24.10.2016 09:59

The Mission w Warszawie [RELACJA]

Gothic rockowa formacja Wayne'a Husseya zagrała 23 października 2016 w warszawskim klubie Progresja Music Zone. Zobaczcie naszą galerię z tego występu.

The Mission w Warszawie [RELACJA]
foto: Radek Zawadzki / Antyradio.pl

Aż trudno uwierzyć, że The Mission kazał czekać swoim polskim fanom na kolejną wizytę ponad 20 lat. Ciężko jednak wyobrazić sobie lepsze okoliczności dla koncertu niż te, które towarzyszyły październikowemu wieczorowi. Grupa gra obecnie w (niemal) oryginalnym składzie, a do tego nagrała najlepszą płytę od blisko ćwierćwiecza.

Gdyby zespół przyjechał do nas promować swój poprzedni krążek, „The Brightest Light” z 2013 roku, pewnie nie spotkałby się z aż tak gorącym przyjęciem. Dopiero „Another Fall from Grace” stanowił powrót do tak uwielbianych brzmień z okresu pierwszych płyt i aż ciężko uwierzyć, że - jak zdradził nam Simon Hinkler - cały krążek został zarejestrowany „na odległość”.

Niestety, na koncercie nie mieliśmy co liczyć na gościnne występy Martina L. Gore'a i Gary'ego Numana, którzy pojawili się na albumie, nie wpłynęło to jednak nijak na fakt, że nowe kawałki sprawdziły się na żywo bardzo dobrze. Publiczność od razu podłapała singlowe „Met-Amor-Phosis” i „Tyranny of Secrets”, a nastrojowe „Never's Longer Than Forever” i „Only You & You Alone” odpowiednio wprawiały w zadumę.

W tych bardziej klimatycznych momentach Husseya wspomagała Evi Vine, a w międzyczasie wokalista starał się nawiązać kontakt z publicznością, przypominając m.in. o swojej poprzedniej wizycie w Polsce. Porozumiewanie się w języku Sienkiewicza szło mu wcale nieźle - sekret takiego stanu rzeczy znajdziecie w naszej galerii:

Oczywiście jak nowa płyta wspaniała by nie była, The Mission zdaje sobie sprawę z kultu, jakim otaczana jest jego twórczość z lat 80. Ku uciesze fanów muzycy chętnie sięgali do debiutanckiego „God's Own Medicine” - oprócz klasycznego „Wasteland” (który wspomogło... konfetti) usłyszeliśmy też „Garden of Delight”, akustyczne „Love Me to Death”, a także „Severina”, „Blood Brother” i zagrane na finał „Deliverance”. Szczególnie ten ostatni utwór wywołał ekstazę publiczności, której Hussey mógł w tym czasie rozdawać róże.

Zespół nie zapomniał też o „Like a Hurricane”, „Naked and Savage” i „Serpents Kiss” z początków kariery, a także „Beyond the Pale” i „Tower of Strength” z „Children”. I tylko trochę szkoda, że z „Carved in Sand” zagrano wyłącznie nieśmiertelną balladę „Butterfly on a Wheel”, stanowiła ona jednak ostateczny dowód wokalnej formy Husseya.

Jako support przed warszawskim koncertem wystąpiła grupa The Awakening z Johannesburga. Charyzmatyczny wokalista Ashton Nyte, a także towarzysząca mu basistka Chela Rhea Harper potrafili przykuć uwagę zarówno męskiej, jak i żeńskiej części publiczności.

Byliście na koncercie The Mission?

Jakub Gańko
Tagi: Koncerty Galeria