, gdyż po 12 latach Ben Weinman i spółka wrócili do warszawskiej Stodoły. W 2005 roku pełnili rolę supportu Slipknota, 11 lutego 2017 byli już ze statusem niekwestionowanej gwiazdy wieczoru.

Tym, którzy mieli okazję zobaczyć Dillingera w akcji wcześniej, nie trzeba nic tłumaczyć. To prawdziwy wulkan nieprzewidywalności, którego energia w najwyższym stopniu udziela się publiczności. Dla tych, którzy nie mieli szans przekonać się o tym na żywo, nie mamy dobrych wieści. Wszystko wskazuje na to, że był to ostatni polski koncert zespołu. Schodząc ze sceny, wokalista dziękował polskiej publice za każdy spędzony z nią na przestrzeni lat moment.

Nim jednak mogliśmy się rzucić w dillingerowe szaleństwo, w Stodole rozgrzała publikę norweska formacja Shining. Choć jazzowa awangarda z saksofonem była dość odległa stylistycznie od głównej atrakcji wieczoru, wspólnym mianownikiem twórczości obu zespołów było z pewnością przekraczanie barier gatunkowych i wymaganie otwartości umysłu na nowe doznania muzyczne. Z tymi na szczęście fani Dillingera nie mieli nigdy problemów.

Gdy na scenę wreszcie wyszli Amerykanie, od pierwszych utworów nie pozostawiali wątpliwości, że choć oficjalnie jest to trasa promująca „Dissociation”, muzycy będą odważnie sięgać również w przeszłość. Po otwierającym set „Limerent Death” z ostatniego krążka, płynnie przeszli bowiem do starszego o 12 lat „Panasonic Youth”.

Greg Puciato jak zwykle szalał razem z kolegami, tylko zachęcając swoich fanów do jeszcze brutalniejszej walki na śmierć i życie pod sceną. W rytm pulsujących stroboskopów zmieniał swoją pozycję na scenie, aż ciężko było przewidzieć, gdzie pojawi się następnym razem. To zresztą całkiem słuszne pytanie w przypadku wokalisty, który słynie z rzucania się na publiczność, wchodzenia na nagłośnienie i wspinania tak wysoko, jak tylko pozwala na to miejsce aktualnego koncertu.

Dokładnie taki wachlarz atrakcji można było podziwiać też w Stodole. Nie trzeba było szklanej kuli, by przewidzieć, że Puciato będzie się tego wieczoru wspinał na balkon po prawej stronie od sceny, a na bisach dodatkowo wdrapał się na samą górę nagłośnienia, gdzie spokojnie sobie przycupnął i śpiewał dalej. Żeby nie było żadnych wątpliwości: wokalnie również był w doskonałej formie i nie było mowy o żadnym zawodzie.

Największe wrażenie umiejętności wokalisty robiły tradycyjnie w utworach obfitujących w zmiany nastrojów i barw głosu, jak w nie pozostawiającym nikogo na sali w obojętności „Black Bubblegum” czy lirycznym „One of Us Is the Killer”. W takich momentach można było sobie przypomnieć zeszłoroczny występ The Black Queen, pobocznego projektu Grega Puciato z Joshuą Eustisem, gdzie wokalista eksploruje znacznie spokojniejsze klimaty.

Tych zresztą nie zabrakło pośród regularnej sieki większości setlisty. Na pierwszy bis Dillingerzy sięgnęli po „Mouth of Ghosts” - była to wreszcie okazja, by wykorzystać stojące na scenie klawisze, które dotąd przez cały koncert zbierały tylko kurz. Zagrane później „Sunshine the Werewolf” i „43% Burnt” ostatecznie dobiły szalejącą publikę i stanowiły fantastyczny finał całego wieczoru. Po czymś takim można już naprawdę kończyć karierę.

Setlista:

  1. Limerent Death
  2. Panasonic Youth
  3. Symptom of Terminal Illness
  4. When I Lost My Bet
  5. Wanting Not So Much to as To
  6. Sugar Coated Sour
  7. Black Bubblegum
  8. Surrogate
  9. Hero of the Soviet Union
  10. Milk Lizard
  11. Low Feels Blvd
  12. One of Us Is the Killer
  13. Nothing to Forget
  14. Farewell, Mona Lisa
  15. Prancer

Bis:

  1. Mouth of Ghosts
  2. Sunshine the Werewolf
  3. 43% Burnt

Niestety, historia jeszcze tej samej nocy dopisała przykre postscriptum. Jadąc do Krakowa na kolejny występ The Dillinger Escape Plan miał poważny wypadek: jego autokar zderzył się z ciężarówką. Choć do szpitala trafiło 13 osób, w tym cała ekipa zespołu, na szczęście żaden z muzyków nie odniósł poważnych obrażeń.

Jakub Gańko
Tagi: Koncerty The Dillinger Escape Plan