24.04.2015 17:20

Apocalyptica – Shadowmaker

Finowie zapisują się w historii metalu, ale czy są to złote litery?

Apocalyptica – Shadowmaker
foto: materiały prasowe

Apocalyptica przebyła bardzo długą drogę od 1993 roku. Trzeba oddać Finom, że umiejętnie zdobywają kolejne szczyty, na stałe wpisując się w historię ciężkiego grania na przełomie wieków. Kto mógł przypuszczać, że kwartet z Helsinek poradzi sobie w branży muzycznej tak dobrze? Przyznam szczerze, że ja takiego sukcesu im nie wróżyłem.

Słuchając ich najnowszego wydawnictwa utwierdzam się w przekonaniu, iż Apocalyptica w bardzo świadomy sposób prowadzi swoją karierę. Słychać to również w muzyce – „Shadowmaker” jest bardzo spójną koncepcją. Emocje są odpowiednio dozowane – zwrotki klimatyczne, a refreny melodyjne. Płyta ma wyraźne intro oraz urzekający utwór zamykający. Nie obyło się niestety bez pewnych mankamentów... Analizę muzyki Finów trzeba rozpocząć jednak wcześniej.

Myślę, że każdy zgodzi się z faktem, iż granie metalu na wiolonczelach wymaga dużej odwagi. Apocalyptica miała odrobinę ułatwione zadanie, gdyż Metallica w ich wykonaniu brzmiała po prostu rewelacyjnie. Mimo to, zagranie supportu przed Jamesem i spółką uznać należy za spory wyczyn. Niejednemu zmiękłyby nogi, a Finowie koncertami z czwórką z Bay Area otworzyli sobie wiele drzwi. Dzięki świadomym decyzjom systematycznie odchodzili od coverów Metalliki, Sepultury czy Pantery na rzecz własnej twórczości. Czas mijał, a Apocalyptica zdobywała kolejne terytoria i szacunek – zarówno fanów, jak i kolegów po fachu. Gości na ich płytach można wymieniać długo, do najważniejszych należą z pewnością: Dave Lombardo, Max Cavalera, Corey Taylor, Joe Duplantier oraz Richard Z. Kruspe i Till Lindemann z Rammstein.

Rok 2015 w twórczości Apocalyptiki to pewnego rodzaju stabilizacja oraz określenie stylu. Dzięki nagraniu krążka ze stałym perkusistą i wokalistą Finowie osiągnęli spójność, której poszukiwali. Bez featuringów Apocalyptica stała się także zespołem kompletnym, mogącym zaprezentować twórczość od A do Z na koncertach. Ta piękna opowieść nie obędzie się jednak bez kilku „ale”, które zabolą fanów słuchających nowego materiału.

Najbardziej w muzyce zawartej na „Shadowmaker” uderza mnie wspomniany już wcześniej schemat: klimatyczna zwrotka + radiowy refren. Poza tę koncepcję wykracza na szczęście kilka utworów, na przykład otwierający wydawnictwo „I-III-V- Seed Of Chaos” – bardzo subtelny, a zarazem brzmiący bardzo ciężko. Uwagę przykuwa również ostatni utwór na płycie – niemal siedmiominutowy, wzniosły i nastrojowy „Dead Man’s Eyes”. Wyróżnienie na płycie „Shadowmaker” z pewnością należy się także instrumentalnym „Till Death Do Us Part” oraz „Riot Lights”. Do atutów tych utworów należą przede wszystkim różnorodność nastrojów, brzmień oraz temp. Udaną kompozycją jest także tytułowy „Shadowmaker”.

Choć schemat pozostałych utworów jest podobny, to każdy z nich ma swój urok. Dorastający w chłodnym klimacie Finowie jak widać szukają w muzyce ucieczki i nie pozwalają wkraść się monotonii w ich szeregi. O ile instrumentalnie Apocalyptica podołała swojemu wyzwaniu, to wokalnie nie jest już tak kolorowo. Franky Perez jest wokalistą wszechstronnym, ale utwory na „Shadowmaker” kilka razy go przerosły. Znany ze współpracy ze Slashem oraz do niedawna śpiewający w Scars on Broadway muzyk, potrafi śpiewać w różnych stylach, ale niestety nie zawsze robi to perfekcyjnie. Za klimatyczne zwrotki należy mu się szacunek, lecz refreny o intensywnym, „singlowym” zabarwieniu są drażniące. Szkoda, że zamiast kilku ckliwych melodii Apocalyptica nie zdecydowała się na odrobinę więcej hałasu i wrzasków. Franky potrafi przecież konkretnie zaryczeć, czego dał wyraz w kawałku „House Of Chains”.

Za produkcję ósmego studyjnego krążka Finów odpowiada Nick Raskulinecz, który przyczynił się do świetnego brzmienia takich zespołów Foo Fighters, Deftones czy Mastodon. Współpraca z nim wyszła Apocalyptice zdecydowanie na dobre. Nazwisko Raskulinecza jest obecnie tożsame z mocnym i wyrazistym soundem.

Na zakończenie recenzji pragnę przestrzec was przed rzuceniem płytą w kąt ze względu na radiowe wokale Pereza. Uderzają one słuchacza po niespełna 2 minutach słuchania i skutecznie mogą zniechęcić do dalszej przygody z tym krążkiem. Jednak pozostawienie płyty w odtwarzaczu i wysłuchanie tytułowego „Shadowmaker” powinno spowodować poprawienie waszych nastrojów.

Finalnie krążek otrzymuje ode mnie 3,5 oczka w pięciostopniowej skali. Odrobinę ze względu na dotychczasowe zasługi, a odrobinę na zachętę. Jeżeli Franky Perez poczuje więcej mroźnego klimatu, a Finowie nie będą pchali się na radiowe listy, to na następnej płycie powinno być znacznie lepiej.

Ocena: 3,5/5

Magda Słomka
Tagi: Recenzje Apocalyptica