06.03.2015 13:56

Immortal Randy Rhoads – The Ultimate Tribute

Nagrywanie płyty w hołdzie dla legendarnego gitarzysty to wielkie wyzwanie. Jak się okazuje, może przerosnąć wiele gwiazd współczesnej sceny.

Immortal Randy Rhoads – The Ultimate Tribute
foto: materiały prasowe

Dyskusja na temat idealnych coverów to temat popularny, a jednocześnie bardzo ciekawy. Czy lepiej pozostać jest przy wersji zbliżonej do oryginału, czy z utworu pozostawić jedynie nazwę i tekst? Drugie z przedstawionych rozwiązań wybrała m.in. Tori Amos, podejmując się wykonania „Raining Blood” Slayera. Przykładem z polskiego podwórka jest natomiast „Nothing Else Matters” nagrane przez Acid Drinkers i Czesława Mozila, w którym panowie wzięli do siebie szczególnie jedną frazę z tekstu tego utworu – „open mind for a different view”. Muzycy zaproszeni do nagrania „Immortal Randy Rhoads – The Ultimate Tribute” postawili jednak na bezpieczniejsze interpretacje. Ciekawe, co powiedziałby na to sam Randy…

Oczywistą kwestią jest, iż konfrontacja z takimi utworami jak „Crazy Train”, „Mr Crowley” czy „Suicide Solution” do łatwych nie należy. Z drugiej jednak strony od gwiazd pokroju Serja Tankiana, Toma Morello, Chucka Billy’ego czy Rippera Owensa również możemy wiele wymagać. Jak się okazuje, kilkunastu artystów tworzących ten krążek zaprezentowało nierówny poziom, w kwestii interpretacji rzecz jasna. Umiejętności technicznych odmówić nie można bowiem żadnemu z nich. W tym momencie ponownie przychodzi mi do głowy myśl, jak odnalazłby się w tym wszystkim Randy Rhoads. Serdecznie wspominany muzyk Ozzy’ego Osbourne’a ukazywany jest przecież za niezwykle otwartego, często odchodzącego od muzyki rockowej i metalowej w kierunku klasycznej.

Wśród 11 utworów, które znalazły się na płycie, z pewnością w pierwszej kolejności polecić należy „Crazy Train” w odważnej interpretacji wokalisty System of a Down i gitarzysty Rage Against the Machine. Choć do głosu Serja nie jest łatwo przekonać się w tak klasycznym kawałku, to Morello pokazał w nim swój niesamowity kunszt. Jak większość z Was się domyśla, uczynił to za sprawą nieludzkiej solówki. Swój specyficzny sound udało mu się przemycić także do zwrotki. Podobny sukces odnotował Jonathan Donais, który odnalazł siebie w kompozycji „Over the Mountain”. Gitarzysta Shadows Fall przy wsparciu Frankiego Banali wypadł zdecydowanie pozytywnie. Intro na perkusji to miłe zaskoczenie w porównaniu do oryginału.

Przyjemne wrażenie pozostawiają po sobie także 2 wielkie hity z repertuaru Ozzy’ego Osbourne’a – „I don’t know” oraz „Suicide Solution”. Choć od oryginału znacząco się nie różnią, to nabrały więcej rockowego sznytu i słucha się ich przyjemniej. Po 35 latach od nagrania płyty „Blizzard of Ozz” pewne brzmienia odrobinę się zestarzały i nie powinno to specjalnie dziwić. Także ballada „Goodbye to Romance” w wykonaniu Gusa G. zyskała w tej materii.

Niespodziewanych emocji dostarczył natomiast Chuck Billy. Doświadczony gardłowy Testamentu zmierzył się z kultem pod postacią „Mr Crowley”. Ciężar i barwa jego głosu imponują, ale jednocześnie przykryły cały klimat, którym raczy swoich fanów Książę Ciemności, śpiewając ten kawałek. Podobnie zakończyło się również nagranie kawałka „Believer”, choć tym razem winowajcą nie jest już tylko wokalista, a wszyscy muzycy.

Wnikliwą analizę pozostałych utworów pozostawiam szanownym czytelnikom, a sam niniejszą recenzję pragnę zakończyć rozważaniem nad samą ideą nagrania hołdu dla Randy’ego Rhoadsa. Jak już wcześniej wspomniałem, był on muzykiem nieszablonowym, poszukującym nietuzinkowych rozwiązań. Trudno jest mi uwierzyć, że poproszony o nagranie coveru na wydawnictwo pt. „The Ultimate Tribute” zdecydowałby się na jedynie drobne odświeżenie oryginalnej kompozycji.

„Immortal Randy Rhoads – The Ultimate Tribute” to krążek, którego słucha się przyjemnie, ale w zestawieniu z oczekiwaniami wobec niego niestety rozczarowuje. Jest to oczywiście płyta, z którą każdy fan rocka i metalu powinien się skonfrontować, ale mogę się założyć, iż znaczna większość z Was tuż po przesłuchaniu tej płyty zapragnie umieszczenia  w swoim odtwarzaczu wydawnictwa koncertowego, o jakie postarał się Ozzy Osbourne – „Tribute: Randy Rhoads”.

Ocena: 2,5/5

Piotr Wasilewski
Tagi: Recenzje Randy Rhoads